Tomasz Połeć, Główny Inspektor Transportu Drogowego jechał 80 km/h tam gdzie przepisy dozwalają jazdę pięćdziesiątką. "W normalnym kraju byłoby już po dymisji" - Adrian Furgalski.

REKLAMA
Dziwnie bez echa przeszła dzisiaj publikacja "Faktu" pokazująca jak Tomasz Połeć szarżuje po mieście służbowym BMW jadąc 80 km/h tam gdzie przepisy dozwalają ruch z prędkością 50 km/h. Za takie przewinienie Połeć powinien dostać 6 punktów karnych i 300zł mandatu.
"W normalnym kraju byłoby już po dymisji, zwłaszcza że to drugie złamanie przepisów przez szefa instytucji odpowiedzialnej za fotoradary i bezpieczną jazdę" skomentował na swoim facebooku Adrian Frugalski.
Słusznie gazeta przypomina inspektorowi jego własne słowa, kiedy mówił, że protesty przeciw fotoradarom to objaw frustracji:
– Wydaje mi się, że to, przeciwko czemu protestujemy, to jest takie trochę poczucie frustracji, że to dobre się skończyło, że to już nie jest tak, że sami sobie będziemy wyznaczać standardy, jaką prędkością będę jeździł w oparciu o to, jak mi się wydaje i jaki fajny mam samochód – twierdził Połeć w radiowej „Jedynce”. I dodawał pewnie, że czasy swawoli na drogach się skończyły. – Teraz jeżeli ktoś sobie pozwoli na szaleństwo, to będzie zweryfikowany, będzie skontrolowany i zatrzymany – ostrzeagł inspektor."

Dodajmy, że "Fakt" już raz przyłapał głównego inspektora jak jechał 100km/h po ulicach Warszawy, wtedy powinien dostać 10 pkt karnych i 500zł mandatu. Razem to już 16 punktów karnych, jeszcze trochę i skończy się limit.
Dla mnie to jest skandal i jawne lekceważenie przepisów, które próbuje się nałożyć na obywateli. Tomasz Połeć powinien już po pierwszym przewinieniu dobrowolnie przekazać pieniądze na jakiś charytatywny cel, np. ofiary wypadków drogowych. Teraz to już po prostu kompromitacja.