Policja i wymiar sprawiedliwości prowadzą dochodzenie i postępowanie sądowe w konkretnym przypadku podejrzenia zabójstwa dziecka bądź pobicia go ze skutkiem śmiertelnym. Konkretnymi przypadkami interesuje się Rzecznik Praw Dziecka. Żadna instytucja nie zajmuje się jednak systemowo problemem niewyjaśnionych, nienaturalnych śmierci dzieci. Brakuje badań trafności klasyfikowania przyczyn śmierci dzieci, interdyscyplinarnych diagnoz, weryfikacji statystyk, działań profilaktycznych. Wiele wskazuje na to, iż statystyki dotyczące krzywdzenia lub zaniedbywania jako przyczyny śmierci dziecka są niedoszacowane.
REKLAMA
Raport UNICEF na temat zgonów dzieci z powodu stosowania przemocy lub drastycznego zaniedbania pokazuje, iż Polska znajduje się w środku zestawienia dotyczącego 28 krajów rozwiniętych (rocznie 0,9 zmarłych dzieci na 100 tys. dzieci do 15 rż.). Statystyki policyjne informują, że w 2011 roku 24 małoletnich było ofiarami zabójstw.
Najbardziej zagrożone zabójstwem są najmłodsze dzieci od urodzenia do 4 roku życia. Taka diagnoza nie zaskakuje – małe dzieci są kruche, podatne na urazy, całkowicie zależne od swoich opiekunów. Zdarza się, że nikt oprócz opiekunów nie ma dostępu do dziecka, więc ślady znęcania lub zaniedbań łatwo ukryć. Gdy dziecko jest malutkie wystarczy czasem jeden cios.
Mimo przytoczonych wyżej danych, mało wiemy o skali problemu zabójstw dzieci w Polsce. Dane dotyczące śmierci dzieci rejestrowane są przez różne instytucje, brak jest dobrego przepływu informacji, brakuje danych wiktymologicznych (np. statystyki policyjne i sądowe nie rejestrują wieku ofiar, jedynie podział na ofiary małoletnie i dorosłe). I co bardzo ważne, nie jest weryfikowana klasyfikacja przyczyn śmierci dziecka, nie sprawdza się, czy decyzja dotycząca zaliczenia danego przypadku śmierci do określonej kategorii była słuszna.
Gdy mamy do czynienia ze zgonem niespodziewanym lub niewyjaśnionym, przypadek powinien być zbadany przez lekarza medycyny sądowej. Jednak kryteria zaliczenia danego przypadku śmierci do kategorii „niewyjaśniona” nie są jednoznacznie określone. Decyzję podejmuje człowiek. Czy zawsze trafnie? Czy lekarz sądowy zawsze trafnie zdiagnozuje przyczynę nagłej i niewyjaśnionej śmierci? Jak pokazuje przypadek 3-letniego chłopca z rodziny zastępczej z Pucka, nie zawsze.
Badania pokazują, że statystyki zabójstw dzieci są niedoszacowane. Wynika to z trudności diagnostycznych, np. bardzo trudno odróżnić zespół nagłego zgonu niemowląt (tzw. śmierć łóżeczkowa, ważna przyczyna śmierci dzieci do pierwszego roku życia) od przypadkowego lub nieprzypadkowego uduszenia niemowlęcia. Rzadko diagnozowany jest zespół dziecka potrząsanego – powodujący zawinioną przez opiekuna śmierć niemowlęcia.
Kolejną przyczyną niedoszacowania jest brak pogłębionej diagnozy powodu śmierci. W Instytucie Medycyny Sądowej w Münsterze zbadano 274 przypadki śmierci niemowląt i małych dzieci, co do których nawet nie domniemywano śmierci nienaturalnej. Sekcje zwłok dowiodły, iż ośmioro z tych dzieci zostało zamordowanych.
I w końcu brak skoordynowanych rejestrów i statystyk. Przeprowadzona ostatnich latach we Francji retrospektywna analiza dokumentów sądowych dotyczących śmierci dzieci w latach 1996-2008 pokazała, że 71% zabójstw spowodowanych krzywdzeniem (fatal maltreatment) nie zostało jako takie zaklasyfikowane w statystykach umieralności dzieci.
Co można zrobić? Sprawdzonym i skutecznym rozwiązaniem jest działanie interdyscyplinarnych zespołów dochodzeniowych badających przypadki śmierci dzieci.Pisałam już o tej praktyce na natemat we wpisie „Ile jeszcze dzieci musi zginąć”, ale ponieważ to tytułowe pytanie brzmi coraz bardziej dramatycznie, piszę po raz kolejny.
Kolejną przyczyną niedoszacowania jest brak pogłębionej diagnozy powodu śmierci. W Instytucie Medycyny Sądowej w Münsterze zbadano 274 przypadki śmierci niemowląt i małych dzieci, co do których nawet nie domniemywano śmierci nienaturalnej. Sekcje zwłok dowiodły, iż ośmioro z tych dzieci zostało zamordowanych.
I w końcu brak skoordynowanych rejestrów i statystyk. Przeprowadzona ostatnich latach we Francji retrospektywna analiza dokumentów sądowych dotyczących śmierci dzieci w latach 1996-2008 pokazała, że 71% zabójstw spowodowanych krzywdzeniem (fatal maltreatment) nie zostało jako takie zaklasyfikowane w statystykach umieralności dzieci.
Co można zrobić? Sprawdzonym i skutecznym rozwiązaniem jest działanie interdyscyplinarnych zespołów dochodzeniowych badających przypadki śmierci dzieci.Pisałam już o tej praktyce na natemat we wpisie „Ile jeszcze dzieci musi zginąć”, ale ponieważ to tytułowe pytanie brzmi coraz bardziej dramatycznie, piszę po raz kolejny.
Specjaliści z różnych służb (medycznych, socjalnych, sądów, policji) współpracują w ustaleniu przyczyn śmierci dziecka w ramach powołanego natychmiast po niewyjaśnionej śmierci dziecka zespole dochodzeniowym. Skład i liczba członków zespołu zależy od charakterystyki danej sprawy. Cele pracy zespołu to wspieranie wymiaru sprawiedliwości w ustalaniu przyczyn śmierci dziecka, analiza społecznego kontekstu śmierci dziecka (relacje w rodzinie, z instytucjami) i finalnie formułowanie wniosków i rekomendacji dotyczących tego, co nie zadziałało i jakie trzeba wprowadzić zmiany.
Działanie takich zespołów dochodzeniowych jest ugruntowaną praktyką np. w większości stanów USA, gdzie bada się wszystkie przypadki nienaturalnych śmierci dzieci. Wynika to z założenia, iż również w przypadkach śmierci zakwalifikowanych jako wypadek lub samobójstwo, przyczyną mogło być zaniedbywanie lub znęcanie się nad dzieckiem. W Wielkiej Brytanii zespoły diagnozują każdy przypadek śmierci, gdy jest podejrzenie krzywdzenia lub zaniedbania dziecka.
Ważnym celem pracy zespołów jest zapobieganie śmierci dzieci. Dzięki wiedzy pochodzącej z raportów na temat konkretnych przypadków można zidentyfikować czynniki ryzyka, dysfunkcje służb i tym samym wpływać na politykę społeczną. Można trafnie planować działania edukacyjne adresowane do opiekunów dzieci. Zostawianie dzieci w samochodach w upalne dni, przewożenie samochodem bez fotelika, uduszenie w czasie snu, dziecko za kierownicą samochodu, brak zabezpieczeń w mieszkaniu i wiele innych przyczyn śmierci dzieci, to wynik bezmyślności lub niewiedzy rodziców.
Trzeba o tym mówić, docierać do nich z informacjami otwierającymi oczy na zagrożenia.
Można wątpić w skuteczność takich diagnoz w przypadkach śmierci dzieci w wyniku krzywdzenia, wskazując na słabości systemu. Ale te słabości trzeba nazwać, udowodnić, że prowadzą do nieszczęść i że nie były incydentalną winą człowieka, tylko dysfunkcją systemu.
Można wątpić w skuteczność takich diagnoz w przypadkach śmierci dzieci w wyniku krzywdzenia, wskazując na słabości systemu. Ale te słabości trzeba nazwać, udowodnić, że prowadzą do nieszczęść i że nie były incydentalną winą człowieka, tylko dysfunkcją systemu.
Luka w rejestracji nowonarodzonych dzieci, brak diagnozy i wsparcia matek z depresją poporodową, brak współpracy służb (tu wiele konkretów), brak wsparcia dla rodzin zastępczych to wnioski, które mogły stać się impulsem do zmian polityki społecznej zanim zginęło rodzeństwo z Pucka, Madzia, Szymon i wiele dzieci, o których w ostatnich miesiącach media informują przerażająco często. Może także zanim zginęły dzieci, których śmiercią media się nie interesują, bo zakwalifkowano je do kategorii "wypadki".
Informacje z:
Dzieci się liczą. Informacje o stanie zagrożenia bezpieczeństwa i rozwoju dzieci w Polsce, FDN, 2011
J. Włodarczyk, Śmierć dziecka jako konsekwencja krzywdzenia lub zaniedbania, „Dziecko krzywdzone” 2(39), FDN, 2012
S. Rückert, Tote haben keine Lobby, Hamburg 2000
Dzieci się liczą. Informacje o stanie zagrożenia bezpieczeństwa i rozwoju dzieci w Polsce, FDN, 2011
J. Włodarczyk, Śmierć dziecka jako konsekwencja krzywdzenia lub zaniedbania, „Dziecko krzywdzone” 2(39), FDN, 2012
S. Rückert, Tote haben keine Lobby, Hamburg 2000
