Nie był to mój pierwszy pobyt w Trento. Oczywiście mam też nadzieję, że nie ostatni. Kiedyś już odwiedziłam to urokliwe miasteczko, ale bardziej „po drodze”, kiedy jechaliśmy sobie Strada del Vino, degustując wina, które w Południowym Tyrolu i Trentino - jak dla mnie bez wyjątku - smakują wyśmienicie.
Trento (pozostane przy „mojej” nazwie) to alpejskie miasteczko, w którym najlepiej zrobić sobie wycieczkę, zaczynając właśnie od miejsca, w którym pozostawiłam auto. Zachęcona nadmiarem wolnego czasu, wybrałam się na zwiedzanie wnętrza tego zamku, w którym przez stulecia mieściła się siedziba biskupów trydenckich. Są tam bardzo ciekawe, przedstawiające życie ludzi w kolejnych miesiącach roku, malowidła na ścianach, a także ładne widoki na miasteczko.
Z pałacu wąskimi, brukowanymi uliczkami warto wyruszyć w stronę Starego Miasta i dalej na Piazza Duomo. Jak podczas każdej podróży bardzo szybko się zadomowiłam i znalazłam swoje ulubione miejsca: oczarowała mnie świetna restauracja Antico Pozzo, w której jest doskonała kuchnia, zasobna piwniczka z winami, a niedaleko wejścia – zabytkowa studnia, ale to plan idealny na kolację, na którą wybieramy się zaraz po apperitivo. W ciągu dnia zachwycały mnie nieustannie Casa Balduini i Casa Cazuffi, dwa średniowieczne domy ozdobione kolorowymi malowidłami na fasadzie, stojące przy Piazza Duomo.
Freski wykonane w drugiej połowie XV wieku znalazły swych naśladowców na innych budynkach, które znajdują się w mieście. Sceny przedstawiają namalowane w stylu renesansowym postaci z mitologii greckiej i rzymskiej oraz typowe tematy średniowiecznego moralizmu: obok postaci bogini Fortuny i Damoklesa, widnieją symbole Czasu, który wszystko niszczy i zmienia, Doświadczenia - nauczyciela życia, Bogactwa, Biedy, a także bardzo interesujące Schody cnót.
Jeśli chodzi o architekturę, to Trento przeżywało swoją świetność w XVI wieku, kiedy w mieście, które charakteryzowała gotycka architektura, pojawiały się kolejne renesansowe budynki.
Poza budynkami i ich architekturą, no i oczywiście jedzeniem i winem, jest jeszcze jedna rzecz, która mnie urzekła. To projekt le Gallerie Piedicastello. W dawnych dwóch tunelach (ponad 290 metrów długości), w których wcześniej biegła autostrada, powstało muzeum historii.
Muzeum to jednak nazwa, która zdaje się narzucać pewne ramy, więc w tym przypadku warto chyba mówić o przestrzeni, która jest dedykowana sprawom lokalnym i źródłom autonomii regionu. Są tam dwa równoległe tunele – czarny i biały. W czarnym za pomocą instalacji opowiedziane zostały historię pełne emocji, które zabierają nas na wycieczkę w głąb historii. W białym jest miejsce na wystawy tymczasowe, spotkania i kongresy. Idealne na jakiś fajny event, który sama bym chętnie zorganizowała!
A poważnie, to doskonały przykład na wykorzystanie innowacyjnej formy sztuki w przestrzeni, która stała się bezużyteczna.
