Zanim zaczniemy wydawać pieniądze z nowego budżetu Unii Europejskiej, musimy zastanowić się na co chcemy je wydać. I w tej dyskusji nie może być tematów tabu.
REKLAMA
Negocjacje na temat nowego budżetu Unii Europejskiej już rozpoczęły się. Dziś nie sposób przesądzić ich wyniku – zwłaszcza jeśli chodzi o kwoty – ale z dużą dozą pewności możemy założyć, że Polska uzyska największy w historii pakiet wsparcia w ramach polityki spójności. Pierwszy i zarazem ostatni tak duży. W bardziej odległej przyszłości, po roku 2020, najprawdopodobniej nie będziemy mogli liczyć na więcej. Z prostej przyczyny: dynamiczny wzrost gospodarczy spowoduje, że staniemy się krajem dużo bogatszym. A to wykluczy nas z wielu kategorii wsparcia.
Nasze PKB rośnie (Komisja Europejska prognozuje, że także w 2012 r. będziemy najszybciej rozwijającym się krajem Unii) także dlatego, że umiejętnie wykorzystujemy fundusze europejskie z obecnego budżetu – wydajemy je na projekty, które tworzą trwałą podstawę wzrostu gospodarczego (m.in. na budowę sieci transportowej i sieci IT, infrastrukturę uczelni wyższych, podnoszenie kwalifikacji pracowników).
Zarazem udowadniamy, że fundusze unijne to nie jałmużna dla biednych, ale coś, co służy całej bez wyjątku Unii Europejskiej. Z badań zamówionych przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego wynika, że kraje „starej UE” (tzw. UE15) z każdego euro netto zainwestowanego w realizację polityki spójności w państwach Grupy Wyszehradzkiej odzyskują 61 eurocentów w postaci dodatkowego eksportu. A łączna suma, jaką „odzyskają” w latach 2004-2015 to aż 74,69 miliardów euro.
Zarazem udowadniamy, że fundusze unijne to nie jałmużna dla biednych, ale coś, co służy całej bez wyjątku Unii Europejskiej. Z badań zamówionych przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego wynika, że kraje „starej UE” (tzw. UE15) z każdego euro netto zainwestowanego w realizację polityki spójności w państwach Grupy Wyszehradzkiej odzyskują 61 eurocentów w postaci dodatkowego eksportu. A łączna suma, jaką „odzyskają” w latach 2004-2015 to aż 74,69 miliardów euro.
Wyposażeni między innymi w ten argument, negocjujemy kolejny budżet Unii. Ale kolejne zadanie czeka na nas na krajowym podwórku: musimy zastanowić się, na co chcemy wydać unijne pieniądze. Bruksela za nas nie napisze nowych Programów Operacyjnych, w ramach których kolejne miliardy wydamy. Musimy bardzo szczerze porozmawiać, w jaki sposób i na co chcemy ostatnią tak dużą transzę wsparcia wydać. Pytała o to ostatnio w „Gazecie Wyborczej” Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego: - „Czy lepsze są dotacje bezzwrotne dla firm, które w końcu się wyczerpują, czy może preferencyjne kredyty, gwarancje i poręczenia, którymi można wspierać firmy w nieskończoność? Jak położyć większy nacisk na osiągnięcie pożądanych rezultatów niż na formalności wiążące się z wydatkowaniem funduszy? Co zrobić, żeby bardziej skłaniać miasta do związków partnerskich z gminami sąsiadującymi, wspólnie tworzącymi funkcjonalny obszar metropolitalny? I czy jest sens wydawać unijne pieniądze na aqua parki w każdym mieście średniej wielkości?”.
Za nami już kilka lat wykorzystywania unijnych pieniędzy. Mamy doświadczenia, dobre i złe. Jeśli z nich nie skorzystamy – popełnimy błąd. Ale żeby z nich korzystać, musimy je poznać. W tym roku Ministerstwo Rozwoju Regionalnego chce zorganizować ogólnokrajową debatę o funduszach europejskich.
Mam nadzieję że ten blog wpiszę się w nią, stanie się jednym z wielu do rozmowy. Z taką intencją go zakładam – i zapraszam do lektury.
Mam nadzieję że ten blog wpiszę się w nią, stanie się jednym z wielu do rozmowy. Z taką intencją go zakładam – i zapraszam do lektury.
