Wkrótce zakończy się budowa 33-kilometrowego odcinka autostrady A4 którym nie pojedziemy, bo nie ma jak do niego dojechać ani jak z niego zjechać.

REKLAMA
1200 osób i 500 jednostek sprzętowych uwija się jak w ukropie by zdążyć na czas z wybudowaniem odcinka autostrady A4 (Dębica Pustynia - Rzeszów Zachód). Według GDDKiA zaawansowanie prac wyniosło ponad 90%. Na swoim facebooku GDDKiA chwali się też nadchodzącym otwarciem odcinka i tym, że robotnicy pracują siedem dni w tygodniu by jak najszybciej go wybudować.
Problem w tym, że jest to odcinek, który będzie stał pusty w środku pola bo nie ma jak na niego wjechać ani jak z niego zjechać.

Wszystko przez kryzys. Na odcinku poprzedzającym i następującym po oddawanym wkrótce do użytku hula wiatr i nie chodzi tam nawet przysłowiowy pies z kulawą nogą. Firmy, które miały je wybudować splajtowały a GDDKiA nie podpisała jeszcze nowych umów. W efekcie pod oddawany niebawem odcinek nie będzie nawet jak podczepić istniejących dróg, bo nie ma węzłów do których mogłyby one prowadzić.
Wkrótce powstanie zatem autostradowa fatamorgana i zjawisko na skalę Europy.
Z czego więc cieszy się GDDKiA?
Statystyki! Przecież wydłuży się kilometraż sieci autostrad w Polsce.