O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Trwalsze małżeństwa internetowe? Chyba nie

W poniedziałek prestiżowy tygodnik PNAS opublikował pracę, z której wynika, że małżeństwa osób, które poznały się przez internet, mają większe szanse przetrwania próby czasu niż osób, które poznały się drogą tradycyjną – przez odchodzący do lamusa kontakt osobisty.


Njus zaczyna się powoli przesącząć do polskich internetów. Dzisiaj rano pojawiła się na temat publikacji notka na stronach PAP, możemy zatem oczekiwać, że od jutra, najdalej pojutrza, zaleją nas doniesienia o tym, że internet okazał się, jak od jego początkowów obiecywano, lepszą namiastką życia. I że duch w narodzie umiera, a młode pokolenia nie potrafią już ze sobą żyć inaczej, jak przez ekran monitora.


Zanim zatem dojdzie do tego wylewu, rzućmy szybko okiem na oryginalną pracę (praca jest w otwartym dostępie, więc co sprawniejsi lingwistycznie czytelnicy mogę się udać od razu do oryginału). Popatrzmy zatem najpierw, kogo badano. Autorzy przyjrzeli się sporej grupie prawie 20 tysięcy Amerykanów, którzy w związek małżeński weszli(/ły) pomiędzy rokiem 2005 a 2012. Respondentów badania pytano o staż małżeński, o datę rozwodu (jeśli do takowego doszło), jak poznali swoich współmałżonków. Poproszono ich także o ocenę satysfakcji z małżeństwa w skali od 1 do 7.


Po pierwsze zatem, jedna trzecia respondentów poznała swoich współmałżonków on-line – z tego blisko połowa poprzez strony randkowe. Ułamek jest to względnie duży, z drugiej jednak strony w dobie przenoszenia większości naszych relacji do internetu na pewno nie jest zaskoczeniem. Pewne ciekawe wstępne wyniki dotyczą oczywiście tego, z jakiej „demografii” wywodzą się osoby, które swoich współmałżonków poznały on-line. I okazuje się, że w internecie swoją drugą połówkę częściej znajdowali panowie, osoby w wieku 30-49 lat, osoby pochodzenia latynoskiego, pochodzące z bardziej zamożnych środowisk, a także posiadające pracę. Większość z tych kryteriów narzuca się raczej sama, mnie zadziwili tylko obecni na liście latynosi (stereotypowo uważając kultury śródziemnomorskie za bardziej towarzystkie założyłem, że raczej zamknięci w sobie mieszkańcy północy byliby tu szerzej reprezentowani).


Zboczyłem jednak z kursu. Najważniejszym w kontekście tego wpisu wynikiem było porównanie zadowolenia ze stanu małżeństwa osób, które poznały swoich małżonków off-line oraz on-line. Okazało się bowiem, że osoby, których małżeństwa zaczęły się w internecie bardziej się w nich odnajdują i czerpią więcej satysfakcji. Różnica zaś jest statystycznie znacząca, co powinno być tutaj ostatecznych argumentem rozstrzygającym sprawę.

Tylko czy aby na pewno?

Oceniając w skali od 1 do 7, respondenci z kategorii „on-line” dali średnio wynik 5.72 – bardzo solidny, wręcz znakomity. Jednocześnie jednak osoby z kategorii „off-line” dały średnią odpowiedź 5.35. Czyli też całkiem nieźle. Pytanie zatem, czy różnica 0.4 (w skali siedmiostopniowej!), która jest znacząca statystycznie, jest znacząca w ogóle? Wnioski z tych wyników płyną bowiem następujące: osoby, które poznały swoich małżonków on-line są w małżeństwie bardzo szczęśliwe. Osoby, które poznały ich off-line, są także bardzo szczęśliwe. Czy da się na poziom szczęścia przetłumaczyć te 0.4? Czy to jest jeden smaczniejszy obiad? Jedno więcej śniadanie do łóżka?

Trudno też nie zapytać, czy te infinitezymalne różnice nie wynikają z nieco innej demografii osób, które poznały się online? Dla przykładu: osoby w lepszej sytuacji materialnej są mniej skłonne do rozwodów. Jednocześnie zaś wśród osób, które poznały się on-line więcej jest osób w dobrej sytuacji materialnej. Związku pomiędzy tymi danymi a szczęściem małżeńskim może oczywiście równie dobrze nie być żadnego. Ale nie wynika to na pewno z tego badania.

Sami autorzy dyskutując swoje wyniki dodają także jeszcze jeden ważny element układanki: wśród respondentów najdłuższy małżeński staż to 7 lat, co nawet w dobie coraz częstszych rozwodów jest wciąż stażem stosunkowo krótkim. Świadectwem tego jest zresztą to, że 92% respondentów wciąż pozostaje w regularnym związku małżeńskim, zaś rozwód sfinalizowało niecałe 5% (reszta to separacje – 2.5% oraz śmierć partnera – 0.5%). Jeden z autorów odpowiadając dziennikarce Time’a powiedział zresztą, że badania jest bardzo solidne i dobre w tym sensie, że pokazuje, że można miłość swojego życia poznać przez internet. Twierdzenie jednak, że ten sposób zawierania znajomości przekłada się w jakikolwiek sposób na samo małżeństwo, byłoby jednak stwierdzeniem idącym odrobinę za daleko.

Koniec końców zatem możemy ponownie zapytać: czy poznanie współmałżonka przez internet gwarantuje więcej szczeście w małżeństwie? I szczera odpowiedź brzmi: raczej nie. I może to i lepiej, bo jeszcze tylko tego brakuje, byśmy o nieudane małżeństwa zaczęli obwiniać brak dostępu do sieci.