Czasami nie mam już siły. Ja nie wiem - czy to ja jestem za bardzo abstrakcyjny czy ludzie za bardzo przyziemni?

REKLAMA
Miesiąc temu, będąc w stanie wolnym bardzo chciałem umówić się z chłopakiem, który od dawna już był w kręgu moich zainteresowań. Po kilku niezbyt fortunnych podejściach (zdecydowanie nie jestem mistrzem podrywu) chłopak odprawił mnie z kwitkiem, ale to jest najmniej istotna część tej opowieści. - Ja się ciebie boję Pat. Ty wszystko opisujesz w sieci, każdy drobny szczegół - zaczął mi wyjaśniać. - Jesteś ekstrawertykiem, to mnie przerasta - dodał.
Ręce mi opadły. Ja wiem, że mając na podorędziu trzy tysiące znajomych na facebooku, pisząc o swoim życiu na dwóch portalach społecznościowych i dwóch blogach mogę sprawiać wrażenie osoby nie posiadającej żadnych skrupułów i z podłą satysfakcją opisującą najdrobniejsze przeżycia emocjonalno - towarzysko - erotyczne, ale przeanalizujmy, proszę!
Piszę dużo, lubię pisać, a niektórzy nawet też to lubią. Nie przypominam sobie, żebym od dobrych kilku lat użył jakiegokolwiek imienia, wyjawił jakąkolwiek osobistą lub powierzoną mi tajemnicę. Wręcz przeciwnie - nawet jeśli wykorzystuję czyjąś osobistą historię, to zmieniam jej szczegóły na tyle, że nie zdarzyło się jeszcze kiedyś, by czyjakolwiek tożsamość została ujawniona.
Szczerość? Bezpośredniość? Wyśmiewanie hipokryzji i zwykłego lamerstwa? Błagam!. Jeśli komuś przeszkadza, że zamiast owijać w bawełnę, zabawiać się w pensjonarkę zalotnie trzepiącą rzęsami i udawać przygłupa mówię wprost czego oczekuję, wymagam i oferuję to ja naprawdę nie mam już siły. Nie mam słów. Wychodzę.
To, co dotychczas uważałem za jedną ze swoich największych zalet okazuje się moim przekleństwem, skutecznie zrażając do mnie ludzi. Nie musi mi się wszystko podobać i nie muszę się wiecznie uśmiechać. Wkurzam się na tych wszystkich jełopów wstawiających zdjęcia modeli na fejsie, piszących i fotografujących swoje posiłki, specjalistów od wszystkiego i wszystkolubiących, miłych, sympatycznych i uśmiechniętych chłopców.
I nie, nie mogę się bardziej wyluzować. Jestem wyluzowany. Nawet czytacie moje nazwisko "czilewicz", chociaż ani ja z Chile, ani z Chilli Zet. I po co mam się luzować na miłych-sympatycznych-nieszczerych? To jakaś nowa moda na bycie dobrym i miłym? Nie mam pojęcia gdzie ci ludzie wylewają swoje frustracje, trochę mnie to stresuje.
Mam nadzieję, że nie skończy się to masowymi samobójstwami sympatycznych przedstawicieli środowisk młodzieżowych, którzy nie poradzili sobie ze swoją sympatycznością. Albo, że nie dojdzie do morderstw, bo milusińskim skończy się limit, a żółć rozleje się po organizmie.
Wkurzają się na mnie, bo psuję ich idealny świat złożony z wzajemnie miłych dla siebie ludzi, którzy jeśli istnieją naprawdę, to chyba popołudniami muszą radośnie puszczać latawce na Polach Mokotowskich. A takich ludzi to ja zdecydowanie, dziękuję, nie chcę znać. Amen.