Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Kodak Theatre (a właściwie teraz Hollywood and Highland Center, ponieważ firma Kodak właśnie zbankrutowała) przy Hollywood Boulevard trudno mi było uwierzyć, że stąd właśnie realizowana jest transmisja gali oskarowej.

REKLAMA
Z budkami hot dogów ratujących zgłodniałych na ciele i duszy turystów w niczym nie przypomina miejsca znanego z telewizji. Krótką recenzję oskarowej gali dał mi wtedy "głuchy i ślepy" weteran z kilku ostatnich wojen żebrzący przed wejściem. - To wszystko dookoła to plastik i dykta. Na tydzień przed galą usuwają te budki, co tu widzisz, myją wszystko, zasłaniają co brzydkie, na koniec kładą tutaj czerwony dywan.
Najbardziej perfekcyjna i najlepiej wyreżyserowana transmisja telewizyjna na świecie przyciąga co roku od 40 do 50 milionów telewidzów w płatnych kanałach i w trybie pay per view. A jest co oglądać! Te fryzury, sukienki, butki, torebki, make up-y - a każdy inny, oryginalny, niepowtarzalny, a przede wszystkim drogi.
Gdyby tak posumować koszty tegorocznych kreacji, to niejeden film za nie można by zrobić.
Nie było w tym roku filmu wybitnego, bo trudno uznać za taki "Artystę" - filmowy eksperyment powrotu do kina niemego. Byli natomiast wybitni aktorzy (z odtwórcą głównej roli w "Artyście" francuzem Jean Dujardin), szkoda tylko, że najczęściej ci sami co zwykle.
Meryl Streep (3-cia statuetka w karierze) zażartowała nawet, że połowa Amerykanów powie - Boże znowu ona? Streep stworzyła naprawdę wspaniałą kreację aktorską w "Żelaznej damie" - filmie dość przeciętnym i trochę nudnawym.
To ciekawe, że w czasach największego od 80 lat światowego kryzysu finansowego i gospodarczego, w czasach, w których ludzie masowo tracą swoje domy i pracę nie powstał żaden współczesny film na miarę oskara.
Mam takie wrażenie, że dziś ludzie nie chcą oglądać świata z jego współczesnymi problemami. Bo może nie ma złych filmów, są tylko złe scenariusze? Czas już chyba na jakiś wybitny scenariusz o świecie w którym żyjemy. Nawet nagrodzony w tym roku Oskarem scenariusz Woody Allena "O północy w Paryżu" pokazuje Paryż sprzed ponad 100 lat.
Moje pozytywne zaskoczenia. Po pierwsze to Oskar dla 82 letniego (najstarszy aktor w historii Oskarów) wspaniałego Christophera Plummera ("Debiutanci"). Po drugie to nominacja dla filmu "W ciemności" Agnieszki Holland.
W ciągu roku na świecie powstaje kilkadziesiąt tysięcy filmów (w USA ok. 5.000), a nominowanych zostaje tylko kilka.
I wreszcie przyznanie kilku statuetek irańskiemu "Rozstaniu". Okazało się bowiem, że członkowie akademii potrafili docenić film kraju z którym cały cywilizowany świat prowadzi, jak na razie - tylko zimną wojnę. W tej samej kategorii nominowany był min. "W ciemności", oraz izraelski "Hearat Shulayim" (tytuł angielski "Footnote")
Najbardziej zabawny komentarz po oskarowej gali: "Nagroda dla "Rozstania" za najlepszy obraz nieanglojęzyczny to zwycięstwo Iranu nad "syjonistycznym reżimem" Izraela" - skomentowała wyniki Oskarów telewizja irańska.