REKLAMA
- ty kurwo pospolita! – ukochuje swoją żonę sąsiad z bloku obok. codziennie, wczesnym popołudniem. widocznie stęskniony wraca z pracy do szczęśliwej wybranki. – ty śmierdzący wale! – odpowiada mu w miłosnym uniesieniu. osiedlowe love story. w mieszkaniu, na klatce, przed blokiem, przy trzepaku. tyle lat razem, a tu nadal spontaniczność silniejsza od potrzeby intymności. jeszcze tylko trzask garem, potem drzwiami i odpoczynek do kolacji. wtedy to znowu zatańczą, gołąbeczki.
cisza nas nudzi. jedni skończyli, znaczy zrobili miejsce następnym. „pszczółka maja sobie lata” dudni sąsiad obok. raz za razem. bis za bisem. wszyscy znamy już słowa, ale jak tylko zaczynamy wreszcie wpadać w rytm, do akcji wchodzą techno hity. nie będzie osiedlowego chóru, bo ani to rytmiczne, ani wpadającego w ucho refrenu. blok nie podoła.
czekamy dalej. na windę. dziś jest dobry dzień, bo winda działa, ba nawet wszystkie dwie. a obok promocja. piątkowy obiadek tego spod 30, na wpół przetrawiony. zastygł już niemal, ale złośliwie sam sprzątnąć się nie chcę. cham! szydzi ze mnie, aż pies płacze.
w windzie obowiązuje absolutny savoir vivre. - dzień dobry- współtowarzysz, ludzki pan. kulturalny, psa tłucze butelką po hop coli, a mógł z kopyta, bo nie będzie go bydle obwąchiwać. i nie zaciąga się wcale, mimo, że papieros tli się niespokojnie, czyli marnuje właściwie.
jeszcze tylko przyjęcie ciosu wzrokowego od niewiasty z wiecznym zatwardzeniem na twarzy i już można uciekać. tylko dokąd?
- miłuj bliźniego swego – dowcipkuje diabeł. osiedle z wielkiej płyty zrywa boki ze śmiechu.
cisza nas nudzi. jedni skończyli, znaczy zrobili miejsce następnym. „pszczółka maja sobie lata” dudni sąsiad obok. raz za razem. bis za bisem. wszyscy znamy już słowa, ale jak tylko zaczynamy wreszcie wpadać w rytm, do akcji wchodzą techno hity. nie będzie osiedlowego chóru, bo ani to rytmiczne, ani wpadającego w ucho refrenu. blok nie podoła.
czekamy dalej. na windę. dziś jest dobry dzień, bo winda działa, ba nawet wszystkie dwie. a obok promocja. piątkowy obiadek tego spod 30, na wpół przetrawiony. zastygł już niemal, ale złośliwie sam sprzątnąć się nie chcę. cham! szydzi ze mnie, aż pies płacze.
w windzie obowiązuje absolutny savoir vivre. - dzień dobry- współtowarzysz, ludzki pan. kulturalny, psa tłucze butelką po hop coli, a mógł z kopyta, bo nie będzie go bydle obwąchiwać. i nie zaciąga się wcale, mimo, że papieros tli się niespokojnie, czyli marnuje właściwie.
jeszcze tylko przyjęcie ciosu wzrokowego od niewiasty z wiecznym zatwardzeniem na twarzy i już można uciekać. tylko dokąd?
- miłuj bliźniego swego – dowcipkuje diabeł. osiedle z wielkiej płyty zrywa boki ze śmiechu.
