Nie mogę wyjść z podziwu jakich utalentowanych muzyków ma Polska. Odnoszę nawet wrażenie, że liczba projektów muzycznych, wychodząca spod ręki młodych – zdolnych przekracza liczbę samych zainteresowanych nią odbiorców. Skąd więc w naszym kraju taki pęd w stronę muzycznej kariery ?
REKLAMA
Niesamowicie trudno jest sprzedać w Polsce muzykę.
Sytuację na rynku muzycznym pogorszyła obecność popularnych programów typu talent show, które tylko rozleniwiają publiczność, a młodym daje ulotną nadzieję na szybką karierę.
Ostatnio znajoma koleżanka z Wrocławia, wokalistka zamieściła na FB post, że zaproponowano jej udział w kolejnym programie TV ( w przeszłości wystąpiła już w jednym, co owszem bardzo pomogło w upublicznieniu jej wyjątkowego talentu ).
Byłam zaszokowana komentarzami jej znajomych, ponad 70 % osób wyraziło się o tym pomyśle entuzjazstycznie, w stylu: „ tak, to jednyne rozsądne rozwiązanie”!
Mój Boże...
Do mnie też ostatnio zadzwoniła pani z zaproszeniem na casting, tyle że nie wiedziała, że płytę solo już mam i dla mnie udział w tym spędzie będzie bez sensu.
Swoją drogą, szkoda że pani nie wygooglowała sobie mojej postaci, ale podejrzewam, że nie miała czasu ( Kiedyś inna pani potrzebowała mojego zdjęcia na potrzeby innego castingu i przez nieuwagę podpięła fotę mojej koleżanki po fachu Natalii Grosiak; historię z myleniem mnie i Grosiak zostawię na osobne wywody ;-) )
Swoją drogą, szkoda że pani nie wygooglowała sobie mojej postaci, ale podejrzewam, że nie miała czasu ( Kiedyś inna pani potrzebowała mojego zdjęcia na potrzeby innego castingu i przez nieuwagę podpięła fotę mojej koleżanki po fachu Natalii Grosiak; historię z myleniem mnie i Grosiak zostawię na osobne wywody ;-) )
Tu nawet nie chodzi o kwestie promocyjne. Dla niewtajemniczonych: udział w programie dla talentów wokalnych wiąże się z podpisaniem bardzo zobowiązującej umowy, przekreślającej zazwyczaj wszystkie dotychczasowe działania młodego adepta sztuki. Umowy takie wiążą uczestnika na około 4-6 lat i nie gwarantują pomyślnego rozwoju kariery w przypadku udziału w finale programu.
To trochę pic na wodę, że wszystkich utalentowanych czeka po programie udana kariera. To raczej kwestia negocjacji umów i znalezienia odpowiedniej osoby w roli menadżera gwarantują pomyślną przyszłość artyście. Potem jeszcze tylko producent muzyczny ( jeśli akurat nie ma takiego ), stylista i specjalista od wizerunku, jakiś sponsor.
To trochę pic na wodę, że wszystkich utalentowanych czeka po programie udana kariera. To raczej kwestia negocjacji umów i znalezienia odpowiedniej osoby w roli menadżera gwarantują pomyślną przyszłość artyście. Potem jeszcze tylko producent muzyczny ( jeśli akurat nie ma takiego ), stylista i specjalista od wizerunku, jakiś sponsor.
W listopadzie ubiegłego roku dostałam angaż w komisji konkursu Festiwalu Form Muzycznych. Pomyślałam sobie, że to będzie jak bułka z masłem, taki konkurs w domu kultury.
Poziom uczestników konkursu przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Totalnie „spadły mi kapcie” i tylko potwierdziła się moja teza, iż mamy w Polsce muzyków wybitnych.
A byli to ludzie bardzo młodzi, podejrzewam, że część z tych „talenciaków” nie miała skończonych jeszcze osiemnastu lat.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie zespół z Poznania Eugeniusz Kowalski, grający mieszankę soulu z wielkim wyczuciem, tak że nie powstydziłby się zaśpiewać z nimi sam Musiq Soulchild.
Poziom uczestników konkursu przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Totalnie „spadły mi kapcie” i tylko potwierdziła się moja teza, iż mamy w Polsce muzyków wybitnych.
A byli to ludzie bardzo młodzi, podejrzewam, że część z tych „talenciaków” nie miała skończonych jeszcze osiemnastu lat.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie zespół z Poznania Eugeniusz Kowalski, grający mieszankę soulu z wielkim wyczuciem, tak że nie powstydziłby się zaśpiewać z nimi sam Musiq Soulchild.
Świetnie śpiewające dziewczyny w zespołach Chill Meal, Fluktua, Neko Nebula, It's soul right, Flying Moses, Miód Malina, Poprzytuła, Splot to przyszłość żeńskiej sceny rozrywkowej i źle się stanie, jeśli w „Polaczkowie” nikt nie da tym paniom zaistnieć. Te niewiasty nie dość że śpiewają godnie, to jeszcze mają nienaganny wygląd sceniczny i świetnie się ruszają. Wiele z nich urodziło się ze sceniczną charyzmą.
Sytuację w dodatku pogarsza krajowy przymus śpiewania po polsku. Wiem, że mamy swój kraj i swój język. Nie będę cytować tutaj wieszcza Reja, ale mimo wszystko teza ta jest mocno dyskusyjna.
Po pierwsze: język angielski nie jest językiem kosmitów, wypada się trochę w nim orientować, gdyż jest wszędobylski. Ci z Was co jeżdżą po świecie dobrze TO wiedzą, chyba że jeździcie tylko do siostry do "Londka" gdzie nawijacie po polsku, albo po proszki do prania do Gorlitz.
Piosenkę po angielsku można łatwo rozszyfrować, wystarczy spojrzeć na tekst.
Po drugie: śpiewanie po angielsku jest łatwiejsze fonetycznie. Nie ma tu "zgrzytów" i "syków", nie skupiamy się aż tak na twardej polskiej dykcji ( oczywiście, w angielskim nie można przegiąć w stronę bełkotu ).
Po trzecie: czy chcemy czy nie, jesteśmy dziećmi kultury amerykańsko-brytyjskiej. Te dwa rynki muzyczne są najpotężniejsze na naszej planecie i zawsze będą nas zalewać, chyba że niedługo wyprzedzą ich chińczycy ;-)
Tak więc moi drodzy obrońcy polskiej piosenki: wyluzujcie, gdyż mocno powiewa tutaj "beretem". Jeśli nie mamy szansę grać koncertów w Polsce, zróbmy to za granicą dla obcej publiczności. Niestety po polsku nikt nie będzie nas chciał słuchać. Jeśli mi nie wierzycie, sprawdźcie sobie ile osób za granicą uczy się "ślicznego" polskiego...
Po pierwsze: język angielski nie jest językiem kosmitów, wypada się trochę w nim orientować, gdyż jest wszędobylski. Ci z Was co jeżdżą po świecie dobrze TO wiedzą, chyba że jeździcie tylko do siostry do "Londka" gdzie nawijacie po polsku, albo po proszki do prania do Gorlitz.
Piosenkę po angielsku można łatwo rozszyfrować, wystarczy spojrzeć na tekst.
Po drugie: śpiewanie po angielsku jest łatwiejsze fonetycznie. Nie ma tu "zgrzytów" i "syków", nie skupiamy się aż tak na twardej polskiej dykcji ( oczywiście, w angielskim nie można przegiąć w stronę bełkotu ).
Po trzecie: czy chcemy czy nie, jesteśmy dziećmi kultury amerykańsko-brytyjskiej. Te dwa rynki muzyczne są najpotężniejsze na naszej planecie i zawsze będą nas zalewać, chyba że niedługo wyprzedzą ich chińczycy ;-)
Tak więc moi drodzy obrońcy polskiej piosenki: wyluzujcie, gdyż mocno powiewa tutaj "beretem". Jeśli nie mamy szansę grać koncertów w Polsce, zróbmy to za granicą dla obcej publiczności. Niestety po polsku nikt nie będzie nas chciał słuchać. Jeśli mi nie wierzycie, sprawdźcie sobie ile osób za granicą uczy się "ślicznego" polskiego...
Trzymam mocno kciuki za wszystkich artystów na początku swej „muzycznej” drogi. Nie dajcie się problemom finansowym, inwestujcie w siebie ile możecie i nie dajcie się zgnuśniałemu „ryneczkowi” polskiej muzyki rozrywkowej. Będzie dobrze !
