Sytuacja w branży drogowej to już nie jest dramat, to jest pogrzeb, który może rozmontować całą gospodarkę. Przez najbliższe dwa lata nie rozpoczniemy żadnej znaczącej inwestycji. Obecnego boomu możemy nie powtórzyć nigdy bo banki drugi raz nie zaufają padającym firmom drogowym. Euro-paranoją zepsuliśmy dobrze rozwijającą się branżę drogową.
REKLAMA
W 2007 roku gdy przyznano nam organizację EURO 2012 rząd PiS ogłosił plan budowy dróg na EURo 2012. Później plan został uaktualniony przez rząd PO. Obydwa dokumenty zakładały szybsze wykorzystanie funduszy unijnych. Pieniądze które mieliśmy rozsądnie i powoli wykorzystywać na budowę dróg do 2014 roku postanowiliśmy wydać już w 2012 roku. Najważniejsza była bowiem organizacja mistrzostw Euro 2012 i rząd uznał, że ekonomia też musi się podporządkować temu wydarzeniu. Ogłoszono kilkadziesiąt przetargów.
Oczywiście mimo pospolitego ruszenia spóźniliśmy się z wieloma inwestycjami i tylko dlatego jeszcze trwają budowy niektórych z nich ale przetargów ogłaszanych nie ma żadnych. I żadnych już nie będzie, bo pieniądze się skończyły. Firmy padają bo perspektywy na dalsze istnienie są po prostu zerowe. Całą sytuację na rynku można porównać do sytuacji w której ktoś bierze do ust więcej niż może połknąć.
Mamy 2012 rok i właśnie się dławimy.
W zasadzie nie ma dnia bez informacji o kłopotach w drogownictwie. PBG ogłosił, że jego wycena przez ostatnie pół roku spadła o 1,8 mld złotych. Ogromne straty ma również Polimex.
Padają duzi, ale padają też mali podwykonawcy co świadczy o rozkładzie branży.
Niestety będzie więcej upadłości, bo nie ma żadnych widoków na przetargi. Rząd twardo trzyma wydatki na wodziy i nie ma żadnego wolnego miliarda na realizację inwestycji drogowej. W obecnej sytuacji spadających wpływów do budżetu minister Jacek Rostowski nie zaryzykuje żadnym poluzowaniem budżetu. Dlatego też nie zostanie rozstrzygnięty przetarg na przebudowę mostu Grota-Roweckiego a obecna sytuacja z błędami w przetargu i procesami będzie się ciągnęła tak długo jak długo będzie to na rękę Nowakowi.
Tylko czy jest mu to na rękę? Upadłość PBG i Polimexu to dopiero początek góry lodowej. Niedługo zaczną upadać inni i to z bardzo prostego powodu - braku przetargów, czyli braku jakichkolwiek zleceń.
Gdybyśmy nie rzucili wszystkich sił na EURO 2012 mielibysmy teraz rezerwy na budowę dróg do 2014 roku, no ale EURO było ważniejsze. Ja pamiętam tytuły gazet z okresu przygotowań do tej imprezy. To był bardzo łatwy cel dla dziennikarza znaleźć jakąś nierealną inwestycję, odkryć, że nie będzie realizowana i pisać o "Skandalu na Euro" ewentualnie o "Kompromitacji na Euro".
W taki oto sposób media nakręcając sprężynkę eurowzroczności ręka w rękę z pozbawionym dalekowzroczności Grabarczykiem (Nowak przyszedł już za późno, żeby obarczać go odpowiedzialnośćią) rozmontowali dobrze rozwijającą się branżę drogową. Rozdmuchano liczbę inwestycji w 2011 roku do poziomu 1.400 km dróg w budowie. Po to by w 2013 roku spadły do 400 km. Co się stanie z firmami które budowały pozostałe kilometry dróg? Co się stanie z tysiącyami robotników?
A będzie tylko gorzej. Przez nakręcenie eurospręzynki zabraknie pieniędzy na nowe przetargi. Efekt jest taki, że przez najbliższe dwa lata nie rozpoczniemy budowy żadnej znaczącej inwestycji. Minister Nowak czeka bowiem na mannę z nieba, czyli nową perspektywę budżetową UE na lata 2014 - 2020 i mityczne 80 mld euro dla Polski, które mamy zacząć wydawać w 2014 roku. Minister może się jednak w swoich nadziejach bardzo zdziwić.
Każdy rozsądnie obserwujący informacje ekonomicznie widzi, że decyzje w sprawie budżetu kraje UE od pół roku sukcesywnie odkładają. Temat jest tak trudny, że w zasadzie nie był jeszcze podejmowany. Wystarczy mieć choćby jedną osobę znajomą w Brukseli by wiedzieć, że dla krajów zachodnich 80 miliardów EURO dla Polski jest sumą totalnie nierealną. Przedstawiciele krajów płatników netto dali z resztą już temu wyraz.
O tym, że nie dostaniemy 80 mld euro prawdopodobnie dowiemy się po pierwszych rozmowach na temat budżetu UE, które teraz zostały przełożone na listopad.
Sławomir Nowak natomiast czeka na rozstrzygnięcie tych rozmów z ogłoszeniem nowego planu budowy dróg. Ciekawe tylko czy w momencie ogłoszania na rynku polskim będą jeszcze istniały firmy, które będą mogły podjąć się realizacji tych inwestycji. Nie mówiąć już o bankach, które prawdopodobnie drugi raz nie wrzucą swoich pieniędzy do ognia, bo tak można nazwać polski rynek budowy dróg.
Minister Nowak musi działać tu i teraz. Nie ma już czasu do stracenia. Plany wykupywania niektórych firm to mrzonki. Potrzebujemy nowej strategii realizacji inwestycji infrastrukturalnych. Chowanie głowy w piasek niczemu nie pomoże. Branża drogowa to setki podwykonawców, setki tysięcy miejsc pracy. Jej rozkład uderzy w polską gospodarkę tak mocno, że nie będziemy musieli czekać na kryzys, który ma przybyć z europy.
Nie mam gotowych recept ani pomysłów ale nie jestem ministrem transportu. To od niego oczekuje inicjatywy i wyprzedzania wydarzeń. To on ma sztab ludzi, najlepszych specjalistów z dziedziny transportu, tysiące pracowników. Czas w końcu pokazać, że nie jest się tylko człowiekiem od lansu na budowie i przecinania wstęg.
