Rola miast w polityce spójności musi wzrosnąć – przekonują przedstawiciele europejskich instytucji. Model rozwoju kraju przyjęty przez polski rząd wpisuje się strategię, która jest powszechnie popierana na unijnym forum

REKLAMA
Na jednym z ostatnich posiedzeń sejmowej komisji ds. Unii Europejskiej miałem zaszczyt przedstawiać stanowisko rządu w sprawie wobec 7.Raportu Kohezyjnego Komisji Europejskiej.
W krótkiej dyskusji, która nastąpiła potem, jeden z posłów opozycji zapytał mnie - z wątpliwością w głosie - czy aby na pewno przyjęta przez rząd strategia rozwoju ("polaryzacyjno-dyfuzyjna" - jak celowo podkreślił p. poseł), kładąca nacisk między innymi na wsparcie rozwoju miast, jest zgodna ze strategią wypracowaną na forum Unii Europejskiej.
Przedstawiciel opozycji dał do zrozumienia (tak w każdym razie ja to zrozumiałem), że rząd chce się koncentrować na metropoliach, podczas gdy w unijnych dokumentach mówi się o „zrównoważonym” rozwoju. Co jak rozumiem w jego interpretacji miałoby oznaczać rozsmarowywanie pieniędzy po równo na całym terytorium, albo koncentrowanie się na obszarach najbiedniejszych.
Goszcząc wczoraj w Kopenhadze na 5.Europejskim Kongresie Regionów i Miast żałowałem, że p.posła nie ma na tej imprezie, współorganizowanej przez unijny Komitet Regionów i prezydencję duńską w Radzie UE. Usłyszałby bowiem, co naprawdę mówi się na forum Unii Europejskiej.
- My cały czas musimy wymyślać nasze miasta na nowo. Potencjał miast w Europie nie został w odpowiedni sposób wykorzystany – podkreślała Mercedes Besso, szefowa Komitetu Regionów.
- To europejskie miasta mogą odegrać czołową rolę w walce z najcięższym kryzysem gospodarczym w Europie po II wojnie światowej. To w dużych miastach rodzą się miejsca pracy. Jeżeli chcemy mieć wzrost gospodarczy, musimy inwestować w miasta – wtórował Frank Jansen, prezydent Eurocites.
- Miasta muszą odegrać znacznie większą rolę w europejskiej debacie politycznej. Dyskutujemy o kluczowej roli regionów miejskich dla wzrostu gospodarczego – konkludował Jose Manuel Barroso, szef Komisji Europejskiej. Barroso wspomniał też, że Komisja Europejska zapisała w swoim projekcie aktów prawnych regulujących politykę spójności propozycję, by zarezerwować dla miast (i tylko dla miast) 5 proc. wsparcia z EFRR, bo to właśnie metropolie generują 77 proc. unijnego PKB, choć mieszka w nich 59 proc. ludności.
Te trzy cytaty chyba najlepiej oddają obowiązującą dziś w UE filozofię.
A skoro już o miastach i o kopenhaskiej konferencji wspominam: jeden z jej paneli był poświęcony wyzwaniom związanym z finansowaniem „zielonego” wzrostu w miastach: inwestycjom ekologicznym, inwestycjom w efektywność energetyczną itp. Zarówno ja sam, jak i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz oraz przedstawiciele instytucji europejskich – uczestniczący w tym panelu - podkreślaliśmy, że jednym z elementów tej finansowej układanki winny być fundusze europejskie. Znamienne jednak, że przedstawiciele miast z krajów "starej" Unii koncentrowali się bardziej na własnych źródłach finansowania, np. na tanich pożyczkach z rynku finansowego.
Przed nami dużo pracy by przekonać europejskie społeczeństwa (których samorządy miejskie są reprezentantem), że fundusze europejskie mogą służyć wszystkim krajom Unii.