Nie cierpię randek, naprawdę. Zwłaszcza pierwszych. Trzeba się spotkać z obcą osobą, okazywać entuzjazm, pokazywać się tylko z dobrej strony, a do tego jeszcze wymieniać swoimi przeżyciami, opiniami i zainteresowaniami. Z obcą osobą. Masakra!

REKLAMA
Bardzo chciałbym, żeby sytuacja wygląda tak: ludzie wymieniają się swoimi portfolio, przekazują sobie CV i listy polecające od poprzednich partnerek / partnerów i na podstawie castingu decydują się o ewentualnym spotkaniu bądź też odmowie.
Ułatwiłoby to sprawę praktycznie wszystkim. Ile razy spotykaliśmy się z kimś, kto teoretycznie miał być naprawdę cool, a okazywało się, że niestety, jest to jakiś dramat? Ile razy zwiewaliście z randek w stylu Julii Roberts albo pisaliście ukradkiem do koleżanki, żeby udawała babcię mającą właśnie wylew?
Pomijając kwestię, że to nie fair w stosunku do babci, ale też w stosunku do randki. Uciekanie przed kimś, z kim nie chce dzielić się ani łóżka, ani życia nie jest fajne. Mimo wszystko randka nie zawiniła niczym specjalnym i zasługuje na odrobinę szacunku. A uciekając, ściemniając, krzycząc przez ramię "to się zdzwonimy" nie okazujemy go, przykro mi. Nawet wtedy gdy przeprosimy i powiemy "cześć".
Nie wiem dlaczego nie powstał jeszcze Goldenline dla singli. Pisalibyśmy tam z kim i ile byliśmy, na jakim stanowisku, czego oczekujemy i jakie warunki współpracy nam pasują. Czy jesteśmy mobili czy nie, czy posiadamy prawo jazdy kategorii C (cokolwiek to oznacza) i czy skończyliśmy kierunek studiów, który nie żenuje potencjalnego partnera / partnerki.
Inaczej naprawdę nie zapowiada się to dobrze. Czas ucieka, a przecież poza randkami (jaka jest dopuszczalna ilość randek w tygodniu? czy można się od tego uzależnić?) jest jeszcze praca, dom, rodzina / przyjaciele, seriale i inne sprawy, których się nie ominie. Randko, nie mam na ciebie czasu. Wyślij mi swoje CV to odpiszę. Jeśli nie chrapiesz zbyt głośno.