
Trwa gorąca debata na temat okien życia w związku z zakwestionowaniem na forum europejskim takiej możliwości oddawania niechcianych dzieci. Mimo iż zostawianych jest w nich średnio sześcioro dzieci rocznie, postulat likwidacji okien życia przywołuje wizje gwałtownego nasilenia problemów dzieciobójstwa i nielegalnych aborcji, a jednocześnie ich prowadzenie utożsamiane jest z łamaniem praw dziecka. By zrozumieć obie strony sporu, warto zastanowić się, jakie są źródła ich przekonań i co rzeczywiście postulują. Czy konflikt nie jest w jakiejś mierze pozorny?
REKLAMA
Strona broniąca okien życia nie postuluje wprowadzenia ich jako elementu systemowego rozwiązania problemu porzuceń dzieci i niechcianego rodzicielstwa. W szczególności rozwiązania lepszego niż inne. Nie pojawia się postulat „okno życia w każdej gminie”. Bronią tego, co rozumieją, co postrzegają jako remedium na poruszające do głębi przypadki porzucania nowonarodzonych dzieci, co jest rozwiązaniem bezkonkurencyjnie łatwym w realizacji, więc przemawiającym do wyobraźni. Czy rzeczywiście jest rozwiązaniem? To pytanie jest już z kategorii trudnych - wymaga wiedzy o skali problemów (niechcianych ciąż, porzuceń dzieci, dzieciobójstwa), o istniejących rozwiązaniach (adopcja, pomoc społeczna) i o możliwościach ich weryfikacji i doskonalenia. Postulatem tej strony jest - nie burzmy tego, co jakoś działa (choć mało kto wie, że okna życia mają w Polsce zaledwie 6-letnią historię). Można założyć, ze gdy świat wkoło będzie działał lepiej, takie postulaty będą cichły.
Czy istniejące okna życia są celem ataku strony przeciwników takiego rozwiązania? Nie słyszę tego na pierwszym planie, choć wyzwalaczem toczącej się dyskusji był postulat likwidacji okien zgłoszony przez Komitet Praw Dziecka ONZ. Przeciwnicy argumentują, że to rozwiązanie marginalizuje prawo kobiet do pomocy i wsparcia w sytuacji podejmowania ekstremalnie trudnych decyzji dotyczących oddania dziecka. Że anonimowe porzucenie narusza też prawo dziecka do budowania swojej tożsamości na bazie wiedzy o biologicznych rodzicach. Trudno z tym polemizować, nikt nawet nie próbuje. To przecież oczywiste, że życzliwi ludzie i służby, które zaopiekują się dzieckiem są lepsze niż przemykanie się z nim nocą do okna życia. To oczywiste, że dziecku/człowiekowi, który wie, że jest podrzutkiem może być trudno poradzić sobie z tym. Czy są większe dramaty? Tak, na pewno. Wszyscy się z tym zgodzimy. Czy okno życia jako początek biografii zawsze jest problem? Pewnie są szczęśliwe dzieci, mimo, że im się to zdarzyło.
Jak można różnić się w ocenie tego, który system ochrony dzieci jest bardziej skuteczny i humanitarny - bazujący na edukacji, pomocy i wsparciu czy na anonimowych porzuceniach? Jak można mieć wątpliwości, którą z poniższych informacji powinny znaleźć kobiety na oddziałach położniczych, w poradniach, ośrodkach pomocy i innych instytucjach, gdzie pojawiają się w czasie ciąży i po porodzie?:
Nie chcesz lub nie możesz wychowywać swojego dziecka? Możesz anonimowo podrzucić je do okna życia. (Czyli: wstydź się tego, nie mów nikomu, nikt Ci nie pomoże) Tą drogą trafi do ludzi, którzy się nim zaopiekują. Najbliższe okno życia znajduje się w mieście X przy ulicy Y.
Nie chcesz lub nie możesz wychowywać swojego dziecka? Taka sytuacja zdarza się kobietom częściej niż myślisz. Częściej niż myślisz udaje się znaleźć jej rozwiązanie. Zadzwoń, porozmawiajmy, czasem problemy okazują się mniej groźne, niż nam się wydaje. A jeśli Twoich nie uda się rozwiązać, to pamiętaj, że Twoje dziecko może znaleźć szczęśliwe dzieciństwo i życie w jednej z tysięcy rodzin, które na nie czekają. Wystarczy, że zadzwonisz, a życzliwe osoby, które pomogły już wielu matkom w takich sytuacjach pomogą Ci dyskretnie załatwić wszystkie formalności związane ze zrzeczeniem się dziecka. Zadzwoń na numer X, podaj miejsce swojego pobytu, a ciągu Y godzin zgłosi się do Ciebie pracownik socjalny.
Nie ma takich informacji, nie ma takiego telefonu. Nie ma też edukacji seksualnej i skutecznego informowania matek o ich prawach. Nie ma wyważonej, racjonalnej debaty o świadomym, pozytywnym rodzicielstwie i systemie ochrony dziecka, który cel wspierania rodziców realizowałby w pierwszym rzędzie. Jest za to debata o oknach życia, które w minimalnym stopniu, w ułomny sposób łatają dziurę systemowych rozwiązań. Rozmawiajmy co zrobić, by nie były potrzebne, jeśli rzeczywiście chodzi tu o dzieci.
