Decyzja o budowie obwodnicy to tak naprawdę wsparcie dla Hanny Gronkiewicz-Waltz u progu referendum.

REKLAMA
Dzisiaj dobiegł finału serial pt. "Obwodnica". Oto premier Tusk razem z ministrem transportu Sławomirem Nowakiem ogłosili na konferencji prasowej, że dokończymy budowę obwodnicy Warszawy najpóźniej do 2019 roku - brawo.
Nie chce być posądzony o nadmierną podejrzliwość ale po raz kolejny tzw "ruch medialny" wskazuje na dość przejrzyste zabiegi PRowe rządu.
O tym, że obwodnicę trzeba domknąć wiadomo było od dawna. Pozostawienie niedokończonego ringu byłoby po prostu głupotą. Koszty społeczne byłyby ogromne a finasowe tylko by wzrosły przez kolejne lata odwlekania tej budowy. OD dawna było wiadomo, że spora część nowego budżetu UE "pójdzie" na dokończenie południowej obwodnicy Warszawy.
I tutaj nagle pojawił się tekst "gazety wyborczej" który wprowadza zamieszanie
pt. "obwodnica jest zagrożona".
Po wywołaniu zagrożenia można było skorzystać PRowo na decyzji o tym, że jednak rozpoczniemy budowę obwodnicy. Wszyscy uzyskali efekt tego, że oto coś uzyskujemy a premier chyba po raz pierwszy od czasu euro 2012 wypowiedział się nt. dróg dodając jednocześnie, że konferencja nie ma żadnego związku z referendum w stolicy.
A z samej decyzji o obwodnicy się ciesze, bo to mądrzejszy pomysł niz budowanie
wylotówki na Gdańsk w przypadku gdy stara "7" od biedy daje jeszcze radę.