Nagroda specjalna w konkursie "Szczęśliwe dzieciństwo" organizowanym przez Fundację Dzieci Niczyje * Henryk Staszak

Wspierają najmłodszych, którzy przeżyli w swoich rodzinach traumy, o jakich nam się nie śniło. By nie czuły się winne, wierzyły w siebie, ufały ludziom. Wspierają rodziców, by byli oparciem dla swoich dzieci, choć są niedojrzali, bezradni, uwikłani w problemy, których nie potrafią udźwignąć. Wydeptują ścieżki do dyrektorów urzędów, by dostrzegli rolę swoich instytucji systemie pomocy krzywdzonym dzieciom i współpracowali, by je chronić. Dyżurują przy telefonie zaufania dla dzieci, gdy inni siadają już przy wigilijnym stole. Bo w święta niektóre dzieci czują się wyjątkowo samotne.

REKLAMA
Ludzie z Fundacji Dzieci Niczyje. Już wkrótce podsumują kolejny rok swojej pracy na rzecz dzieci. Za liczbami w raportach opisującymi skalę pomocy krzywdzonym dzieciom i ich opiekunom (spotkań diagnostycznych i terapeutycznych, konsultacji psychologicznych i prawnych; w gabinacie, przy telefonie i online) kryją się setki dziecięcych dramatów. Trudno zostawić je za sobą kończąc swój dyżur.
Tysiące, dziesiątki tysięcy – takie liczby opiszą w raportach skalę działań edukacyjnych. Dzieci, rodzice, pedagodzy, sędziowie i prokuratorzy, biegli sądowi, lekarze i pielęgniarki, pracownicy socjalni z całej Polski. Jak unikać zagrożeń przemocą w realnym świecie i w Internecie, jak identyfikować i diagnozować przemoc wobec dzieci, jak interweniować, jak przesłuchiwać małoletnich pokrzywdzonych, jak współpracować, by kompleksowo pomóc dziecku i rodzinie. Wielu uczestników tych szkoleń i konferencji wraca po wiedzę, konsultacje, superwizje. Trudno zamknąć się na ich potrzeby, gdy kończy się czas pracy.
„Jedna godzina, trzy punkty na mapie Warszawy, dziesiątki ludzi, setki spraw i myśli skoncentrowanych wokół małych ludzi, krzywdzonych, zaniedbanych i opuszczonych przez nieodpowiedzialnych lub pogubionych, zaplątanych we własne problemy dorosłych.
Powiedzmy, że jest trzynasta. Na Katowickiej, Mazowieckiej i Walecznych pachnie drugą tego dnia, parzoną kawą, dyskretnie szumią komputery, mniej dyskretnie pobrzękuje domofon, a już zupełnie bez szacunku dla uszu dzwonią, grają i śpiewają dzwonki Na Walecznych, przed budynkiem parkuje kawalkada dziecięcych wózków, na drugim piętrze mamy ze swoimi maluchami, pod opieką Marleny i Anety, uczą się jak być dobrymi mamami, jak radzić sobie ze stresem, jak cieszyć się macierzyństwem, jak rozpoznać, co mówi dziecko, kiedy płacze.
Mamy siedzą na podłodze na wielkich poduchach i głowią się, jak rozwiązać sprawy na pozór nierozwiązywalne, a maluchy pod czujną opieką wolontariuszy raczkują na dywanie, rozgniatają tony kukurydzianych chrupek i zgłaszają ustawiczne zapotrzebowanie na nowe pampersy.
Na korytarzu pod kolorowym plakatem o szczęśliwym dzieciństwie przycupnęła na brzegu dziecinnego krzesełka skulona postać w szarym sfilcowa¬nym swetrze. To pani Grażyna, która przyszła po ratunek do Renaty. Kurator stracił do pani Grażyny cierpliwość i zapowiedział, że napisze wniosek do sądu o umieszczenie jej dzieci w placówce, a dzieci jest pięcioro.
Renata też jest pełna wątpliwości. Zna panią Grażynę od lat, od lat obiecuje ona poprawę — że przestanie pić, że będzie regularnie odprowadzać dzieci do szkoły i przedszkola, że złoży wniosek o mieszkanie, że będzie rehabilitować małego Oskara, że sprzątnie, że…. Lista niestety jest długa. Renata za drzwiami bierze głęboki oddech i mocno postan¬awia: ostatni raz spróbuję, jeszcze tylko ten jeden raz — dla Arletki, Oskarka, Denisa, Wiktorii i Dawidka, którzy „najbardziej na świecie kochają swoją mamuleńkę”.
Konrad ma dzisiaj dyżur przy telefonie zaufania dla dzieci i młodzieży. Niepotrzebnie zgodził się na to zastępstwo. Właśnie dzwoni „na ucho” dwunastoletnia dziewczynka, że w piątek się zakochała, a on na nią nie patrzy i na przerwie zabrał jej zeszyt i co ona ma robić i w ogóle jest nieszczęśliwa. Konrad jest specem od nieszczęśliwych miłości, ale dziś nie może się skupić na problemach dziecka, wciąż jest myślami przy wczorajszym telefonie od zgwałconej przez ojczyma nastolatki. Dziewczyna nie może liczyć na niczyją pomoc, jest przerażona, planuje najgorsze. Po długiej rozmowie obiecała, że wieczorem zadzwoni jeszcze raz, nie zadzwoniła…
Marta z Katowickiej ma dziś dobry dzień, udało jej się zachęcić znaną firmę
do współpracy przy nowej kampanii społecznej. Przekonała ich, że klapsy nie są dobrym pomysłem na wychowanie dzieci, teraz oni pomogą nam przekonywać rodziców w całej Polsce.
Łukasz i Andrzej właśnie rozmawiają na schodach. Sieciaki kilka lat temu narodziły się w korytarzu za szafą. Musiały pomieścić się na biurku między papierami, flamastrami, kubkami z kawą i po kawie. Dziś rozgościły się w komputerach setek tysięcy dzieciaków, ucząc, bawiąc, ostrzegając przed niebezpieczeństwami czyhającymi w Internecie. Schody są zwyczajne, nawet nie bardzo wygodne, ale Łukasz i Andrzej właśnie tam uzgadniają nowy pomysł na tegoroczną edycję akcji „Sieciaki na wakacjach”.
Marysia jest naszym łącznikiem z całym światem, zna wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia w sprawie ochrony dzieci przed krzywdzeniem. Chcesz zaprosić znanego profesora z Atlanty, terapeutę z Belgii, sędziego z Australii, poznać raport z najnowszych badań w Mołdawii? Marysia może wszystko. Ma międzynarodowy autorytet, siłę przekonywania i determinację w działaniu. Potrafi jednocześnie mówić po angielsku, pisać po polsku, a myśleć po… hm! należy chyba ją o to dopytać.
Na Mazowieckiej trwa przesłuchanie jedenastoletniej Oli. Ola ma tylko babcię i wujka, który jest „zupełnie chory i babcia opiekuje się nim”. Dziewczynka dobrze zna nasz Przyjazny Pokój Przesłuchań, zieloną książeczkę przygotowującą dzieci do przesłuchania sądowego, wie, jaką rolę ma sędzia i psycholog, wie, że należy mówić prawdę i że wujek nie miał prawa robić jej takich rzeczy, ale nie wie, jak babcia da sobie radę z tym wszystkim, czy będzie ją jeszcze kochać i kto w więzieniu będzie opiekować się wujkiem, który nie ma nóg. Takie zmartwienia ma Ola.
Wysoka, smukła Karolina mogłaby być koszykarką albo modelką, albo aktorką, albo kimkolwiek by chciała, ale nie będzie. Karolina ma uszkodzony kręgosłup, staw biodrowy, odklejającą się siatkówkę i padaczkę pourazową. Karolina we wczesnym dzieciństwie była maltretowana fizycznie, kopana, bita i głodzona. Magda opiekuje się dziewczyną od czterech lat i już sama nie wie, czy nazywać tę opiekę terapią psychologiczną, czy matczynym wsparciem i trzymaniem ochronnego parasola. Karolina ma czternaście lat, wciąż boi się życia, ludzi i przyszłości. Magda nie potrafi ująć dziewczyny w statystykach i ewaluacjach, machnęła na to ręką, trudno, będzie trochę nieprofesjonalna.
Powiedzmy, że jest czternasta — na Katowickiej Daria skończyła pisać wniosek grantowy, Dorota podsumowała rozliczenie finansowe z Urzędem Miasta, Monika rozłożyła makietę nowego numeru kwartalnika „Dziecko krzywdzone”.
Na Walecznych: Lucyna omawia ze stażystami ich pierwszy samodzielny dyżur w telefonie zaufania, Karolina rozpoczyna spotkanie zespołu zajmującego się profilaktyką krzywdzenia małych dzieci.
Joanna i Kasia prowadzą warsztaty dla nauczycieli w ramach programu „Chronimy dzieci”. Na Mazowieckiej: Ala pisze opinię z przesłuchania małej Oli, Justyna rozmawia z mamą Karola o sposobie prawnego zabezpieczenia chłopca przed agresją ojca, Beata dzwoni do szkoły w sprawie Izy, która kolejny raz uciekła z domu, bo nie może dogadać się z nowym partnerem matki. Mirka czeka z niepokojem na Szymona, który na ostatnim spotkaniu powiedział, że jak ojciec jeszcze raz uderzy matkę, to on go zabije.
Powiedzmy, że jest piętnasta, szesnasta, siedemnasta…”
Tak jeden dzień z życia Fundacji Dzieci Niczyje opisała Jola Zmarzlik, która pomaga dzieciom w fundacji od początku. Już od blisko 20 lat. Była wtedy jedną z kliku osób zaangażowanych w pracę na rzecz dzieci w FDN. Dziś jest takich osób ponad 80 – w fundacyjnych placówkach, telefonach zaufania, programach profilaktycznych, działach prawnym i badawczym i w działach wspierających.
Jesteście wspaniali! Dajecie dzieciom siłę. Dziękuję to za mało.