Przed nami ogromne wyzwania inwestycyjne na polskich torach. Nie możemy sobie pozwolić na stratę miliardów z Unii. Nowakowi kolej wybitnie nie leżya a Piechociński jest w niej ekspertem.

REKLAMA
Od momentu wybrania nowego prezesa PSL trwa dyskusja o tym czy Janusz Piechociński wejdzie do rządu i jaką tekę ewentualnie powinien w nim dostać. Pojawił się nawet trochę pokraczny pomysł wyodrębnienia z ministerstwa transportu działki infrastruktura i oddania infrastruktury Piechocińskiemu.
"Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej" to jak sama nazwa wskazuje ogromny resort. Minister Sławomir Nowak musi dbać o drogi, kolej, lotnictwo, gospodarkę morską, budownictwo, gospodarkę przestrzenną i mieszkaniową i... można długo wymieniać. Jego poprzednik dobrze rozumiał jaki ogrom zadań czeka taki resort i w ramach przygotowań do EURO 2012 skupił się tylko na drogach. "Nie mówcie mi o kolei, ja muszę wybudować autostrady" miał mówić do współpracowników Grabarczyk. W efekcie wybudowaliśmy bardzo dużo autostrad i dróg ekspresowych ale kolej leży odłogiem i grozi jej utrata funduszy unijnych.
Dość powiedzieć, że kolej wykorzystała tylko kilka procent przykazanych jej
miliardowych funduszy z mijającego budżetu UE a przecież niedługo będą kolejne miliardy do wydania.
Nowak z koleją sobie nie radzi. Mimo, że wielokrotnie mówił że "teraz czas na kolej" i nastąpi "przełom na polskich torach" to jednak ta kolej od samych słów się nie zmienia. Oczywiście mamy parę nowych dworców i trochę wagonów ale mamy też wpadki. Juz teraz wiadomo, że remont torów z Gdańska do Warszawy nie zakończy się w 2014 roku a jeszcze niedawno minister obiecywał to publicznie. Z resztą abstrahując od kolei to przecież program budowy dróg nie został jeszcze zakończony i będzie wymagał nie mniejszej uwagi niż w mijających latach. Musimy pomyślnie dokończyć rozpoczęte projekty - zamknąć ciąg autostrad i wybudować główny przebieg dróg ekspresowych. Nowak już przy samych drogach ma co robić.
Piechociński kolej zna jak własną kieszeń, nic nie jest w stanie go zaskoczyć i nie zmarnuje nawet pół dnia na to by odnaleźć się w meandrach kolei. Wielokrotnie przedstawiał pomysły na jej skuteczną reformę. Nie boi się też mówić o tym, że kolej wymaga.. dofinansowania.
Prezes PSL wchodząc do rządu dostałby prawdopodobnie rangę wicepremiera (jako szef ugrupowania koalicyjnego). Wicepremier w swoich rozmowach z premierem o dofinansowaniu kolei lub o niepopularnych rozwiązaniach miałby większe przebicie niż Sławomir Nowak.
Reasumując: Jeśli Piechociński ma wejść do rządu i być wartością dodaną, to powinien zająć się tą działką na której się zna i która wymagałaby uwagi wicepremiera. I nie mówię tu o grzybobraniu ;)