
Robert Kuta budzi skrajne emocje. Robert Kuta uważa się za najsławniejszego artystę na świecie. Artystę przez wielkie "A".
REKLAMA
Robert Kuta: Jezu, ile pytań...
Patryk Chilewicz: No tak, musiałem sobie przygotować wstępne pytania, żeby nie pogubić się.
No dobra, ale będzie krótko, zwięźle i na temat. Natemat!
Zobaczymy... Ile kosztuje bycie Robertem Kutą?
To zależy od dnia i tego gdzie jestem. Na przykład dzisiaj – dzisiaj jesteśmy w Warszawie, cały dzień kosztował mnie pięćdziesiąt złotych.
A jak jesteś w Paryżu?
Wtedy oczywiście koszta wyższe, mnożymy tę kwotę co najmniej razy dziesięć. Tak naprawdę Robert Kuta kosztuje od pięćdziesięciu złotych do stu tysięcy dziennie.
A sto tysięcy kiedy?
Obrazy, projekty, sesje zdjęciowe...
Z czego się utrzymujesz?
Ze swojej sztuki, ze zleceń. Pracuję jednocześnie we Francji i w Polsce, sprzedaję regularnie swoje dzieła.
Czyli ze sztuki da się utrzymać?
Zdecydowanie da się.
A ile kosztują Twoje obrazy?
To jest jeden z mitów dotyczących Roberta Kuty! Moje obrazy i rysunki potrafią mieć zawrotne ceny, ale mogą kosztować też 99 groszy. Wszystko zależy od chwili, od miejsca, od tego co to jest i dla kogo.
Kto kupuje Twoją sztukę?
To jest bardzo wyselekcjonowana grupa odbiorców, głównie moi wpływowi znajomi.
Nie będę ukrywał tego, że wiem o Twoim parciu na szkło. Każdy z nas je ma, każdy z nas chce w jakiś sposób wypłynąć i być zauważonym. Jak radzisz sobie z różnymi hejterami, a wiem, że masz ich sporo, podobnie jak ja.
Ja ich uwielbiam! Oni są fenomenalni!
Nie wkurza Cię to wszystko?
Nie, właśnie odwrotnie. Oni sami nakręcają całą tę sytuację negując całą konwencję i całego Roberta Kutę. Serdecznie pozdrawiam!
Dlaczego wyjechałeś do Paryża?
Po pierwsze: kocham Paryż. Studiowałem tam i to był fenomenalny czas w moim życiu, dużo się wtedy nauczyłem. Tam jest to, o co mi naprawdę chodzi czyli moda i sztuka, ale w pełnym wymiarze, a nie tak jak w Polsce, na pół gwizdka. Tam faktycznie czuć atmosferę wielkiej sztuki, którą jest także moda, ta atmosfera totalnie wpływa na to co robię. W Paryżu tak naprawdę odnalazłem swoje miejsce, to moje naturalne środowisko.
Studiowałeś w Paryżu, ale wcześniej w Poznaniu, w Warszawie, w Krakowie... Tam się zresztą poznaliśmy. Często zmieniasz swój adres, o co chodzi?
Ja lubię zmieniać otoczenie. Siedząc i pracując w jednym miejscu po jakimś czasie popadasz w rutynę. Niecierpię rutyny, nie cierpię się nudzić. Na szczęście nigdy mi się to nie zdaża, bo nuda jest w nas, a nie na zewnątrz, a ja nie jestem nudnym człowiekiem. To są wspaniałe doświadczenia – cały czas spotykasz nowych ludzi, poznajesz nowe, inspirujące rzeczy.
Planujesz kolejne przenosiny do innego miasta?
Bardzo poważnie myślę o Nowym Jorku, chociaż chcę jeszcze trochę pomieszkać w Paryżu, ale jutro może mi się to zmienić, mogę się spakować i wyruszyć gdzie indziej. Robert Kuta to jedna wielka niewiadoma.
Skąd czerpiesz swoje inspiracje? Są artyści, którzy inspirują się sprawami społecznymi, politycznymi, ich sztuka jest w jakiś sposób zaangażowana. A Ty?
Ja mam trochę inaczej, mnie jest w stanie zainspirować do działań praktycznie wszystko, każdy najmniejszy szczegół, nawet twój kapelusz. Poza tym jestem totalnie otwartą osobą, która ma dużo szczęścia w życiu, inspiracje same do mnie ciągną. Czegokolwiek bym się nie dotknął, wszystko obraca się w złoto.
Teraz kącik „Pani Domu”...
Poczekaj, pokażę Ci swoje hafty!
Mówisz, że masz dużo szczęścia. W życiu osobistym również?
Ha, ha! Na temat życia osobistego nie będę się wypowiadał publicznie.
Dlaczego?
To jest moja sfera prywatna, totalnie odcinam ją od mojej twórczości.
Ale zdajesz sobie sprawę, że skandale, plotki i romanse są najbardziej sprzedawalne i najlepiej promują.
Tak, tak, wiem dokładnie. Pamiętam jakie w Krakowie krążyły plotki, ludzie chcieli wiedzieć jak mieszka Robert Kuta. Czy w melinie, totalnym syfie czy złote klamki i luksusy.
Ja daje ludziom to, co mam ochotę dać, nic więcej. Sam decyduję jak bardzo chcę się otworzyć przed innymi. Mój związek z Kate Moss już się rozleciał, nie mamy do czego wracać. Zostały mi tylko fotografie...
A jak to wszystko się zaczęło? Skąd wziąłeś na siebie pomysł?
Ja się taki po prostu urodziłem. Od małego miałem jakieś dziwne zabawy, wymyślałem sobie programy telewizyjne, w których byłem i prowadzącym i gwiazdą. Potem przyszedł czas liceum i bardziej świadoma kreacja, której jestem wierny do dziś, jak widzisz. Szczerość i totalna autentyczność pozwoliły mi się w tym wszystkim nie pogubić, choć jest to zaprzeczeniem tego co aktualnie robię. Prawda jest u mnie kłamstwem i na odwrót, to dla mnie naturalne, to widać w mojej twórczości. Ja stwarzam przyszłość. To co robię stanie się za chwilę.
Angażujesz się też w modowe inicjatywy, współpracujesz ze Zuo Corp, Gosią Baczyńską, Model Plus... Widzisz swoją przyszłość w świecie mody, czy to odskocznia od tworzenia, chwilowy romans?
Skupiam się na tworzeniu piękna. Mogą to być obrazy, ale mogą to być też użytkowe przedmioty. Dla mnie priorytetem jest piękno. Otaczam się pięknymi rzeczami i chcę to też podarować innym. Nie wchodzę do sklepów, gdzie sprzedają gówniane rzeczy, bo to mnie zwyczajnie obraża.
Lubię współpracować z projektantami, wymyślać dla nich wzory na materiały. To jest niesamowite połączenie, które w Polsce jeszcze nie jest do końca znane. Dwa różne światy, sztuki i mody, łączą się i tworzą fenomenalne rzeczy.
Myślałeś kiedyś o jakieś własnej linii ubrań? Pytam bo wiem, że Justin Iloveyou wypuściło kiedyś serię t-shirtów z Twoją podobizną. Chciałbyś mieć coś swojego?
Ubrań nie chciałbym robić, tego jest na pęczki. Kieruję się bardziej w stronę wspomnianych już przedmiotów użytkowych, dizajnu. Jeśli kiedyś powstanie moja autorska kolekcja dizajnu, to bardzo limitowana, kilka sztuk rocznie. Nie chcę być Ikeą.
To teraz kącik „Gala”: mówiłeś, że od dzieciństwa miałeś na siebie pomysł, już jako dzieciak tworzyłeś swoje światy i swoje happeningi. Jak na to reagowała Twoja rodzina?
A jak miała zareagować?
Wiesz dobrze, że bywa różnie. Mogli na Ciebie nakrzyczeć, spuścić Ci lanie i kazać grać w piłkę, a nie zajmować się jakimiś pedalskimi rzeczami.
Nie, nie. Nikt nigdy nie ingerował w to co, dlaczego i jak robię. Robert Kuta to sto procent autentyczności i sto procent mnie, nikogo więcej. Jestem zupełnie wolny, mam wsparcie swoich bliskich i ich pełną akceptację. Oni widzą, że odnoszę sukcesy i cieszą się z tego.
A co dalej, Robert?
Jeszcze więcej sławy!
Po rozstaniu z Kate Moss jesteś dobrze przyjmowany w Londynie czy rozeszła się plotka?
W Londynie średnio, skupiam się na konkretnych sprawach w Paryżu. Szczegółów jeszcze niestety nie mogę zdradzić. Dużo rzeczy przede mną.
Patryk Chilewicz: No tak, musiałem sobie przygotować wstępne pytania, żeby nie pogubić się.
No dobra, ale będzie krótko, zwięźle i na temat. Natemat!
Zobaczymy... Ile kosztuje bycie Robertem Kutą?
To zależy od dnia i tego gdzie jestem. Na przykład dzisiaj – dzisiaj jesteśmy w Warszawie, cały dzień kosztował mnie pięćdziesiąt złotych.
A jak jesteś w Paryżu?
Wtedy oczywiście koszta wyższe, mnożymy tę kwotę co najmniej razy dziesięć. Tak naprawdę Robert Kuta kosztuje od pięćdziesięciu złotych do stu tysięcy dziennie.
A sto tysięcy kiedy?
Obrazy, projekty, sesje zdjęciowe...
Z czego się utrzymujesz?
Ze swojej sztuki, ze zleceń. Pracuję jednocześnie we Francji i w Polsce, sprzedaję regularnie swoje dzieła.
Czyli ze sztuki da się utrzymać?
Zdecydowanie da się.
A ile kosztują Twoje obrazy?
To jest jeden z mitów dotyczących Roberta Kuty! Moje obrazy i rysunki potrafią mieć zawrotne ceny, ale mogą kosztować też 99 groszy. Wszystko zależy od chwili, od miejsca, od tego co to jest i dla kogo.
Kto kupuje Twoją sztukę?
To jest bardzo wyselekcjonowana grupa odbiorców, głównie moi wpływowi znajomi.
Nie będę ukrywał tego, że wiem o Twoim parciu na szkło. Każdy z nas je ma, każdy z nas chce w jakiś sposób wypłynąć i być zauważonym. Jak radzisz sobie z różnymi hejterami, a wiem, że masz ich sporo, podobnie jak ja.
Ja ich uwielbiam! Oni są fenomenalni!
Nie wkurza Cię to wszystko?
Nie, właśnie odwrotnie. Oni sami nakręcają całą tę sytuację negując całą konwencję i całego Roberta Kutę. Serdecznie pozdrawiam!
Dlaczego wyjechałeś do Paryża?
Po pierwsze: kocham Paryż. Studiowałem tam i to był fenomenalny czas w moim życiu, dużo się wtedy nauczyłem. Tam jest to, o co mi naprawdę chodzi czyli moda i sztuka, ale w pełnym wymiarze, a nie tak jak w Polsce, na pół gwizdka. Tam faktycznie czuć atmosferę wielkiej sztuki, którą jest także moda, ta atmosfera totalnie wpływa na to co robię. W Paryżu tak naprawdę odnalazłem swoje miejsce, to moje naturalne środowisko.
Studiowałeś w Paryżu, ale wcześniej w Poznaniu, w Warszawie, w Krakowie... Tam się zresztą poznaliśmy. Często zmieniasz swój adres, o co chodzi?
Ja lubię zmieniać otoczenie. Siedząc i pracując w jednym miejscu po jakimś czasie popadasz w rutynę. Niecierpię rutyny, nie cierpię się nudzić. Na szczęście nigdy mi się to nie zdaża, bo nuda jest w nas, a nie na zewnątrz, a ja nie jestem nudnym człowiekiem. To są wspaniałe doświadczenia – cały czas spotykasz nowych ludzi, poznajesz nowe, inspirujące rzeczy.
Planujesz kolejne przenosiny do innego miasta?
Bardzo poważnie myślę o Nowym Jorku, chociaż chcę jeszcze trochę pomieszkać w Paryżu, ale jutro może mi się to zmienić, mogę się spakować i wyruszyć gdzie indziej. Robert Kuta to jedna wielka niewiadoma.
Skąd czerpiesz swoje inspiracje? Są artyści, którzy inspirują się sprawami społecznymi, politycznymi, ich sztuka jest w jakiś sposób zaangażowana. A Ty?
Ja mam trochę inaczej, mnie jest w stanie zainspirować do działań praktycznie wszystko, każdy najmniejszy szczegół, nawet twój kapelusz. Poza tym jestem totalnie otwartą osobą, która ma dużo szczęścia w życiu, inspiracje same do mnie ciągną. Czegokolwiek bym się nie dotknął, wszystko obraca się w złoto.
Teraz kącik „Pani Domu”...
Poczekaj, pokażę Ci swoje hafty!
Mówisz, że masz dużo szczęścia. W życiu osobistym również?
Ha, ha! Na temat życia osobistego nie będę się wypowiadał publicznie.
Dlaczego?
To jest moja sfera prywatna, totalnie odcinam ją od mojej twórczości.
Ale zdajesz sobie sprawę, że skandale, plotki i romanse są najbardziej sprzedawalne i najlepiej promują.
Tak, tak, wiem dokładnie. Pamiętam jakie w Krakowie krążyły plotki, ludzie chcieli wiedzieć jak mieszka Robert Kuta. Czy w melinie, totalnym syfie czy złote klamki i luksusy.
Ja daje ludziom to, co mam ochotę dać, nic więcej. Sam decyduję jak bardzo chcę się otworzyć przed innymi. Mój związek z Kate Moss już się rozleciał, nie mamy do czego wracać. Zostały mi tylko fotografie...
A jak to wszystko się zaczęło? Skąd wziąłeś na siebie pomysł?
Ja się taki po prostu urodziłem. Od małego miałem jakieś dziwne zabawy, wymyślałem sobie programy telewizyjne, w których byłem i prowadzącym i gwiazdą. Potem przyszedł czas liceum i bardziej świadoma kreacja, której jestem wierny do dziś, jak widzisz. Szczerość i totalna autentyczność pozwoliły mi się w tym wszystkim nie pogubić, choć jest to zaprzeczeniem tego co aktualnie robię. Prawda jest u mnie kłamstwem i na odwrót, to dla mnie naturalne, to widać w mojej twórczości. Ja stwarzam przyszłość. To co robię stanie się za chwilę.
Angażujesz się też w modowe inicjatywy, współpracujesz ze Zuo Corp, Gosią Baczyńską, Model Plus... Widzisz swoją przyszłość w świecie mody, czy to odskocznia od tworzenia, chwilowy romans?
Skupiam się na tworzeniu piękna. Mogą to być obrazy, ale mogą to być też użytkowe przedmioty. Dla mnie priorytetem jest piękno. Otaczam się pięknymi rzeczami i chcę to też podarować innym. Nie wchodzę do sklepów, gdzie sprzedają gówniane rzeczy, bo to mnie zwyczajnie obraża.
Lubię współpracować z projektantami, wymyślać dla nich wzory na materiały. To jest niesamowite połączenie, które w Polsce jeszcze nie jest do końca znane. Dwa różne światy, sztuki i mody, łączą się i tworzą fenomenalne rzeczy.
Myślałeś kiedyś o jakieś własnej linii ubrań? Pytam bo wiem, że Justin Iloveyou wypuściło kiedyś serię t-shirtów z Twoją podobizną. Chciałbyś mieć coś swojego?
Ubrań nie chciałbym robić, tego jest na pęczki. Kieruję się bardziej w stronę wspomnianych już przedmiotów użytkowych, dizajnu. Jeśli kiedyś powstanie moja autorska kolekcja dizajnu, to bardzo limitowana, kilka sztuk rocznie. Nie chcę być Ikeą.
To teraz kącik „Gala”: mówiłeś, że od dzieciństwa miałeś na siebie pomysł, już jako dzieciak tworzyłeś swoje światy i swoje happeningi. Jak na to reagowała Twoja rodzina?
A jak miała zareagować?
Wiesz dobrze, że bywa różnie. Mogli na Ciebie nakrzyczeć, spuścić Ci lanie i kazać grać w piłkę, a nie zajmować się jakimiś pedalskimi rzeczami.
Nie, nie. Nikt nigdy nie ingerował w to co, dlaczego i jak robię. Robert Kuta to sto procent autentyczności i sto procent mnie, nikogo więcej. Jestem zupełnie wolny, mam wsparcie swoich bliskich i ich pełną akceptację. Oni widzą, że odnoszę sukcesy i cieszą się z tego.
A co dalej, Robert?
Jeszcze więcej sławy!
Po rozstaniu z Kate Moss jesteś dobrze przyjmowany w Londynie czy rozeszła się plotka?
W Londynie średnio, skupiam się na konkretnych sprawach w Paryżu. Szczegółów jeszcze niestety nie mogę zdradzić. Dużo rzeczy przede mną.