Trudno ustalić, czy to dziwoląg, czy paradoks, że Polska – kraj, który otworzył wielu krajom drogę do wolności i demokracji, po zaledwie 22 latach staje się z powrotem ostoją inwigilacji.

REKLAMA
Jest co najmniej zastanawiające, że społeczeństwo, które potrafi się mobilizować – Solidarność, a ostatnio ACTA – jest jednocześnie całkowicie bierne wobec zagrożeń podstawowych wolności człowieka i obywatela.
Niezauważone i bez jakiejkolwiek reakcji oporu (jak np. w Niemczech) przebiegło wdrożenie powszechnego onumerowania obywateli przez służby specjalne (projekt pesel). Bezwiednie, ale i przy milczącym przyzwoleniu społeczeństwa odbyło się odebranie nam tego, co najbardziej indywidualne: podpisu. Bez protestu oddaliśmy swój podpis służbom – spójrz na swój dowód osobisty. Godzimy się bez słowa na stosowanie technik biometrycznych. Jeszcze niedawno pobieranie linii papilarnych od kogoś, kto nie stoi przed prokuratorem byliśmy skłonni traktować jako zamach na wolności obywatelskie, ba! – na godność osobistą.
Dziś bez słowa, a nawet myśli sprzeciwu milcząco akceptujemy smart gate (system rozpoznawania twarzy), identyfikację przez tęczówkę, DNA i każdy inny sposób. W 2002 roku Raport mniejszości Spielberga nas szokował, teraz gramy w tym filmie.
1 856 000 zapytań ze strony służb oznacza wejście w sprawy milionów Polaków. Bo każde połączenie, ma dwie końcówki, a gdy do tego dodamy całe billingi oraz książki adresowe, to oznacza, że praktycznie wszyscy jesteśmy umieszczeni, bez naszej wiedzy i zgody, w zasobach wiedzy o nas (tajnie) przechwyconej przez państwo. Powstaje zatem pytanie, czy to jest jeszcze demokracja? Czy to w ogóle jest demokracja?
Martwi się o nasze prawa Rzecznik Praw Obywatelskich, martwi się o nie prasa – alarmując liczbą 1 856 000 przypadków sięgania po nasze sprawy przez tajne służby, niebawem martwić się o nie będzie Trybunał Konstytucyjny. To, co wydaje się interesujące, to że my się o te ważne sprawy w ogóle nie martwimy. Przecież nie ma w Polsce milionów przestępców! Po co zatem państwu ta cała wiedza o obywatelach, która państwu jest najzupełniej zbędna do wykonywania zadania, jakim jest właściwe zorganizowanie nam bezpiecznego życia?
To, że ktoś (służby) tę wiedzę chce mieć, to zrozumiałe. Tylko dlaczego my się na to godzimy bez słowa zastanowienia, nie mówiąc już o słowie sprzeciwu?
– Nie znam odpowiedzi na to pytanie.