Kilkuletni chłopiec z wyciętym na czole słowem „kretyn” to główny przekaz graficzny kampanii „Słowa ranią na całe życie”. Przemoc werbalna to traumatyczne doświadczenie dzieciństwa wielu z nas. „Ciągle słyszę te słowa, choć minęło już tyle czasu”, „dobrze, że ktoś nareszcie zajął się tym, żeby dzieci nie cierpiały tak, jak ja” – takie głosy były częstym rezonansem kampanii. Kampanię zauważyła jedna trzecia dorosłych Polaków, a zdecydowana większość z nich uznała, że była ona potrzebna. Ciekawe wyniki przyniosło prowadzone w związku z kampanią badanie postaw - społeczne przyzwolenie na karcenie dziecka obraźliwym słowem jest znacznie niższe niż przyzwolenie na stosowanie kar fizycznych. Wielka więc nadzieja, że edukacja rodziców może być skuteczna.

REKLAMA
Krzyczymy na dzieci. Tylko 13% rodziców deklaruje, że nie krzyczy nigdy, a co drugi krzyczy co najmniej raz w tygodniu*. Nieco rzadziej krzyczymy na niemowlaki – na dzieci w wieku 0-3 lata krzyczy „tylko” 80% rodziców. Na starsze dzieci krzyczą już prawie wszyscy. Matki w codziennej komunikacji z dziećmi podnoszą głos dwa razy częściej niż ojcowie.
Krzyk jest środkiem ekspresji – komunikuje zdenerwowanie, rozdrażnienie, złość, ale także bezradność i poczucie zagrożenia. W pewnych kontekstach jest użytecznym sposobem komunikowania emocji. Ale rodzicielski krzyk jest najczęściej komunikatem władzy, narzędziem podporządkowania. W relacji rodzic-dziecko nie ma miejsca na symetrię krzyku. Podniesiony na rodzica głos dziecka, to wyraz braku szacunku. Czy na szacunek zasługuje tylko rodzic?
Obraźliwych słów używa w słownym karceniu dzieci 20% rodziców. Większość z nich deklaruje, że dzieje się tak rzadko – raz w miesiącu (6%), czy raz w roku (10%). Raniące słowa czasem rodzice rzucają w złości, bez refleksji nad ich skutkami. „Kretyn”, „debil” czy „idiota” słyszą dzieci w rodzinach, w których ordynarny język i brak szacunku są stałymi, codziennymi elementami wzajemnych relacji. To samo doświadczenie nie omija jednak dzieci w rodzinach, w których słowa są dobierane starannie, upokorzenie dziecka może być przemyślanym przekazem wychowawczym.
Przemoc werbalna jest szczególnie niszcząca dla dzieci, które jej doświadczają. Nie mogą się zdystansować od krzywdzących słów. Jak pisze Jolanta Zmarzlik, autorka kampanijnej ulotki: „Dziecko, które słyszy, że jest kretynem, ofermą czy głupkiem powoli, niewidocznie staje się tym kretynem, ofermą czy głupkiem. I nigdy nie pomyśli, że może być wspaniałe, jedyne, nadzwyczajne, że może być szczęściem, dumą i radością rodziców, … że jest w porządku. Z czasem ten „kretyn” wrasta jak pasożyt, rośnie wraz z dzieckiem. Jest jak niewidzialna pieczęć, która stygmatyzuje na całe życie, czyni je niepełnym, mniej satysfakcjonującym, jakoś gorszym, podszytym lękiem”.
Kampania „Słowa ranią na całe życie” była i jest potrzebna. Od początku byliśmy tego pewni w Fundacji Dzieci Niczyje, która organizowała kampanię, pewna była agencja reklamowa Publicis, która pro bono przygotowała jej kreację. Niemal wszyscy, którzy poznali przekazy kampanii, a szczególnie ci, którzy byli jej bezpośrednimi adresatami – rodzice wychowujący dzieci deklarowali, że była ona potrzebna.
To powszechne przekonanie, iż trzeba przeciwdziałać przemocy werbalnej wobec dzieci jest spójne z wynikami badań społecznego przyzwolenia na stosowanie różnych metod wychowawczych wobec dzieci. Przyzwolenie na stosowanie kar fizycznych polaryzuje polskie społeczeństwo – 16% uważa, że można je stosować zawsze, gdy rodzic uzna, że będą skuteczne, 45% twierdzi, że są złe, ale można je usprawiedliwić, a tylko 32% kategorycznie sprzeciwia się biciu w wychowaniu dzieci. Natomiast słowne karcenie dzieci z użyciem obraźliwych słów potępia ponad trzy czwarte dorosłych Polaków (77%), a tylko 3% przyzwala na ich dowolne stosowanie przez rodziców.
Może godność jest wartością, którą bardziej cenimy, niż nietykalność cielesną? Może wierzymy w skuteczność kar fizycznych i czysto wychowawcze intencje bijących rodziców, a wyzwiska postrzegamy bardziej jako efekt ich niskiej kultury i trudnego temperamentu? Może łatwiej o empatię, gdy doświadczenia dziecka nam również się zdarzają? Nie dostajemy w skórę, ale zdarza się nam przecież czasem poczuć ból obraźliwych słów. Warto dociekać przyczyn, ale ważne, iż taki wynik daje nadzieję, że apelowanie o refleksję rodziców nad skutkami wyzwisk i obraźliwych słów ma zaplecze społecznego przekonania o ich szkodliwości.
By jednak nie zachłysnąć się optymizmem, warto pamiętać, że wyzwiska, to tylko jedna z form przemocy werbalnej. Negatywne przekazy, komunikaty niezadowolenia mogą się bez nich obejść. Samoocenę i życiowe funkcjonowanie dziecka może zniszczyć „kretyn”, ale też ciągła krytyka i brak pozytywnych wzmocnień. Dobre słowa – tego najbardziej potrzebują nasze dzieci.

*W tekście przywołuję wyniki dwóch badań omnibusowych realizowanych na zlecenie Fundacji Dzieci Niczyje przez Millward Brown SMG/KRC: nt. przemocy werbalnej wobec dzieci z 21-23 kwietnia 2012 r., N=1001 oraz nt. oceny kampanii "Słowa ranią na całe zycie" z 10-11 sierpnia 2012, N=1003
Więcej na temat kampanii na www.slowarania.fdn.pl