Zrzucam moje sięgające nieba szpilki, wypasioną torebkę z wielkim logo z żalem zostawiam w kącie. Dobrze, że wiedziona modowym opętaniem kupiłam niedawno koszulę w kratę, bo zobaczyłam ją na zdjęciu na boskim ciele jakiejś hollywoodzkiej gwiazdki. Dziś będzie jak znalazł – koszula nie gwiazdka. Zamieniam się w amerykańskiego farmera.

REKLAMA
W końcu wiem, że warto było wylewać siódme poty pod czujnym okiem mojego ostrego jak brzytwa osobistego trenera. Muszę ujarzmić japońskiego smoka a to nie jest zadanie dla jakiejś roztrzęsionej jak budyń mieszczki. Już wsiadanie do Isuzu wymaga sprawności radzieckich gimnastyczek – nogę trzeba zadrzeć na wysokość, gdzie przeciętny kierowca z zasady ma już głowę. Ok, może lekko przesadzam, ale D-Max jest naprawdę wielki. Naprawdę. Czuję, że po bliskim z nim kontakcie moje życie już nigdy nie będzie takie samo.
logo
Nowe Isuzu D Max - rozmiar ma znaczenie
Jadę czołgiem, prowadzę ciężarówkę, dosiadam mastodonta i brakuje mi tylko domku na prerii. Telepie mnie zupełnie jakbym grała w kinie drogi. Na wybojach podskakujemy razem – mój Isuzu i ja. Drążek zmiany biegów trzęsie się, nawet gdy droga dość równa. Na siedzeniach skóra, ale mojemu pick upowi daleko do luksusów. W środku jest głośno, na szczęście radio jest w stanie zagłuszyć imponującą pracę silnika a hałas nie rośnie wraz z nabieraniem prędkości.
logo
Samochód dla rolnika, ale w środku może być też skóra
Każda zmiana biegów wymaga pełnej koncentracji, mam wrażenie że dźwigam to wielkie niemal dwutonowe cielsko sama i po pierwszych kilometrach nic, poza gabarytami tego potwora nie jest w stanie zrobić na mnie wrażenia. Nie wierzę, że zdołam choćby polubić ten samochód. Tym bardziej, że przede mną konieczność wjazdu do miasta i zaparkowania w samym środku Warszawy rozgrzebanej jak działka emeryta na wiosnę. Gdy już udaje mi się znaleźć dużo wolnego miejsca parkuję w poprzek – zajmuję dwa miejsca a i tak tył auta nieźle wystaje. Nie, to nie odwieczne babskie problemy z parkowaniem, on jest po prostu taki wielki. Szeroki na 1860 mm, długi na 5295. Przez chwilę zastanawiam się nawet, czy nie kupić dwóch biletów w parkomacie.
A jednak mój romans z tym prostym chłopem nabiera kolorów. Po prostu uwodzi mnie swoją siłą i nieokrzesaniem. Widzę zdumione spojrzenia innych użytkowników dróg, gdy na światłach mogą zobaczyć, kto siedzi w wielkim brzuchu tego wieloryba. Cała wesoła brygada robotników, rolnik z rodziną i sporym kawałkiem tucznika na pace, to wszystko a nawet więcej – tak. Ale niezbyt wyrośnięta kobieta za kierownicą takiego auta? Szacun – wydają się mówić spojrzenia innych kierowców.
logo
Isuzu D-Max w swoim żywiole
Nie rozpędzam D– Maxa na maksa a i tak auta zjeżdżają mi z drogi - mam wrażenie, że słyszę jak na widok nadjeżdżającego Izsuzu ludziom głośno walą z przerażenia serca. Cudownie jest patrzeć na cały świat z góry a nie szorować brzuchem po asfalcie. Nie straszne mi żadne drogowe starcie – Isuzu jest jak nosorożec, który wprawdzie słabo widzi, ale przy jego masie to już nie jest jego problem.
Jest jak Pudzian w pełnym wymuskanych hipsterów klubie – budzi respekt i mało kto próbuje podjąć z nim dyskusję. Czuję, że będę za jego nieokrzesaniem tęsknić i nie wiem, jak przyzwyczaję się do jakiegoś nudnego mieszczucha. Szkoda tylko, że nie mam rancza w Teksasie, tam na pewno wielki Isuzu byłby jak znalazł.
logo
A może Dakar?
Dane techniczne nowego Isuzu D-Max:
Silnik diesel, pojemność: 2499 cm3
Moc silnika: 165 KM
Zużycie paliwa w mieście w zależności od wersji: 8,9-10,1 litra /100 km
Zużycie paliwa poza miastem: 6,5 – 7,3 litra/100 km
Cena podstawowa: 76.950 zł netto
Wersja LSX:
– skórzana tapicerka, elektrycznie regulowany fotel kierowcy, 17-calowe
Felgi, system audio „Live Surround” - cena 99.950 zł netto