http://www.flickr.com/photos/chicks57/4295871079/

Jest taki dzień… większość z nas doświadcza jego magii. Milkną wszystkie spory, wszyscy wszystkim ślą życzenia. W bożonarodzeniową tradycję wpisany jest obyczaj obdarowywania i wspierania. Jak sprostać wewnętrznej potrzebie lub zewnętrznej presji czynienia dobra w świąteczny czas? W grudniu lawinowo wzrasta popyt na biedne sierotki z domów dziecka.

REKLAMA
Telefon z Firmy do Fundacji Dzieci Niczyje: chcą przeprowadzić u siebie zbiórkę świątecznych prezentów dla dzieci z domów dziecka, ale nie znają takich dzieci ani placówek. Czy możemy w tym pośredniczyć? Tylko żeby było niedaleko, bo chcieliby sami zawieść te prezenty w ramach wolontariatu pracowniczego. I żeby koniecznie wtedy była w placówce jakaś impreza z okazji tego przekazania, żeby mogli zrobić zdjęcia do firmowego biuletynu.
To wspaniale, że otwieramy się na potrzeby innych, którym gorzej powiodło się w życiu i/lub potrzebują wsparcia. Nawet jeśli dzieje się to raz w roku i jest generowane bożonarodzeniowym klimatem, jest wartością, potrzebą serc, realną pomocą. Wspieranie instytucji i organizacji, które pomagają dzieciom, bezdomnym, czy starszym samotnym osobom w przeddzień świąt pozwala nie tylko akcyjnie sprawić ludziom radość, ale często również wspierać ich przez cały rok. I jeśli nawet motywacją darczyńcy jest budowanie własnego wizerunku osoby wrażliwej i szczodrej, na wewnętrzny czy zewnętrzny użytek, to normalne, ludzkie i ok - liczy się efekt.
Ale róbmy to mądrze i nie obciążajmy obdarowywanych naszą dobrocią. Mądrze czyli tak, by było realnie potrzebne. Nie będę rozwijać wątku zbiórek używanych zabawek i ubrań dla dzieci z placówek – to ciągle niestety się zdarza, a komentarz jest oczywisty. Ale i pełen samochód nowych pluszaków zebranych w firmie dla dzieci z domów dziecka ucieszy tylko nielicznych, bo mieszkają tu głównie nastolatki (jedynie 13% dzieci w tych placówkach to maluchy poniżej 6 roku życia) i generalnie na brak maskotek te dzieci nie cierpią. Może mało romantyczna, ale racjonalna i skuteczna jest diagnoza bazowych potrzeb ludzi, do których ma trafić pomoc (patrz: akcja Szlachetna Paczka). Jest tu oczywiście również miejsce dla elfika wymarzonego przez dziecko, ale ważne, by realnie poprawić sytuację bytową ludzi, choćby na tę świąteczną chwilę.
A dzieci którym pomagamy nie muszą poświadczać naszej wspaniałomyślności obecnością na zdjęciach z „przekazania”. W pakiecie z prezentami dostają wtedy upokorzenie. Nie chcą tego, naruszamy ich prywatność i godność. Znajoma wychowawczyni z domu dziecka opowiadała o reakcjach rozumiejących sytuację, starszych dzieci na „przekazania”. Uciekały, zamykały się pokojach lub toaletach. Kpiły z dobroczyńców, demonstrowały lekceważenie – taki obronny mechanizm dystansowania się od trudnych sytuacji jest zrozumiały. Trzeba umieć dawać. Wtłaczanie tych dzieci w rolę biednej sieroty skutkuje buntem, ale czasem również przyjęciem tej roli, czyli roszczeniowością, wyuczoną bezradnością, życiowym żebractwem. To oczywiście szeroki temat, nie ogranicza się do świątecznych akcji w placówkach. Ale imprezy z darczyńcami w domach dziecka czy też zabieranie wychowanków tych domów do rodzin, by zobaczyły jak wyglądają prawdziwe święta, to działania być może dyktowane sercem, ale na pewno nie dobrem dziecka.