Euro 2012 porwało niemal wszystkich. Nawet tych, którzy nie interesują się piłką nożną. Wezbrała w Polsce fala entuzjazmu, satysfakcji i, mimo przegranej na boisku, dumy z wielu spraw o wiele ważniejszych. Dane nam było tych kilka dni. Życia w normalnym, kapitalnym kraju. Kraju, który jest wszem i wobec wychwalany, doceniany za organizacyjną sprawność, atmosferę piłkarską i uliczną przyjaźń. Wspaniali goście z wielu krajów chwalą nas za tolerancję i przyjazny stosunek do kibiców własnych drużyn narodowych.
REKLAMA
Czujemy się dumni, zadowoleni, czujemy się u siebie.
Ale ten ciepły kominek musi zostać zaczadzony. Euro jeszcze nie doszło półfinału, ale chęć pomówień już chce sięgnąć zenitu. Już pełga. A wnet się rozleje.
Być może uda się nam obronić wizerunek Euro 2012 na zewnątrz. Jednak w Polsce właśnie zaczyna się jatka. Tamci jeszcze grają, a my już zaczynamy się ciąć. Niewłaściwe, niesłuszne, niegodne. Narodowo i społecznie – bez sensu.
Czy uruchamianie spirali niechęci, pomawiania, szydzenia, pogardy, a w ostatecznym rozdaniu – nienawiści jest koniecznym warunkiem rozwijania karier i ambicji politycznych?
Czy te ambicje nie mogą być budowane na pozytywnych emocjach? Czy zamiast osłabiać i dzielić kraj, nie mogą przeistoczyć się w niekończące się Euro 2012?
- Odpowiedź brzmi: ...
Słowo tak krótkie, jak chwila. Która marnuje naszą wielką, narodową szansę.
Tysiące gardeł na stadionie i w innych, milionowych miejscach, nie zagłuszy pomruków polityków, którym media nadadzą niepotrzebny rozgłos. Znów zaczną pomawiać, oczerniać, znieważać, szkalować. Zaczną nas deranżować, męczyć, zajmować. Prokuratura pozostanie, jak zwykle, bezwolna, nieczynna – jak zawsze: „nie wpłynęło zawiadomienie o przestępstwie”.
Tysiące gardeł na stadionie i w innych, milionowych miejscach, nie zagłuszy pomruków polityków, którym media nadadzą niepotrzebny rozgłos. Znów zaczną pomawiać, oczerniać, znieważać, szkalować. Zaczną nas deranżować, męczyć, zajmować. Prokuratura pozostanie, jak zwykle, bezwolna, nieczynna – jak zawsze: „nie wpłynęło zawiadomienie o przestępstwie”.
Euro 2012 w równym stopniu nadaje się do zbudowania narodowej dumy Polaków, jak do rozpętania kampanii pomówień, oszczerstw i kalumnii, spod których nikt się już nie wygrzebie.
Pojawia się zatem pytanie: w którą stronę idziemy? O co nam chodzi w naszym wspólnym kraju? Układamy ręce do oklasków, czy zaciskamy je w pięści? Nawet wtedy, gdy nasza narodowa drużyna przegrywa. Gramy o Euro, czy gramy o siebie?
