a1
a1

Ponad 100 kilometrów autostrad i dróg ekspresowych czeka na "urzędnicze otwarcie". Gdyby to był czas przed Euro to już byśmy po nich jeździli. Niestety Euro się skończyło a nowego bata na horyzoncie brak.

REKLAMA
Na wybudowanym 80-kilometrowym odcinku Autostrady A-1 Stryków - Kowal hula wiatr. W zeszłym tygodniu robotnicy położyli ostatni fragment warstwy ścieralnej asfaltu i od tego czasu trwają procedury "odbierania" inwestycji. Potrwają jeszcze co najmniej tydzień. W analogicznej sytuacji przed EURO już od miesiąca jeździlibyśmy tym odcinkiem bo zostałby oddany do ruchu na zasadzie "przejzdności" czyli dopuszczenia do ruchu w momencie, gdy do zrobienia zostały już tylko prace porządkowe czyli np. montaż ekranów. Na takiej zasadzie otwarto A2 Stryków - Warszawa. W momencie gdy ją otwierano po bokach autostrady jeździły koparki ale nikomu to nie przeszkadzało i nic się nie stało. Niestety na tym historia z przyjazną kierowcom "przejezdnością" się skończyła.

Podobną sytuację mamy na odcinku S8 Oleśnica - Syców. Droga, którą w zasadzie można otworzyć na zasadzie przejezdności czeka na urzędnicze stemple.
Urzędnicy bali się (jak się okazało wyimaginowanej) kompromitacji na EURO. W strachu byli gotowi otwierać budowane drogi dla kibiców, którym one do niczego nie były potrzebne, bo i tak przylecieli samolotami. Teraz nie chcą otwierać gotowych dróg dla realnych kierowców, którzy potrzebują tych połączeń.
Gdzie tu logika? Czy potrzebujemy bata do tego, żeby robić rzeczy sprawnie?
Czy odświętny kibic na EURO jest ważniejszy od zwykłego codziennego Polaka?