
Nie jestem prorokiem końca epoki szklanego ekranu. Uważam, że telewizja przetrwa, ale będzie już istniała bez większych zmian – podobnie jak od dziesięcioleci radio.
REKLAMA
Coraz mniejsza liczba osób trzyma w domu telewizor. Wielki ekran, pięć pilotów do trzech dekoderów, DVD i Blu Ray. Kolejne umowy, kolejne PINy, kolejne użeranie się z obrazem, dźwiękiem, awariami i infoliniami. Oraz niezawodnymi reklamami, które ogłuszają, a nie tak łatwo znaleźć odpowiedni pilot, by ściszyć. Potem następuje pasmo polecanych programów, które zna się już na pamięć, następnie niespodziewanie znów pojawiają się reklamy, a po nich już dalsza część programu, o którym zdążyliśmy już zapomnieć. Jednorazowo stracone dwadzieścia minut, a przez postępującą reklamową nerwicę dwadzieścia lat życia.
Już dawno zrezygnowałem z tej wątpliwej rozrywki. Wszystkie programy oglądam w sieci. Nie muszę wyczekiwać powtórek, gdy coś przegapiłem, nie muszę tracić czasu na opowieści o maściach do protez i lekach na biegunkę.
Spójrzmy prawdzie w oczy – dyrektorzy programowi nie są geniuszami, są pilnymi obserwatorami świata dookoła. Zrozumieli, że ludzie chcą władzy. Władzę daje Internet, który pozwala swobodnie wymieniać się treściami, opiniami i samemu układać sobie program rozrywkowy. Taką władzę po części starają nam się dać tworząc coraz bardziej interaktywne telewizje, które – przynajmniej w teorii – dają ludziom względną władzę poprzez publikowane na wizji smsy, telefony na żywo czy różnego rodzaju głosowania. Coraz częściej do studia zaprasza się nie tylko celebrytów, ale zwykłych ludzi, którzy wypierają specjalistów i opowiadają swoje „z życia wzięte” historie z morałami. Najlepszym tego przykładem jest nowy projekt TTV – Twoja Telewizja, który łączy w swoim kanale treści informacyjne, publicystyczne i poradnikowe, starając się docierać do zwykłych ludzi.
Same odbiorniki są coraz bardziej przyjazne. Doszliśmy do momentu, w którym telewizory z nami rozmawiają, przypominają kiedy mamy wyjąć pranie i życzą nam dobranoc wyłączając się tak, byśmy nie zaspali do pracy.
Dużo się zmienia, zarówno w technologii jak i w podejściu ludzi telewizji do przeciętnego widza. Jednak wątpię, by czekało nas jeszcze więcej rewolucji, gdyż Internet zawsze wygra ilością i dowolnością treści. Nie pomogą filmy na czekanie, nawet gdy ich ilość wzroście stukrotnie, gdyż w tym samym czasie ilość filmów w Internecie wzrośnie tysiąckrotnie. A same wielkie, nowoczesne plazmy czy inne LCD wiszące na ścianach? Przydadzą się. Jako monitory podłączone do naszych laptopów, na których będziemy oglądać filmy. Oczywiście z Internetu.
Już dawno zrezygnowałem z tej wątpliwej rozrywki. Wszystkie programy oglądam w sieci. Nie muszę wyczekiwać powtórek, gdy coś przegapiłem, nie muszę tracić czasu na opowieści o maściach do protez i lekach na biegunkę.
Spójrzmy prawdzie w oczy – dyrektorzy programowi nie są geniuszami, są pilnymi obserwatorami świata dookoła. Zrozumieli, że ludzie chcą władzy. Władzę daje Internet, który pozwala swobodnie wymieniać się treściami, opiniami i samemu układać sobie program rozrywkowy. Taką władzę po części starają nam się dać tworząc coraz bardziej interaktywne telewizje, które – przynajmniej w teorii – dają ludziom względną władzę poprzez publikowane na wizji smsy, telefony na żywo czy różnego rodzaju głosowania. Coraz częściej do studia zaprasza się nie tylko celebrytów, ale zwykłych ludzi, którzy wypierają specjalistów i opowiadają swoje „z życia wzięte” historie z morałami. Najlepszym tego przykładem jest nowy projekt TTV – Twoja Telewizja, który łączy w swoim kanale treści informacyjne, publicystyczne i poradnikowe, starając się docierać do zwykłych ludzi.
Same odbiorniki są coraz bardziej przyjazne. Doszliśmy do momentu, w którym telewizory z nami rozmawiają, przypominają kiedy mamy wyjąć pranie i życzą nam dobranoc wyłączając się tak, byśmy nie zaspali do pracy.
Dużo się zmienia, zarówno w technologii jak i w podejściu ludzi telewizji do przeciętnego widza. Jednak wątpię, by czekało nas jeszcze więcej rewolucji, gdyż Internet zawsze wygra ilością i dowolnością treści. Nie pomogą filmy na czekanie, nawet gdy ich ilość wzroście stukrotnie, gdyż w tym samym czasie ilość filmów w Internecie wzrośnie tysiąckrotnie. A same wielkie, nowoczesne plazmy czy inne LCD wiszące na ścianach? Przydadzą się. Jako monitory podłączone do naszych laptopów, na których będziemy oglądać filmy. Oczywiście z Internetu.