
W Londynie jesteśmy drugą, po Anglikach, społecznością. Na wielu polskich domach zawisły dziś polskie flagi.
REKLAMA
Jak zwykle w Londynie pada, a raczej mży, jest zimno, osobiście odczuwam temperatury minusowe.
Jak zwykle, pogodę spychają w niebyt narzekania londyńskie ulice, które tętnią życiem, kolorami, różnobarwnym uśmiechającym się do ciebie bez okazji tłumem, od razu jest miło i jest radośnie, choć nikt z mijających (no, jednak, może ktoś?! - co piąty powinien być wszak Polakiem), nie wie, jakie obchodzimy święto.
Jak zwykle, pogodę spychają w niebyt narzekania londyńskie ulice, które tętnią życiem, kolorami, różnobarwnym uśmiechającym się do ciebie bez okazji tłumem, od razu jest miło i jest radośnie, choć nikt z mijających (no, jednak, może ktoś?! - co piąty powinien być wszak Polakiem), nie wie, jakie obchodzimy święto.
U kogoś dziś przeczytałam na FB, że polska flaga powinna łączyć, nie dzielić.
Ale czy może?
Zapytałam kiedyś jednego z najwybitniejszych obecnie żyjących polskich historyków, od kiedy trwa wojna polsko-polska.
To było wiele lat temu, kiedy zbierałam materiały do książki o sprawach polskich, książki, która ciągle czeka na mądrego Wydawcę.
Pan Profesor bez wahania rzucił;
"Ależ to trwa od XII wieku, od czasów Krzywoustego i jego decyzji o podziale Polski między dzieci!
Najstarszy miał mieć najwięcej, a i tak próbował zagarnąć jeszcze więcej. Nielojalność oburzyła braci, a do tego włączyli się doradcy, żony, nie-żony, dzieci, nowi doradcy, kliki, partie i reszta podzieliła się między nimi"...
Najstarszy miał mieć najwięcej, a i tak próbował zagarnąć jeszcze więcej. Nielojalność oburzyła braci, a do tego włączyli się doradcy, żony, nie-żony, dzieci, nowi doradcy, kliki, partie i reszta podzieliła się między nimi"...
No tak, tylko się załamać, dlatego ciągle, każde pokolenie wygląda postaci na miarę Paderewskiego, a o to trudno.
Mam nadzieję, że wszyscy czytający ten tekst, jeśli się tacy znajdą, bo podobno nas interesują tylko "celebryci" ([i]excuse my language[/i]) wiedzą, że gdyby nie nieprawdopodobna, "na wielu frontach I wojny światowej" walka tego wybitnego kompozytora, pianisty i polityka o polską niepodległość; Polski nie byłoby na mapach świata być może do dziś.
Paderewski bywał często w Londynie.
Koncertował, komponował, odwiedzał na zaproszenia najwybitniejsze postaci londyńskiej socjety.
Lawrence Alma - Tadema, jeden z jej ulubionych malarzy, często gościł Paderewskiego. Jego córka, Laurencja, była beznadziejnie, latami, zakochana w przystojnym muzyku. Swą miłość okazała w sposób najmocniejszy dla Polski; przez lata była szefową szwajcarskiego Komitetu Paderewskiego zbierając fundusze na polskich żołnierzy i ich rodziny.
Dzięki tej niezwykłej przyjaźni mamy jeden z najpiękniejszych portretów w naszych zbiorach.
Widziałam go z bliska na fenomenalnej retrospektywie Alma - Tademy w Leighton House w Londynie, pokazywanej też w rodzinnym mieście Alma-Tademy w Holandii oraz we Wiedniu.
Krytyka uznała go za jeden z najlepszych portretów tej wystawy. To cieszy, ponieważ trud kolegów został zgłoszony do corocznej nagrody "najlepsza wystawa na świecie".
Kilka tygodni temu widziałam z okien tramwaju w Warszawie, przejeżdżając Alejami Jerozolimskim, na wysokości Muzeum Narodowego, powiększony baner tego obrazu. W Muzeum trwa wystawa poświęcona Paderewskiemu, jeszcze do niej będę wracać i napiszę, jeśli uda mi się ją zobaczyć, bo trwa tylko do 20 maja 2018.
Siedzę teraz ponad dzbankiem gorącej herbaty, w ulubionym [b]Caffe Nero, przy stacji. Rozgrzewamy się też uśmiechami. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Mówię o Dniu Flagi, o Paderewskim. Siedzący obok Jamajczyk, student reżyserii, też był na wystawie Alma - Tademy i zwrócił uwagę na ten obraz.
Opowiadam mu o miłości Laurencji, rozmarza się na głos, że napisze scenariusz. Zajadamy się "sconsami" z pomarańczową konfiturą.
Darren bardzo czeka na nowy film, angielski, którego premiera jest w przyszłym tygodniu w Warszawie (11 maja), o zbrodni w Katyniu.
Zamieszczę wkrótce, mam nadzieję, więcej na temat tego filmu, poznałam tu bowiem rodzinę twórcy.
Ożywiamy się.
Starsza pani w eleganckiej beżowej apaszce przypomina, że jej pokolenie pamięta, co Anglia zawdzięcza Polsce w czasach Churchilla - "jeszczenigdytakwieludlalatniewielu".
Robi się niebezpiecznie, temat jest kontrowersyjny.
Jest miło, nie chcemy tego psuć.
Jest miło, nie chcemy tego psuć.
Rozmowa zatem ochoczo wraca do filmu, na który wszyscy czekają, oto w wielkiej angielskiej produkcji o Dywizjonie 303, zagrał bodaj jeden z najlepszych i najmilszych polskich aktorów, którego krótkie wizyty w Londynie są tak pokazane w mediach, jakby to był Leonardo di Caprio. Jest tak samo świetny, przekonuję towarzystwo.
Dziękuję wszystkim, muszę biec do biblioteki. Gdy wstaję, starszy pan, posługujący się już nieco archaicznym akcentem polskim, z pięknym zaśpiewem wskazującym na pochodzenie lwowskie, przypomina mi strofę z Kasprowicza, która i mnie w uszach dźwięczy od rana;[/b]
"Rzadko na moich wargach/
Niech dziś to warga ma wyzna/
Jawi się krwią przepojony/
Najdroższy wyraz/Ojczyzna."
Niech dziś to warga ma wyzna/
Jawi się krwią przepojony/
Najdroższy wyraz/Ojczyzna."
2 maja, Dzień Flagi, Londyn.
P.S. 3 maja 2018.
Również, o czym nikt nie pamiętał, jak zauważyła słusznie koleżanka z Londynu, 2 maja, to Dzień Polonii i wszystkich Polaków mieszkających za granicą, a więc nasze święto, proszę Państwa!
