
Przez chwilę wahałam się, jak odpowiedzieć na propozycję prowadzenia bloga na natemat. Komentowanie świata na bieżąco, zapisywanie swoich emocji i ocen jakoś nigdy nie było mi potrzebne. Dzisiaj witam się z Wami, bo na pytanie o to, czy moje doświadczenia są w jakiś sposób unikalne i warte dzielenia się, odpowiedziałam – tak.
REKLAMA
Kieruję największą w Polsce organizacją pozarządową zajmującą się problemem krzywdzenia dzieci – Fundacją Dzieci Niczyje. Dwadzieścia jeden lat temu założyła ją Alina Margolis-Edelman – pediatra świata, kobieta, dla której nie było rzeczy niemożliwych. Alina nie żyje już od czterech lat, ale pielęgnujemy jej ducha, bo ukształtował fundację i w dużej mierze wielu z nas. Prowadzenie fundacji to codzienny, intensywny mix doświadczeń. Są dla mnie ważne i na pewno będę się tu do nich odwoływać. Dotyczą różnych obszarów, najważniejsze z nich to:
Dzieci – te konkretne, nasi podopieczni. Dzieci bez dzieciństwa, gwałcone przez wujków, terroryzowane przez matki, wykorzystywane przez ich partnerów, bite, uwodzone, samotne. Zło tego świata, któremu codziennie próbują zaradzić terapeuci i prawnicy w fundacyjnych placówkach. Ale też dzieci - kategoria społeczna najmłodszych obywateli, których ze względu na ich zależność i bezbronność trzeba chronić ustanawiając najlepsze prawo i mądrą politykę społeczną. Jak im skutecznie pomagać? Jak chronić dzieci krzywdzone przez najbliższych, chroniąc jednocześnie podstawowe, najważniejsze również dla samych dzieci więzi rodzinne?
Trzeci sektor – niebo i piekło: niezależność, kreatywność, sprawczość, rozwój, ale też walka o finansowe trwanie, trudne relacje z biurokratycznym światem instytucji, które muszą być partnerami, by nasze działania były skuteczne.
I ludzie – ludzie z FDN: pracownicy, stażyści, wolontariusze. Zaangażowani, kompetentni, inwestujący w siebie. Czy znaleźli w fundacji swoje miejsce na Ziemi? Jak ich działania realizują fundacyjną misję, z jakimi wyzwaniami muszą się zmagać w różny sposób dążąc do ochrony bezpieczeństwa i rozwoju dzieci?
Na naszych oczach, w ciągu ostatnich dwóch dekad postrzeganie problemu krzywdzenia dzieci zasadniczo się zmieniło. Jeszcze nie tak dawno żyliśmy w świecie, gdzie kary fizyczne wobec dzieci były normą, wykorzystywanie seksualne dzieci w zasadzie nie istniało, a maltretowane dzieci diagnozowano w szpitalach jedynie ze względu na liczbę złamań, czy rozległość innych urazów. Jeśli dziecko nic nie powie, a matka się nie przyzna, to my nawet nie mamy co tego zgłaszać – mówił jeden z ordynatorów oddziału chirurgii dziecięcej, z którym rozmawiałam kilkanaście lat temu prowadząc fundacyjne badania. Jeden z pierwszych pełnomocników rządu ds. rodziny w latach 90. wykreślił ze swojego planu działań przeciwdziałanie przemocy w rodzinie i wykorzystywanie seksualne dzieci, bo uznał to za problemy marginalne.
Dziś wiele zmieniło. Ale wciąż jesteśmy w drodze. A na wielu etapach tej drogi ku systemowi skutecznej ochrony dzieci pojawiają się wątpliwości, jaki wybrać kierunek. I często nie ma jednoznacznych odpowiedzi (choćby się nawet tak niektórym wydawało).
Czy ścigać z urzędu rodzica, którzy uderzył dziecko? Tak - złamał prawo. Nie - kocha swoje dziecko i jest mu potrzebny.
Czy przestępstwa seksualne wobec małoletnich powinny ulegać przedawnieniu? Tak – przedawnia się przecież nawet zbrodnię zabójstwa. Nie - proces odzyskiwania traumatycznych wspomnień jest bardzo złożony i powoduje, że wiele ofiar jest gotowych na podjęcie walki o ukaranie sprawcy dopiero w dorosłym życiu, tj. po kilkudziesięciu latach od momentu popełnienia na ich szkodę przestępstwa.
Swoimi opiniami na tym blogu będę się starała włączyć w debatę o rozwiązaniach najlepiej chroniących dzieci. Pomogą mi w tym socjologiczne diagnozy, doświadczenia FDN i codzienne uczestniczenie w ścieraniu się różnych opinii i poglądów na ten temat. Debata – to dla mnie bardzo ważne. Łatwo o jednoznaczność, gdy wskazujemy na wartości, które wymagają ochrony, znacznie trudniej, gdy decydujemy, jak je chronić.
