"Nie zdążymy na euro" "Kompromitacja" "Ośmieszymy się przed europą" - takie tytuły od jakiegoś już czasu królują w polskich portalach i gazetach. Dziennikarze idą na łątwiznę bijąć w bębenek polskich kompleksów. Ich Eurowzrocznosć doprowadziła przygotowania do turnieju do totalnego absurdu a już na pewno przygotowania w kwestii budowy dróg.
REKLAMA
Plan budowy dróg zakładał, że wybudujemy je do 2014 roku. Chodziło o to by nasze projekty zgrać z unijnymi (Nowy budżet UE na dobre rozkręci się w 2014 roku). Z powodu Euro terminy przyspieszono, tak by zdążyć z budową dróg na 2012. Dlatego też w 2013 roku nie mając pieniędzy na nowe inwestycje wpadniemy w inwestycyjny zastój. W czasach kryzysu to dość niebezpieczne. Ale co tam - ważne żeby na euro nie było wstydu.
Doceniam zręczność ministra Nowaka, według mnie jest dobrym ministrem. Dlatego tym bardziej razi mnie to, że ulega on tej europaranoi. Oto minister Nowak szykuje ustawę
o przejezdnośći autostrad. Najogólniej mówiąc chodzi o to by oddać niewybudowaną
drogę (np. bez ostatniej warstwy asfaltu) do ruchu. Pal sześć unijne normy i obostrzenia. Po raz kolejny w dziedzinie budowy dróg wprowadzamy nasz własny folklor, który słowu "polskie drogi" nada kolejnego znaczenia.
o przejezdnośći autostrad. Najogólniej mówiąc chodzi o to by oddać niewybudowaną
drogę (np. bez ostatniej warstwy asfaltu) do ruchu. Pal sześć unijne normy i obostrzenia. Po raz kolejny w dziedzinie budowy dróg wprowadzamy nasz własny folklor, który słowu "polskie drogi" nada kolejnego znaczenia.
Dziennikarze na wyrywki starają się wyciągnąć od ministra Nowaka informacje o tym na czym
dokładnie ma ta przejezdność polegać. Niepotrzebnie. Sam minister tego nie wie. Tak naprawdę okaże się to wtedy, gdy będzie wiadomo jak bardzo nie udało się wybudować drogi z Łodzi do Warszawy i wtedy ustali się termin "przejezdność".
dokładnie ma ta przejezdność polegać. Niepotrzebnie. Sam minister tego nie wie. Tak naprawdę okaże się to wtedy, gdy będzie wiadomo jak bardzo nie udało się wybudować drogi z Łodzi do Warszawy i wtedy ustali się termin "przejezdność".
Pytanie po co nam ta przejezdność? Na drogi czekamy dziesiątki lat, poczekalibyśmy jeszcze trochę. Na Euro? Przecież na euro przyjedzie 10 razy mniej ludzi niż na pielgrzymkę Papieża.
W dodatku większość przyleci samolotami. Tak naprawdę przejezdność ma służyć ministrowi
Nowakowi uniknięciu kompromitacji. Kompromitacji której by nie było ale która jest wykreowana przez eurowzroczność.
W dodatku większość przyleci samolotami. Tak naprawdę przejezdność ma służyć ministrowi
Nowakowi uniknięciu kompromitacji. Kompromitacji której by nie było ale która jest wykreowana przez eurowzroczność.
Rząd Polski uległ tej eurowzroczności. Naginamy prawo, żeby oddać do ruchu austrady na euro, które wcale nie są na euro potrzebne. Wybudowaliśmy kilka stadionów za miliardy złotych, choc tak naprawdę potrzebujemy kilku elektrowni (To tak jakby ktoś kupował playstation i plazmę wiedząc, że za chwile będzie musiał zapłacić ogromny rachunek za prąd) Za co zbudujemy elektrownie? W czasach kryzysu pieniędze z nieba nie spadną, UE nam ich nie da.
Obawiam się, że eurowzroczność dziennikarzy, polityków i nas samych spowoduje, że po
pięknym turnieju i imprezie obudzimy się z eurokacem.
pięknym turnieju i imprezie obudzimy się z eurokacem.
