O autorze
Wielokrotna medalistka Mistrzostw Świata i Europy w skoku o tyczce, 3-krotna olimpijka. Spróbuję przybliżyć sport i okolice widziany moimi oczami

Gdyby nie Taniec z Gwiazdami, pewnie nie wróciłabym do sportu

Z radością i strachem przyjęłam zaproszenie na łamy na Temat. To jedno z tych zaproszeń, których się nie odrzuca. Od razu jednak pojawiły się myśli czy dam radę, czy moje relacje, przemyślenia, opinie, będą wystarczająco interesujące. Mimo wątpliwości postanowiłam stawić czoła. Jak to zwykle ze mną nie pierwsza to aktywność, w którą się włączam mimo towarzyszących mi lęków i pewnie nie ostatnia.



Moje doświadczenie blogersko - piśmiennicze jest znikome. Moja strona WWW, facebook, krótka przygoda z dziennikiem z Mistrzostw Świata w Osace i Igrzysk w Pekinie publikowanych na łamach polskiej prasy. Moje teksty w tym miejscu pewnie głównie dotyczyć będą tego, co się dzieje u mnie, ale również pozwolę sobie pewnie na trochę refleksji, opinii dotyczących sportu szerzej.


Na początek muszę napisać na temat mojej aktualnej sytuacji i tego co się wydarzyło w moim życiu od 2010. Po prostu muszę. Jest początek kwietnia 2012 roku, ruszam na kolejne zgrupowanie do San Cougat w okolice Barcelony. Mimo tego, że wielu „życzliwych” zaleca mi koniec kariery sportowej to od jesieni 2011 trenuję pewnie najciężej w swojej dotychczasowej przygodzie ze sportem. Założyłam sobie, że zakończę swoją karierę na własnych warunkach a nie według sugestii i opinii „życzliwych”.


Oczywiście nie jestem zadowolona z wyników po 2009 roku, ale daleka jestem od załamania i odpuszczenia. Zaczęło się od pechowej kontuzji wiosną, 2010 gdy moja stopa podczas ćwiczeń biegowych utknęła w dołku pozostawionym po rzuconym młocie lub kuli. Kontuzja pechowa, niewynikająca z jakichkolwiek błędów szkoleniowych, przeciążeń itp. Po rozpaczliwych próbach powrotu do rywalizacji latem 2010 przyszło zniechęcenie, potworne zmęczenie psychiczne i chęć rzucenia wszystkiego w przysłowiowe diabły. Pomogli bliscy i paradoksalnie propozycja z Tańca z Gwiazdami.


Do przyjęcia tej ostatniej trzeba mnie było długo namawiać. Przeważyły argumenty o zmianie otoczenia, oderwaniu od rutyny, oddechu psychicznym. Pamiętam słowa mojego trenera, który powiedział „…tańcz, baw się, wrócisz jak będziesz gotowa, ja będę cierpliwie czekał…”. Diametralnie innego zdania byli Panowie z Ministerstwa Sportu, którzy posądzając mnie o wyrachowane działanie komercyjne najchętniej nie widzieliby mnie dalej w sporcie. Jak się okazało decyzja wzięcia udziału w programie była ze wszech miar słuszna. Odebrałam ogromne pokłady pozytywnej energii. Czułam wielkie wsparcie sportowego świata, to naprawdę było niesamowite uczucie. Wielka radość i zwycięstwo, które zapisało się w mojej pamięci na równi z największymi sukcesami sportowymi. Piszę o tym momencie tak dużo, bowiem co jakiś czas pojawiają się opinie, że zdecydowałam się na ten krok ze względów finansowych i że gdyby nie on to moja kariera sportowa trwałaby w najlepsze.

Z tego miejsca pragnę oświadczyć, że gdyby nie TzG pewnie już nie pojawiłabym się na bieżni i że decydując się na udział w programie nie brałam pod uwagę finansów. W 2010 wolałabym zarabiać na bieżni jednak zdrowie nie pozwalało mi na to.

Po zwycięstwie w TzG otrzymałam piękny list gratulacyjny od Prezesa PKOL i niemą acz bardzo wyczuwalna dezaprobatę ze strony Ministerstwa Sportu. Na szczęście murem stanął za mną Polski Związek Lekkiej Atletyki i późno zaczęłam przygotowania do sezonu 2011. Start na Mistrzostwach Świata w Daegu nie był moim szczytem marzeń, ale jednak szósty start w MŚ, szósty finał to jest coś, przynajmniej dla mnie. Jesienią 2011 ponownie wrócił ten ministerialny sabat czarownic nad moją osoba. Ja mam świadomość konsekwencji wynikających z przepisów ministerialnych, jednak styl dyskusji na mój temat był dla mnie nie do przyjęcia. Do swojej prywatnej oceny pracy zespołu wsparcia Klub Polska Londyn 2012 wrócę pewnie później.

No i mamy kwiecień 2012, jak wspomniałam na początku trenuje pewnie najmocniej w karierze. Sezon halowy był dziwny, czułam się przygotowana a jednak skoki nie składały się w całość. Pracuję jednak i cierpliwie czekam aż pojawi się harmonia ruchów. Nie nakładam na siebie żadnej wielkiej presji. Mam marzenia, ale nie składam sobie ani nikomu żadnych obietnic związanych z moim, mam nadzieję czwartym startem na Igrzyskach. W marcu trenowaliśmy w Szczecinie i w Berlinie. Spędziłam szczęśliwie ten miesiąc w domu rozkoszując się pracami w ogrodzie.

Nigdy nie przypuszczałam, że stanie się to taką moją pasją:-)

No to już się Państwu opisałam.

Z bieżących rzeczy to jestem pod wrażeniem postawy Agnieszki Radwańskiej. Sukces w Miami ogromny. Z szacunkiem dla wszystkich moich koleżanek Agnieszka to dla mnie dzisiaj najlepsza sportsmenka w Polsce! Szczerze gratuluję!