Nie piszę dla Was ostatnio i jest mi z tego powodu przykro. Niestety wybrałam milczenie, niż wylewanie kolejnych żali na temat doli i niedoli mojego muzycznego życia, a na dodatek skupiam się teraz na tworzeniu piosenek do mojej drugiej solowej płyty, co tłumaczy moją znikomą aktywność blogerską.

REKLAMA
Nie jest lekko. Przy tym materiale postawiłam sobie dość wysoko poprzeczkę, postanowiłam stworzyć materiał jednocześnie w obu językach, tzn polskim i angielskim. I tu się zaczęły schody, gdyż jakiekolwiek tłumaczenie moich anglojęzycznych tekstów kończy się zwykle dziwnym pisarskim marazmem, jeśli tak to ująć można. Okazuje się, że po polsku "badziewia" nie przepuścisz, że wszelkie tłumaczenia gładkiej angielskiej mowy wsadzić można w cztery litery. Wychodzi na to, że jeśli chcę śpiewać po polsku to muszę się gimnastykować w słowach więcej, przekazać więcej itp.
Nie wspominając już o frazowaniu, to po prostu inna bajka, Najlepiej zacząć pisać tekst, a potem dopiero brać się za muzykę. Niestety u mnie bywa odwrotnie ;-)
Nie zamierzam się jednak poddawać. Z Polski pochodzę i wszelkim marudom dogodzę, albo nie, choćbym miała przestać chodzić spać.
Przy drugich płytach wytwarza się jakaś taka nieznośna presja, aby ta druga dorównała tej pierwszej. Polscy krytycy, amatorzy i profesjonaliści bywają bezwzględni w ocenach, mimo iż często ich ocen wcale nie potrzebujemy żeby docenić walory artystyczne krążka. Ile gustów tyle opinii, takie moje skromne zdanie. Pamiętam tylko teksty pisane na temat drugiej płyty Miloopy i akurat skojarzenia jej z pierwszą płytą, to było nagminne i czasem już męcząco-żenujące. Cóż, "indyk myślał o niedzieli.." i w myśl tego powiedzenia szybko wykreślam tego typu myśli i... wracam do pracy :-) Trzymajcie kciuki !
logo
mój komputer