Niecałe dwa tygodnie temu Zgromadzenie Ogólne Polskiej Akademii Nauk uchwaliło nowy dokument regulujący etyczne zasady pracy badaczy: Kodeks Etyki Pracownika Naukowego. Dokument ten, chociaż bardzo pouczający, nie może nie wywołać jednego prostego pytania: czy na pewno jest on potrzebny? Czy zasady, które opisuje, nie powinny być oczywiste i wynikające z już istniejących praw, przepisów i ustaw?

REKLAMA
Dokument omawia i kodyfikuje zasady, które na całym świecie nazywa się dobrą praktyką laboratoryjną. Tłumaczy, czym jest nauka, czym badania naukowe i jak do badań powinni podchodzić naukowcy: jak je projektować, jak przeprowadzać, jak raportować.
Wymienia też uniwersalne zasady, których powinien przestrzegać pracownik naukowy. I chociaż większość z tych punktów na chłopski rozum wydaje się być oczywiste, po zastanowieniu dojść można do wniosku, że ta oczywistość niekoniecznie przekłada się na zastosowanie w praktyce. A znajdują się na liście takie perły jak sumienność i wiarygodność, jak obiektywizm i bezstronność, jak niezależność, jak moje ulubione dwa punkty: otwartość i przejrzystość.
Z niejaką przykrością przeczytałem ten Kodeks, konstatując, że tych wartości powinniśmy przestrzegać wszyscy, czy jesteśmy naukowcami czy nie. I sam fakt, że potrzebna jest dodatkowa uchwała Zgromadzenia Ogólnego PANu, żeby nam o tym przypominać, jest dość niepokojący.
Kodeks wymienia też najgorsze z przewinień, jakich dopuścić się może pracownik naukowy. A są takie trzy: fałszowanie wyników, fabrykowanie wyników oraz plagiat. I tu ponownie kłaniają się te same wnioski: badacze powinni zdawać sobie sprawę, że takie przewinienia poza tym, że są niemoralne, są też ścigane paragrafami z kodeksu karnego. I w zasadzie nie powinien być nam żaden Kodeks potrzeby – powinna wystarczyć znajomość polskiego prawa.