Za socjalizmu człowiek przynajmniej raz spróbował chińskiej gumki do ścierania i wciąż jakoś żyje! Dlatego ja nie boję się motoryzacji „made in China”. Chociaż tworzyw staram się nie jadać...

REKLAMA
Złośliwi zaraz mi wytkną, że moje obecne rozmiary i mój autorski „przerost mięśnia piwnego” najłatwiej wytłumaczyć tym wilczym apetytem w dzieciństwie. A ja wam powiem, że 30 lat temu waniliowo-słodko-nęcący zapach gumek do ścierania pociągał całe tabuny dzieciaków. Brakowało nam wtedy cukierków, co próbowaliśmy – z raczej mizernym skutkiem – rekompensować różnymi dziwnymi substytutami. Gumki pięknie i zachęcająco „waniały”, były też soczyście różowe, ale niestety piekielnie gorzkie. Raz się ugryzło i po marzeniach. Zawiodłem się (i nie tylko ja). W tamtych latach Chiny miały też inny mocny akcent, a mianowicie piórniki. Nie, tych akurat nie zjadaliśmy! Ale też miały wzięcie, bo w szarówce schyłku świata gierkowskiego (wtedy chodziłem do podstawówki) oko cieszyły neonowe kolory, fikuśne magnetyczne zapięcia oraz tysiące przegródek na ołówki! Mieć taki (najlepiej z czarno-białą Pandą na wierzchu), to było coś...
Dobra. Zapędziłem się w te moje wspomnienia, a tymczasem trzeba płynąć do brzegu. Dzisiaj na tapecie Chiny! Dlaczego? Bo w Bułgarii, w miejscowości Łowecz (nie mylić z naszym Łowiczem), właśnie rusza fabryka-montownia Great Wall Motors. Po co skośnoocy przyjechali na Stary Kontynent? Zarabiać pieniądze - to jasne. Czy jednak przy skali produkcji na poziomie 50 tysięcy sztuk rocznie (na początek w ofercie tanie jeździdła Voleex C10 i SUV-y Hover) przedsięwzięcie może komukolwiek zagrozić? Oczywiście, że nie! -Great Wall chce zwiększyć sprzedaż w regionie – pochwalili się angielscy koledzy z BBC. To też nieprawda, bo chińskie samochody w naszej części świata muszą najpierw stawić czoła konkurencyjnym, tanim (co najważniejsze już sprawdzonym) Daciom. Moim zdaniem nie idzie teraz o jednorazowy finansowy sukces. Ten jest oczywiście ważny, ale inżynierowie z Państwa Środka chcą (a nawet muszą) pochwalić się autem, które na tabliczce znamionowej będzie nosić napis „made in Europe”. Idzie o image, o prasowe notatki i lepszy odbiór tych samochodów przez klientów. Nie od dziś wiadomo, że „chińczyki” beznadziejnie wypadały w testach zderzeniowych. Podczas prób gniotło się to ustrojstwo potwornie, wyrywając z cennych manekinów ich elektroniczne wnętrzności. Nie spodobały się "chińczyki", oj nie spodobały... Bułgarskie (choć wciąż przecież chińskie) samochody pomogą w zmianie wizerunku. Tego właśnie trzeba Great Wall Motors! Bo skoro inne patenty nie działają, skoro ludziska nie zwróciły uwagi, że rajdówka tej marki w tegorocznym Rajdzie Dakar dojechała na doskonałej siódmej pozycji w generalce, potrzebne są mocniejsze środki przekonywania. Pięćdziesiąt czy 60 milionów euro inwestycji (w tym tylko część z kapitału chińskiego)? A cóż to jest wobec prestiżu i lepszej prasy?
PS. Auta chińskie są coraz lepsze, ale tworzywa, którymi je wykończono wciąż niezbyt fajnie pachną. Może tak wrócić do standardów sprzed lat, do różowych gumek i piórników?
Jemielita
Strona całkiem oficjalna.
www.greatwall.bg
Tylko dla ludzi o mocnych nerwach, czyli jak za pomocą SUV-a z Chin wyciąć sobie w lodzie przerębel.
www.youtube.com/watch?v=BwyHxogbCrk
Brytyjczycy z BBC o fabryce w Bułgarii
http://www.bbc.co.uk/news/business-17119797
Great Wall Motors przez Dakarem. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że... dojadą do mety.
www.youtube.com/watch?v=esjdApqlhNY