Fundusze europejskie w Programie Operacyjnym Innowacyjna Gospodarka są wydawane z głową, na projekty, które potem zyskują światowe uznanie – takie jak chociażby Alvernia Studios pod Krakowem

REKLAMA
Wiele już pisano o dotacjach na innowacyjne przedsięwzięcia w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (w skrócie PO IG). Opublikowana w natemat.pl Notatka Jarosława Królewskiego „O innowacyjności słów kilka” wpisuje się w krytyczny nurt opinii. Autor przekonuje w niej, że dotowane projekty (w ramach działania 8.1 PO IG) wcale nie są innowacyjne, a w związku z tym – jak rozumiem – nie zasługują na wsparcie z funduszy europejskich.
Nikogo chyba nie zaskoczę, gdy napiszę, że całkowicie się z taką analizą mocno nie zgadzam. Nie ja jeden jednak: z krytycznym tekstem p. Królewskiego rozprawili się niektórzy komentatorzy, którzy wytknęli mu błąd, jakim jest ocenianie jakiegoś projektu (arbitralne przesądzanie o jego innowacyjności bądź nie) po samym tylko tytule, nazwie lub skrótowym opisie.
Tak jak trafnie zauważyli wspomniani komentatorzy, gdyby Facebook startował po dotację z PO IG, to zapewne byłby opisany jako „Stworzenie platformy do komunikacji między użytkownikami i wymiany treści” (komentator Leszek Sikorski) albo „serwis społecznościowy, który pozwala Ci kontaktować się ze znajomymi z Twojej pracy, szkoły i nie tylko” (Paweł Neubauer). I że zapewne w takim przypadku spotkałby się z krytyką autora blog-notki.
Jeszcze raz więc: nie po nazwach sądźmy, ale po tym, jak projekty sprawdzają się w praktyce. A to będziemy wiedzieć dopiero za jakiś czas. Nie przesądzajmy już dziś, że coś jest lub nie jest „nieinnowacyjne”. Tym bardziej, że wystarczy się rozejrzeć, żeby przekonać, jak bardzo innowacyjne mogą być projekty w (zdawałoby się) „nieinnowacyjnych”, istniejących od dziesięcioleci i dobrze rozpoznanych branżach/sektorach.
Jednym z przykładów projektów dofinansowanych z PO IG są np. studio filmowe Alvernia Studios pod Krakowem (gmina Alwernia). Na jego niecodzienną architekturę zwraca uwagę wielu kierowców jadących A4 z Krakowa do Katowic – trudno nie zauważyć trzynastu budynków-kopuł, jakby żywcem wyjętych z dekoracji do filmu sci-fi. Prawdziwa nowoczesność i innowacyjność kryje się jednak w środku. Jak napisaliśmy w naszej informacji prasowej o tym projekcie: „nowoczesny sprzęt produkcyjny, hale zdjęciowe, trzy studia nagraniowe oraz do postprodukcji obrazu i dźwięku. Największe studio nagraniowe jest w stanie pomieścić nawet 120-osobową orkiestrę nagrywającą ścieżkę dźwiękową do filmu”. I wreszcie „sferyczny, bezcieniowy, największy w Europie bluescreen, czyli półokrągłe błękitne tło, które w produkcji filmowej pozwala na wygenerowanie dowolnego, cyfrowo zaprojektowanego tła”.
Alvernia Studios już przyciągają producentów filmów z całego świata. Do ważniejszych przedsięwzięć filmowych zrealizowanych w tym studiu należą m.in. „Essential killing” w reżyserii Jerzego Skolimowskiego, „Vamps” w reżyserii Amy Heckerling czy „Arbitrage” w reżyserii Nicholasa Jareckiego, w którym główną rolę gra amerykański aktor Richard Gere.
Branżowy magazyn „The Hollywood Reporter” uznał studia Alvernia Studios za jedne z najbardziej obiecujących na świecie, obok takich obiektów jak Baha Studios w Meksyku, 3 Mill Studios w Wielkiej Brytanii, Reliance Media Works Studios w Indiach czy Huairou Production Base w Chinach.
Nie byłoby tego sukcesu bez 7,5 mln zł dotacji z PO IG. A to przecież tylko jeden przykład.
PS. P. Agacie Czarnackiej dziękuję za korektę!