Wakacje. Już myślimy o domknięciu przed urlopem ważnych spraw, o hotelach all inclusive i o klapkach dla dziecka, bo wyrosło. Za chwilę wielu z nas zostawi za sobą codzienność, także tę medialną – Euro, polityczne spory i sprawę Szymona z Będzina. Czy kanikuła wygra ze wstrząsem, jakim dla wielu była ta sprawa? Czy jest szansa, że Szymon stanie się naszą Victorią Climbie, której śmierć w wyniku maltretowania zmieniła w 2004 roku system ochrony dzieci przed krzywdzeniem w Wielkiej Brytanii?

REKLAMA
Często zdarzało się, że wyjątkowo drastyczny przypadek maltretowania dziecka był wyzwalaczem zmian legislacyjnych i systemowych. Nagłośniony i szokujący opinię publiczną przypadek zakatowanego dziecka leżał u źródeł amerykańskiej ustawy CAPTA z 1974 r., która po raz pierwszy kompleksowo zajęła się ochroną dzieci przed przemocą, czy też wprowadzonego po raz pierwszy w Szwecji prawnego zakazu stosowania kar fizycznych wobec dzieci w 1979 r. Historię zmian legislacji dotyczącej ochrony dzieci w Wielkiej Brytanii wyznaczają tragiczne śmierci dzieci maltretowanych przez najbliższych. Ustawa Children Act z 2004 r. stworzyła prawne ramy dla rządowego programu ochrony dzieci po głośnym przypadku 8-letniej Victorii Climbie, którą ciotka i jej partner maltretowali przez wiele miesięcy zanim zmarła w 2000 r.
Systemowa ochrona dzieci przed krzywdzeniem – nie mamy takich rozwiązań. Był moment w 2010 r., przed wprowadzeniem nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy rodzinie, kiedy rządowy zespół na szczeblu ministrów, z premierem na czele zaprosił ekspertów z kilku organizacji pozarządowych, by pracować nad takim projektem. Jednym z elementów miał być prawny zakaz bicia dzieci. Przygotowywaliśmy ekspertyzy i rekomendacje, prezentowaliśmy brytyjski model służb ochrony dzieci – to naprawdę wyglądało na determinację naszych władz. Przez chwilę w to wierzyłam.
Wprowadzono nowelizację – w niej zakaz bicia dzieci. Super. Niewiele zmienia w stanie prawnym, ale jest jednoznacznym komunikatem – dziecko podlega ochronie prawnej w takim samym zakresie jak każdy obywatel. Oprócz zakazu pojawiły się w nowej ustawie niby podwaliny systemu przeciwdziałania przemocy w rodzinie – zespoły interdyscyplinarne. Bez standardów, bez wytycznych, bez budżetu. Wiemy jak to dziś lokalnie wygląda. Zespoły są, bądź ich nie ma. Jeśli są, nieustannie zmagają się z pytaniem, czym mają być. Coś wypracują. A wtedy może centralnie pojawi się refleksja, że potrzebne są standardy i jakieś powstaną. Trzeba więc będzie od nowa. Krok w dobrym kierunku, ale w próżni nie zmieni skutecznie rzeczywistości.
Nie łudźmy się, że zespoły interdyscyplinarne ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie są elementem sytemu ochrony dzieci. Krzywdzenie dzieci i przemoc w rodzinie to dwa różne problemy. Są oczywiście związki pomiędzy nimi, ale generalnie mają inną specyfikę i wymagają innych działań.
Bezpieczeństwo i optymalny rozwój dzieci musi być odpowiedzialnością specjalistycznych służb ochrony dzieci. Takie służby działają lokalnie, ale według wspólnych standardów i procedur wypracowanych przez rząd. Są jasnym, powszechnie znanym i zawsze aktywnym adresem dla wszystkich, który podejrzewają, ze dziecko jest zagrożone. Kierują procesem interdyscyplinarnej diagnozy sytuacji dziecka w sytuacji ryzyka. Są odpowiedzialne za podjęcie natychmiastowej interwencji w określonych przypadkach i wypracowanie planu pomocy dziecku we współpracy z innymi profesjonalistami, rodziną i samym dzieckiem. Jeśli konieczne jest uruchomienie procedur sądowych, dziecko zawsze ma swojego prawnego reprezentanta, którym nie jest rodzic, działającego w jego najlepszym interesie.
Hasłom powyżej oczywiście daleko do opisania systemu ochrony dzieci. Ale takie systemy działają. Bazują na doskonalonej latami legislacji. Ich treścią są sprawdzone standardy i procedury, jak choćby te zapisane w Working Together to Safeguard Children – rządowym przewodniku dla lokalnych agencji ochrony dzieci w Wielkiej Brytanii. Musimy wypracować swój system, ale poznajmy to, co się sprawdziło, bazujmy na dobrych praktykach innych.
Joanna Gorczowska, która odezwała się komentując mój poprzedni wpis pracowała w pomocy społecznej w Polsce, dziś widzi system ochrony dzieci z perspektywy brytyjskiej. Widzi przepaść. Dziękuje Joanno za kontakt, wierzę, ze uda Ci się opowiedzieć o swoich doświadczeniach na październikowej konferencji FDN w PKiN.
Konotacje tytułu tego wpisu - I have a dream - są oczywiste. Przywołanie słów Martina Luthera Kinga może być uznane za egzaltację. Ale dzieci same nie ochronią swoich praw. Potrzebujemy znaczącej, przełomowej zmiany. Nie jest łatwa – wymaga eksperckiej koncepcji, mądrych rządzących, funduszy. Ale jest realna.
Sprawa Szymona ze względu na jej dramatyzm poruszyła wszystkich. Słyszeliśmy też głos Ministra Pracy i Polityki Społecznej o konieczności zrewidowania systemu opieki nad dzieckiem. Czy była to jedynie reakcje na społeczne oczekiwania, czy zapowiedź uruchomienia procesu zmian? Ewa Krawczyk sugeruje, by samemu brać się do roboty. Chciałoby się jednak, żeby motorem działań naszego rządu nie była internetowa presja niezadowolonych, tylko rozumienie potrzeb i diagnoza sytuacji. Zaplanowana przed wyjazdem na wakacje.
logo