Dwumiesięczna dziewczynka zakatowana kilka dni temu przez rodziców na warszawskim Mokotowie nie istniała dla świata nie tylko dlatego, że nikt nie chronił bezbronnego dziecka. Jej formalnie po prostu nie było – nie miała imienia, nie sporządzono aktu urodzin, nie było jej w rejestrach ewidencji ludności i służby zdrowia. Jak to możliwe, że dziecko po urodzeniu znika?
REKLAMA
Jeśli matka (lub rodzice) ukrywa ciążę, rodzi w domu i nigdzie nie zgłosi urodzin dziecka, to trudno, by zadziałał jakikolwiek system chroniący. Jedyne co można zrobić, by uniknąć takich sytuacji, to działania profilaktyczne.
A jeśli dziecko rodzi się w szpitalu? Jak wtedy zadziała system informowania, że pojawił się nowy obywatel z pełnią praw do ochrony przez państwowe służby?
A jeśli dziecko rodzi się w szpitalu? Jak wtedy zadziała system informowania, że pojawił się nowy obywatel z pełnią praw do ochrony przez państwowe służby?
Mama wychodzi ze szpitala z nowonarodzonym dzieckiem. Szpital zawiadomi o narodzinach urząd stanu cywilnego w jej miejscu zamieszkania. Trzeba będzie zarejestrować tam dziecko i odebrać akt urodzenia. Jeśli kobieta (rodzic) się nie zgłosi, urząd powinien upomnieć się o to. Po sporządzeniu aktu urodzenia dziecka powinien przesłać jego odpis właściwemu organowi ewidencji ludności. Szpital zawiadomi też o narodzinach dziecka rejonową poradnię zdrowia właściwą dla adresu, który wskaże matka, jako miejsce pobytu swojego i dziecka.
Co się stanie, gdy upomnienia urzędu stanu cywilnego nie będą skuteczne? Co, gdy matka poda w szpitalu adres inny, niż ten pod którym rzeczywiście będzie przebywała z dzieckiem? Jakie będą konsekwencje tego, że dziecko nie zostanie zarejestrowane przez rodziców w żadnej poradni zdrowia?
Dziecko może na wiele lat zniknąć. Decyzja o zarejestrowaniu go w jakimś zakładzie opieki zdrowotnej należy do rodziców. Mogą tego nie zrobić. Nawet jeśli zrobią, a potem przeprowadzą się i zmienią adres, nikt nie odnajdzie dziecka. Może nie być szczepione, nie obejrzy go lekarz w ramach rutynowych bilansów zdrowia i rozwoju. Rodzice Szymona „z Cieszyna” wprawdzie oszukali system kontroli opieki zdrowotnej nad dzieckiem przyprowadzając na szczepienie inne dziecko, ale system zadziałał, bo dziecko było zarejestrowane. Ile dzieci pozostaje poza tym systemem? Nikt tego nie wie.
Wyniki szybkiego sondażu, który przeprowadziłam wśród znajomych młodych rodziców: rodzice 5-letniego Krzysia i 2-letniej Asi nigdy nie zarejestrowali dzieci w żadnej przychodni publicznej ani prywatnej, są pod opieką prywatnego lekarza – do tej pory nikt nigdy nie zainteresował się, co dzieje się z ich dziećmi; rodzice 2-letniej Irenki zarejestrowali ją zaraz po urodzeniu w rejonowej przychodni, ale niedługo potem kupili dom pod Warszawą i wyprowadzili się, nikt nie interesował się dzieckiem, dopóki sami nie zgłosili się do przychodni w nowym miejscu zamieszkania.
Część dzieci niewidzialnych dla systemu to te, których rodzice nie zgłosili do żadnej placówki ochrony zdrowia. Trzeba wierzyć, że, ktoś czuwa nad tym, czy prawidłowo się rozwijają, zaalarmuje, gdy coś jest nie tak, w razie potrzeby skieruje do specjalistów. Wiara nie jest jednak skutecznym instrumentem ochrony dzieci. Większość niewidzialnych dzieci jest zapewne otoczonych troską najbliższych i lekarzy, ale czy na pewno nie ma wśród nich takich, o które nikt nie dba, niepełnosprawnych, ofiar przemocy i wykorzystywania? Czy na pewno są ze swoją rodziną? Czy na pewno żyją? Nikt tego nie wie.
W raporcie FDN "Małe dzieci w Polsce" rekomendujemy konieczne zmiany w systemie opieki nad małymi dziećmi, w tym konieczność monitorowania losów dziecka po jego urodzeniu. Znowu powraca pytanie - ile musi zdarzyć się tragedii, by rekomendacje ekspertów zostały usłyszane.
Monitorowanie miejsca pobytu dziecka wymaga zintegrowania kilku podsystemów - urząd stanu cywilnego, ewidencja ludności, ochrona zdrowia - które zajmują się dziećmi jako podmiotami świadczeń bez wzajemnego przepływu informacji i współpracy. Brak wiedzy o dziecku w którymkolwiek z podsystemów jest czynnikiem ryzyka krzywdzenia dziecka. To wystarczająco ważny powód, by zakwestionować argumenty z kategorii: ingerowanie w prywatne życie obywateli, prawo rodziców do decydowania, nadmierna kontrola społeczna, itp.
