Rocznica tego wydarzenia przejdzie niezauważona, choć miało ono dla Polski większe znaczenie niż cokolwiek innego w ostatnich dwóch dziesięcioleciach. Osiem lat temu, 1 maja 2004 roku, Polska przystąpiła do Unii Europejskiej

REKLAMA
Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało z okazji rocznicy wejścia do UE specjalny raport nt. bilansu członkowstwa. To już kolejna jego edycja - taki dokument powstaje co roku. I co roku jest on niezmienie pozytywny. Przystąpienie do wspólnoty było szansą, z której umieliśmy skorzystać.
Od 2004 r. skumulowany wzrost gospodarczy wyniósł 43,18 proc. (w tym samym czasie gospodarka całejnUnii urosła tylko o 10,76 proc.). W 2011 roku poziom bogactwa mierzony wskaźnikiem PKB per capita doszedł do 65 proc. unijnej średniej, wyprzedzajac Węgry - kraj, który jeszcze osiem lat temu wyprzedzał nas o dziesięć punktów procentowych. 
Paradoksalnie, dystans dzielący nas od "starej" Europy najszybciej nadrabialiśmy w ostatnich czterech latach, w czasie, gdy światem wstrząsały kolejne odsłony kryzysu gospodarczego. Polska zielona wyspa czerpała siłę z rosnącego eksportu i silnej konsumpcji wewnętrznej, wspieranej dobrze zainwestowanymi funduszami europejskimi.
- "W marcu 2012 r. rentowność polskich obligacji dwuletnich spadła do poziomu najniższego od sześciu lat. Polskie bony skarbowe otrzymały najwyższą ocenę wiarygodności od agencji Moody's. Ubezpieczenie od ryzyka niewypłacalności (Credit Default Swap - CDS) polskiego rządu po raz pierwszy w historii spadło poniżej stawki  ubezpieczenia dla Francji. Według stanu z 14 marca br. koszt ubezpieczenia 5-letnich obligacji wynosił dla PL 176 punktów, dla F - 180 punktów. Dla porówniania, w tym samym dniu ubezpieczenie wegierskich obligacji kosztowało ponad 520 punktów." - czytamy w raporcie. To mało znane fakty, dlatego je cytuję.
Niewiele sektorów polskiej gospodarki straciło na wejściu do UE, większość zdecydowanie zyskała. Polska wieś - która zdaniem eurosceptyków anno domini 2004 miała zostać zrujnowana i "sprzedana Niemcom" - w praktyce skorzystała najwięcej. Jeszcze w 2002 r. mieliśmy ujemny bilans w handlu żywnością. W 2011 r. sprzedaliśmy jej (głównie na Zachód) za 15 miliardów euro, co dało nam 2,5 mld euro na plusie w bilansie. To, w połączeniu z napływem płatności bezpośrednich, wyjaśnia blisko 20-procentowy, realny wzrost dochodów rolników. 
Pozytywnego wpływu funduszy europejskich nie będę opisywał w szczegółach, bo - jak szanowni czytelnicy pewnie zauważyli - robię to na co dzień. Nie bedę też wspominał o otwartym rynku pracy i usług w całej Unii, ani o tym, że granice przekraczamy bez paszportów. Wszystko już chyba na ten temat napisano.
Jednym słowem - jest co świętować. Ale nie oczekuję z okazji ósmej rocznicy wejścia do Unii marszów z pochodniami, tłumów pod flagą i wieców. Najlepszym sposobem świętowania tej daty jest spędzenie wspólnego czasu z rodziną i przyjaciółmi, choćy i przy grillu. Unia jest po to, by nam w tle dyskretnie służyć, a nie ją uroczyście czcić.