Obywatelski

Bez wspólnych celów, zaufania i szacunku nie ma szans na zwycięstwo. Wywiad z Mariuszem Wlazłym

Mariusz Wlazły, autor zdjęcia: Paweł Piotrowski
Jeśli w zespole, czy większej grupie więzi międzyludzkie są oparte o wspólnotę celów, szacunek i zaufanie, jeśli ludzie chcą ze sobą współpracować, to jest duże prawdopodobieństwo, że sprawy pójdą w dobrym kierunku - mówi Mariusz Wlazły, siatkarz, który współpracuje z Kongresem Obywatelskim.



Kiedy młody człowiek podejmuje (w miarę świadomą) decyzję, że wiąże przyszłość ze sportem? Czy ktoś go w tej decyzji wspiera? Jeśli tak, to kto był Pańskim dobrym duchem?

Jeśli ktoś chce zostać profesjonalnym sportowcem, musi dość wcześnie zacząć swoją przygodę ze sportem. Pamiętam, że ja miałem 10 lat, kiedy pierwszy raz przyszedłem na trening piłki siatkowej. Oczywiście, od pierwszej chwili mi się spodobało i zostało mi tak do dzisiaj. Ale wtedy chciałem po prostu się tym bawić.


Z roku na rok wyzwania sportowe były coraz większe i oprócz zabawy doszła rywalizacja. Wtedy pierwszy raz poczułem emocje związane z wygraną, jak i również gorycz porażki.

Emocje wywołane poprzez grę w siatkówkę utwierdzały mnie w postanowieniu, że w przyszłości chcę być najlepszym siatkarzem na świecie. To były oczywiście tylko marzenia, ale już wtedy wiedziałem, że chcę wiązać przyszłość z zawodowym sportem. Moi rodzice podchodzili do tego bardzo sceptycznie. Mówili mi często, że oprócz sportu jest jeszcze nauka, ale jak zobaczyli, ile frajdy mi sprawia to, co robię, zaczęli mnie wspierać.


Bardzo ważną rolę w budowaniu mojej kariery sportowej odegrał również świetny siatkarz Robert Majtyka (starszy kolega z drużyny SPS Zduńska Wola i jednocześnie przyjaciel po dzień dzisiejszy), który zaopiekował się mną, kiedy wkraczałem w profesjonalny sport. Dał mi oparcie i bezpieczeństwo, które pozwoliły mi rozwinąć skrzydła.


Dla wielu młodych ludzi jest Pan wzorem do naśladowania. Gdyby rozważali pójście Pańską drogą, jakie cechy charakteru powinni u siebie odkryć, by nie popełnić pomyłki?

Kariera sportowca nie jest usłana różami, nie składa się tylko z chwil przyjemnych, z popularności, bądź z ogromnych korzyści finansowych. A czasami ludziom wydaje się, że życie sportowca jest piękne i fantastyczne. Mało kto zdaje sobie sprawę, że wielkie wydarzenia sportowe to efekt końcowy pewnej pracy, wyrzeczeń, kompromisów. Żeby dojść do tego etapu, trzeba naprawdę wiele poświęcić.

Moja rada dla młodych mogłaby brzmieć tak: jeśli chcecie zostać sportowcami wysokiej klasy, będziecie zmuszeni zrezygnować z życia normalnego nastolatka i wszystko, co przywykliście robić, zamienić na pracę podczas treningów i wyjazdy na zawody. Życie rodzinne też zostaje podporządkowany sportowi. Jeśli już zdecydujecie się pójść tą ścieżką, musicie być uparci i konsekwentni. Musicie mieć marzenia, które chcecie zrealizować, ale także bardzo dużo pokory i skromności, dzięki którym nie pogubicie się po drodze.

Dlaczego wybrał Pan sport zespołowy a nie dyscyplinę indywidualną? Co w jednym i drugim jest pociągające i co przesądziło o wyborze?

Lubię pracować w grupie. Poza tym jako mały chłopiec nie miałem wielkiego wyboru. Zacząłem trenować to, co mogła zaoferować mi szkoła. Myślę, że z pewnych względów sport zespołowy jest trudniejszy, bo na sukces pracuje grupa ludzi. W sporcie indywidualnym za wynik odpowiada jedna osoba i tylko od niej zależy, dokąd dojdzie i jak wiele osiągnie.

Nie tylko na początku, ale i później spotykał Pan na swej drodze ważnych dla Pana kariery ludzi. Komu zawdzięcza Pan sukces? A może był też jakiś hamulcowy, ktoś, kto Pana stopował?

Fakt, na mojej drodze było wielu ludzi, którym zawdzięczam bardzo dużo: trenerzy, rodzina, przyjaciele, zawodnicy, oni mi pomagali, służyli radą, opieką. Jednak również spotykałem tych z „ciemnej strony”. Czasami było ciężko, ale dzięki nim stawałem się silniejszy, w sumie motywowali mnie do pracy. Nie chcę ich wymieniać z imienia i nazwiska, bo dziś kompletnie nie ma to znaczenia.

Sport zespołowy opiera się na relacjach interpersonalnych. Jak stworzyć dobry zespół?

To jest bardzo trudne pytanie. Stworzyć zespół z indywidualnych i różnych charakterów, czasami bardzo silnych, wzajemnie się wykluczających, zespól, który pójdzie w jednym kierunku i który zawierzy trenerom jest bardzo ciężko. Na szczęście nie jestem trenerem...

A skąd czerpać motywację i siłę, by nie zwątpić w sens obranej drogi?

Za motywowanie zespołu odpowiada trener i jego sztab szkoleniowy, nie wiem, jak to robią, ale najważniejsze że są skuteczni, co pokazują osiągnięcia naszej drużyny.
Prywatnie mogę tylko podzielić się pewnym własnym spostrzeżeniem – do każdego celu można dojść różnymi ścieżkami, a na każdej z nich spotykają nas dobre i złe doświadczenia. I to od nas samych zależy, czy z nich wyciągniemy wnioski i czy dadzą nam one tyle pozytywnej energii, żeby ten cel znacznie przybliżyć, a w dalszej perspektywie - osiągnąć.

Czy mechanizmy, które budują coś, co nazywamy duchem zespołu można przełożyć na tworzenie większych wspólnot, np. społeczności skupionej wokół pewnych celów?

O, to wielki problem. Wydaje mi się jednak, że jeśli w zespole, czy większej grupie więzi międzyludzkie są oparte o wspólnotę celów, szacunek i zaufanie, jeśli ludzie chcą ze sobą współpracować, to jest duże prawdopodobieństwo, że sprawy pójdą w dobrym kierunku.

Mistrzostwo świata to ukoronowanie marzeń sportowca. Czy są jeszcze jakieś wyzwania w Pańskim życiu sportowym i co...po zakończeniu kariery. Czy jest plan na życie "po"?

Ten turniej, który zakończył się dla nas niezwykle szczęśliwie, a dla mnie szczególnie, jest na pewno ukoronowaniem pracy, nagrodą za wyrzeczenia i rozłąkę z rodziną. Spełniło się moje marzenie z dzieciństwa, z samego początku mojej przygody ze sportem.

Co po zakończeniu kariery? Na pewno odpoczynek i poświęcenie czasu rodzinie i bliskim. A plan na życie „po”? Czas pokaże. Wiem, że lubię pracować z dziećmi, pomagać innym, fotografować. Ale czy to przełoży się na moją pracę zawodową? Szczerze? Nie wiem… Celem na najbliższe lata jest wygrać Ligę Mistrzów, bo srebrny medal z 2012 roku pozostawił pewien niedosyt.

Rozmawiała Dorota Goliszewska

***

Mariusz Wlazły, siatkarz, reprezentant Polski, we wrześniu 2014, wraz z drużyną, zdobył złoty medal Mistrzostw Świata i tytuł najbardziej wartościowego zawodnika turnieju. Od 2012 roku prowadzi fundację, której celem jest m.in. upowszechnianie kultury fizycznej i sportu oraz kształtowanie pozytywnych cech charakteru młodych sportowców, współpracuje z Kongresem Obywatelskim.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

POZNAJ DADHERO.PL

0 0Po rozwodzie też możesz być dobrym ojcem. Musisz pamiętać o kilku rzeczach – wiem z doświadczenia
MOTO 0 0Czy McLaren naprawdę jest tak kosmiczny, jak wygląda? W środku od razu zaskakuje jedna rzecz
POPKULTURA 0 0Zepsuliście mi serial, na który czekałam! "Batwoman" miała być hitem, a jest porażką
0 0Gdańsk z prestiżową nagrodą. Miasto rządzone przez Dulkiewicz dostanie 50 tys. euro
0 0500+ już się wypaliło. Wystarczył rok, by w Polsce żyło prawie pół miliona więcej skrajnie biednych
HYDEPARK 0 0Nie mogłem w to uwierzyć. Dostałem nagrodę za najlepszy tatuaż na najważniejszej imprezie
0 0Pierwsza taka seria podcastów w Polsce. Ich tematami będą dziennikarskie śledztwa

NA ŚWIECIE

POLECAMY 0 0"Nokaut przez KO". Wyjaśniamy, dlaczego na Pomorzu to PiS przegrało wybory
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Na marszałka Senatu tylko Brejza! PO nie może zmarnować funkcji trzeciej osoby w państwie
0 0Startował w Gdańsku, teraz znokautował rywali na Podkarpaciu. Tajemnica sukcesu Grzegorza Brauna
TYLKO W NATEMAT 0 0Był kandydatem KO do Sejmu. W tej komisji dostał okrągłe zero głosów, chociaż głosował na... siebie