materiały Kongresu Obywatelskiego

Sport kształtuje charakter i pomaga rozwijać się we wszystkich obszarach życia. To także wielka lekcja współpracy i zaufania.

REKLAMA
Czego nauczyło Pana żeglarstwo?
Generał Mariusz Zaruski, pionier polskiego żeglarstwa, napisał kiedyś: „Nie po to marzłem i mokłem na pokładach, aby z was zrobić sportowców, lecz by kształtować wasze charaktery”. Jestem żywym przykładem, że rzeczywiście żeglowanie – jak żadna inna dyscyplina sportu – rozwija i uczy określonych wartości. Uprawiam żeglarstwo od dziecka i uważam, że oprócz niesamowitej przygody, przeżyłem dzięki temu prawdziwą szkołę życia. Przede wszystkim nauczyłem się radzić sobie w każdej sytuacji. Na wodzie kształtują się takie cechy charakteru jak samodzielność, opanowanie i precyzyjność – na przykład wtedy, gdy setki razy trzeba przymocować szekle tak, by się nie odkręciły. Żeglowanie to również wielka lekcja współpracy i zaufania – bez tego nie jesteś w stanie pływać z zespołem.
Jednak karierę rozpoczynał Pan jako żeglarz indywidualny. Dopiero później zdecydował się Pan na pływanie z załogą.
Rzeczywiście, na początku wybrałem żeglowanie w pojedynkę – lubiłem sam decydować o tym, jak i gdzie żegluję. Później pływałem głównie na łódce 2-osobowej – razem z Dominikiem [Życkim, wieloletni załogant Mateusza Kusznierewicza, dop. red.], choć zdarzało się też żeglować w zespole 8-osobowym. To są zupełnie różne doświadczenia. Pamiętam taką sytuację, kiedy pierwszy raz byłem z Dominikiem na łódce i trzeba było wykonać zwrot. Długo się nie zastanawiając, zrobiłem zwrot, po czym przeszedłem na drugą stronę łódki. Dominika tam nie było. Nagle słyszę, jak woła do mnie z wody. Kiedy pomogłem mu się dostać na łódkę, zapytałem, co się stało. A on na to: „Nie powiedziałeś, że robisz zwrot”. Byłem zaskoczony, bo nigdy nikomu nie musiałem nic mówić na łódce. Od tamtej pory stale uczyłem się werbalizować swoje myśli, rozmawiać z ludźmi, komunikować się z zespołem. Dziś z powodzeniem wykorzystuję to w biznesie.
W jaki sposób sport wpływa na inne sfery życia? Czy sukces w życiu osiąga się tak samo jak w sporcie?
Na wykładach, które prowadzę dla pracowników firm, często opowiadam o czterech krokach do sukcesu: marzenie, pragnienie, poświęcenie i dyscyplina. Wszystkie przeszedłem w swojej karierze sportowej sam – począwszy od wyznaczenia swojego celu, jakim było zdobycie mistrzostwa olimpijskiego, poprzez ustalenie planu i jego realizację, aż po zwycięstwo.
Nie była to oczywiście łatwa droga. Wiele razy się nie udawało. Myślę, że jedną z najważniejszych lekcji, jaką daje sport to właśnie radzenie sobie z porażką. To lekcja szczególnie cenna dla dzieci i młodzieży. Młodzi ludzie muszą nauczyć się, jak być dumnym z własnych osiągnięć, jak się nie poddawać i jak wyciągać wnioski z przegranej. Trzeba zawsze z podniesionym czołem gratulować zwycięzcom, ale też nieustannie walczyć o swój sukces. Ani chwili nie można pozwolić sobie na osiadanie na laurach. Sport buduje poczucie własnej wartości i – przede wszystkim – wyznacza sposób na życie.
To są ważne powody, dla których warto podejmować aktywność sportową. Ale prędzej przekonają one rodziców niż dzieci.
Oczywiście, nie da się tak łatwo racjonalnymi argumentami przekonać dzieci, które dzisiaj często uczą się świata wyłącznie z ekranów komputera. Trzeba im pokazać, że sport to przede wszystkim zabawa, pasja, przyjemność. Niestety, zdarza się, że część rodziców i trenerów idzie w złym kierunku, budując w dzieciach przekonanie, że sport to wyłącznie rywalizacja i zdobywanie medali.
Z uwagą obserwuję dzieci, które przyjeżdżają na regaty do Trójmiasta. Wraz z nimi jedzie sztab rodziców, opiekunów, trenerów – wszyscy po to, by razem z dzieckiem wygrać zawody. Myślę sobie wtedy, że to szaleństwo i że trzeba tym rodzicom przemówić do rozsądku. Uważam, że – niezależnie od dyscypliny – sport do 12 r. ż. powinien być traktowany jak zabawa. Dzieci powinny przede wszystkim przeżywać przygody i czerpać z nich przyjemność. Dopiero później, gdy odkryją swój talent i motywację do intensywnej pracy – można myśleć o przejściu na zawodowstwo. Kiedy widzę, że już siedmiolatek zaczyna wygrywać, a rodzice kładą na to duży nacisk, zapala mi się w głowie czerwona lampka. Dlatego podkreślam: dajmy dzieciom czas na przeżywanie dzieciństwa.
Połączył Pan sportowe pasje z biznesowym podejściem, ale też zajmuje się Pan działalnością społeczną. Która z tych dziedzin życia jest Panu obecnie najbliższa?

Całe szczęście, mam możliwość działania we wszystkich tych dziedzinach i staram się nie zaniedbywać żadnej z nich. Patrząc na moje dorosłe życie, przez dwadzieścia lat zajmowałem się głównie sportem. Stał się on dla mnie trampoliną do pozostałych aktywności. Obecnie może mniej jestem sportowcem, a bardziej przedsiębiorcą. Sporo czasu poświęcam też działaniom społecznie odpowiedzialnym, szczególnie tym skierowanym do dzieci w trudnej sytuacji życiowej.
Mój idealny dzień to taki, w którym łączę wszystkie aktywności: pracę społeczną, sprawy biznesowe i – najważniejsze – życie prywatne. Na przykład dziś po pracy w Fundacji Gdańskiej oraz po spotkaniach biznesowych razem z rodziną jedziemy rowerami do klubu sportowego. W ten sposób próbuję zachować równowagę pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym. Pracuję najintensywniej, jak to możliwe, w pełni wykorzystując czas i łącząc przyjemne z pożytecznym.
Kamil Dąbrowa, dyrektor Programu 1. Polskiego Radia, popularyzator biegania, powiedział kiedyś: „Masowo uprawiany sport - biegi narciarskie, biegi uliczne, jazda na rowerze – zmienia polskie społeczeństwo”. Co Pan o tym sądzi?

Podpisuję się pod tym zdecydowanie. Sport to nie tylko wyczyn, ale i rekreacja. To fajne i zdrowe, że zapanowała moda na sportowy styl życia. Ludzie biegają, jeżdżą na rowerach, chodzą po górach, żeglują na łódkach. Sport pozwala im się ze sobą spotykać, poznawać nowe osoby. Moja żona startuje w maratonach i często opowiada mi, jakie miłe sytuacje zdarzają się podczas biegu. Ludzie przychodzą na start uśmiechnięci, pomagają sobie, poznają się i rozmawiają. Tego typu wydarzenia dają poczucie współuczestniczenia i bycia w grupie.
Myślę jednak, że ważniejszą rolę w budowaniu wspólnoty obywatelskiej pełnią spotkania takie jak Pomorski Kongres Obywatelski. Spotkanie pod hasłem „Jakość życia Pomorzan”, w którym uczestniczyłem w kwietniu, zrobiło na mnie duże wrażenie. Spotkałem tam setki osób zaangażowanych w dyskusję na temat przyszłości regionu, w którym pracują i żyją.

A jak się Panu podoba życie na Pomorzu?
Pomorze to miejsce, w którym mieszkają wspaniali ludzie. Mam okazję poznawać ich od ponad pięciu lat – bo tyle czasu minęło od mojej przeprowadzki z rodziną z Warszawy do Gdańska. Nie mieliśmy pojęcia, jak potoczy się nasze życie tutaj, ale dziś możemy powiedzieć, że była to dobra decyzja. Co więcej, nie tylko my ją podjęliśmy – wielu moich znajomych przeniosło do Trójmiasta całe swoje życie. I wcale się temu nie dziwię. Trzy miasta, a każde jest inne. Gdańsk – odkąd pamiętam moje ulubione miejsce w Polsce. W Sopocie człowiek odpoczywa i cały czas czuje się jak na urlopie. Gdynia z kolei to młode, nowoczesne miasto, które stale się rozwija. Każde z miast trochę rywalizuje ze sobą, dzięki czemu nieustannie powstają nowe idee, ciekawe projekty, wspaniałe wydarzenia. Tempo życia jest inne niż w Warszawie, żyje się wolniej i spokojniej – chyba dlatego też mieszkańcy Pomorza są po prostu szczęśliwsi.
Rozmawiała Magdalena Iwanowska
***
Mateusz Kusznierewicz - sportowiec, przedsiębiorca i promotor działalności społecznej. Najlepszy polski żeglarz XX wieku. Panelista X Kongresu Obywatelskiego, który odbędzie się 7 listopada 2015 r. w Warszawie.
Wywiad został opublikowany w publikacji "Jakość życia Pomorzan", dostępnej na:
http://www.kongresobywatelski.pl/wp-content/uploads/2015/10/WiS-66.pdf