Tym razem temat nie przypełzł ani nie przyleciał, bajeczki też nie będzie, choć owo miejsce o którym zaraz mowa, jest jak niekończąca się bajka z wieloma morałami a może i Baśń w konwencji realizmu magicznego, która zacząć się powinna słowami: Za górami za lasami za siedmioma dolinami, w oddali migocze, kusi i woła miasteczko Szutka. Tak się skromnie nazywa. Przybywając do bram miasta, kakofonia dźwięków, świergotem i trzepotem się rozrasta. Muezin na modlitwy wzywa, ferie barw zalewają ulice, powietrze ogniste, złoto w słońcu skąpane pobłyskuje, raz odbite od fantazyjnie wygiętych zdobień bram domostwa Medyka a raz od dziarsko uśmiechniętego sprzedawcy kosztownych tkanin - zęba. Przemierzając ulice oczom nie wierzysz ilu tu kuglarzy, handlarzy, magików, każdy mistrzem w swojej dziedzinie. Psy, koty, rajskie ptaki. Woń kosztownych perfum miesza się z zapachem obfitej strawy, muzyka kusi, coraz bardziej wybrzmiewa, kto głośniej kto piękniej by łzy wzruszenia na twym poliku zobaczyć.
Poniżej fragment filmu, z dwójką moich ulubionych bohaterów. Sabrina prawdziwa fashionistka mistrzyni seksu i kultury oraz Natalija mistrzyni w ścieleniu łóżek.
Zdjęcie przerażonej mnie poniżej:)
Myślę, że to co zobaczyłam na miejscu, żadne słowa nie oddadzą, to naprawdę magiczny tygielek w którym wszystko się kotłuje. Wąskie ulice, domy pokryte dywanami, apteka wyłożona złotem. Ruch samochodowy, ustalany za pomocą klaksonu, kto głośniej, ten pierwszy. Targowisko próżności, koszulami Dolce & Gabbana i paskami Moschino wyłożone. Dior i Chanel też się znajdzie nawet na zapalniczce.
Salony kosmetyczne i zakłady fryzjerskie oblężone, zwłaszcza przed weekendem. Kiedy to żeńska część Szutki na wesela bądź pogrzeby się stroi. Tworząc na głowie niemożliwe konstrukcje, bardziej w nurcie architektury sakralno - barokowej. Girlandy, kartusze i festony, spowite dekoracyjną wstęgą z rzędem perełek. Zapach lakieru niczym kadzidło, mi przeszywa nozdrza. Fryzjerskie dekoracje, dopełniają bardzo twarzowe malowidła. Iluzja malarska jest na porządku dziennym, zwłaszcza w partiach sklepienia, ma za zadanie zatrzeć granicę, pomiędzy jej wyobrażeniami a rzeczywistością.
Moda zdaje się być tu czynnikiem ponadczasowym, im więcej tym lepiej. Mnogość faktur, wzorów, ornamentów. Svarowski Gypsy collection na każdym kroku. Kroje a'la złote lata Hollywoodu, zmiksowane z Mariella "boho" Burani.
Gucci, Fustenberg, Kate Moss i siostry Olsen miałyby co wybierać.
Dla podtrzymania boho & hippie klimatu, jedna z moich ulubionych sesji "Gypsy Soul" Vogue, Kwiecień 1992 sfotografowana przez Bruce'a Webera. Udział w sesji wzięła, kobieta magiczna Rosy de Palma, muza Pedro Almodovara.
A dla odczarowania mitu, iż tylko Cyganie tak żyją, przepiękny cykl zdjęć "The New Gypsies" Ian McKell z 1986 roku. Przedstawiający grupę Nomadów z Wielkiej Brytanii.
