
Czuję się zażenowana oglądając większość komedii romantycznych, nie potrzebuję chodzić z przyjaciółką na zakupy, nie mam potrzeby rozmawiać o modnym kolorze lakieru do paznokci. Generalnie marny ze mnie materiał na koleżankę. Ale jest pewien typ kobiet, które cenie i których podświadomie szukam, aby nawiązać z nimi nić porozumienia. W Gdańsku spotykałam „moje kobiety” - takie jakie lubię; silne, z pasją, pomysłem. Które mają odwagę żyć i spełniać swoje marzenia.
Ania i Ewa
Ładne, miłe i stworzyły super koncept A&E Vintage Store. Jak dla mnie jak na osoby ze świata mody to już duży plus. Pokusiłabym się, aby rzec, że wróży sukces, ale chyba niestety ta branża za to akurat nie nagradza. Wszystko u dziewczyn zaczęło się od pasji wyszukiwania perełek vintage, które w pewnym momencie po prostu przestały mieścić się w szafie. I dziewczyny i ich klientki są wielbicielkami ubrań i dodatków z drugiej ręki i preferują styl slow fashion. Uważają (całkiem słusznie), że noszenie rzeczy vintage ma w sobie pewna klasę, a ubrania szyte w latach 80-tych XX wieku są często lepiej wykończone, wykonane z lepszych jakościowo tkanin, a przede wszystkim są niepowtarzalne. Do tego dochodzi idea ochrony środowiska. A&E działa na zasadzie sklepu internetowego, nowości często nawiązują bezpośrednio do tematów prezentowanych w sezonowym lookbooku (fajnie zaprezentowany vintage w kontekście współczesnym). Dziewczyny są aktywne (tworzą pop up story podczas takich imprez jak Przetwory czy Open'er) i mają ochotę na więcej. A to zawsze dobry znak.
ostatnie fot. Szymon Brzozka
Beata i Natalia
Jedna z nich wcześniej pracowała w lokalu. Druga się „kręciła”. Dowiedziały się, że jest szansa przejęcia i stworzyły świetne miejsce – kluboksięgarnie, albo jak piszą o sobie na stronie internetowej „przesiadywalnie” Cafe Fikcja. Od początku dziewczyny zostały obdarzone sporym zaufaniem i szybko wzięły się za przeprowadzenie zmian – elementy wystroju znalazły w „rupieciarni” obok i finalnie została tylko nazwa i książki. Lokal powstał na nowo dzięki ciężkiej pracy i pomocy znajomych. Dziś w Cafe Fikcja poza koncertami na tzw. before, nadal organizuje się odczyty, a także kluby językowe – na zajęcia z hiszpańskiego czy włoskiego można się umówić z nativem. Kto odwiedzi Cafe Fikcja może spotkać urocze właścicielki – dziewczyny pod wszystkim co dzieje się w lokalu mogą się podpisać i są w nim non stop.
fot. Szymon Brzozka
Tytułowa „Fajna baba”, która w Gdańsku otworzyła pierwszą „cupcakownie”. Pomysł był prosty – babeczki mają nie tylko wyglądać, ale mają też być smaczne (w sumie to niby takie oczywiste tylko w wielu miejscach po prostu nie działa). Deserowe babeczki znam już z kilku miejsc w Warszawie, ale w Gdańsku po raz pierwszy spróbowałam babeczek śniadaniowych – z serkiem, ze szczypiorkiem i warzywami. Zabrałam nawet kilka ze sobą do Warszawy. Cupcakownia „Fajne baby” zlokalizowana jest obok kościoła dzięki czemu na babeczkę często trafiają babcie z wnukami. Rozkoszny widok. Dodatkowo są warsztaty dekorowania, na które chyba sama się zapisze, kiedy następnym razem trafię do Gdańska.
Lubię takie miejsca jak Metamorfoza. A jeszcze bardziej lubię osoby, które mają odwagę taki pomysł wprowadzić w życie. Najpierw był aperitif, ale już byłam myślami przy pierwszym daniu degustacyjnym. I mimo że koleżanka, z którą byłam na degustacji mianowała się pierwszym żarłokiem RP, tego wieczoru czuję, że byłam świetnym kompanem! Była pierś z kaczki (za mało), całkiem niezły szczupak w occie z serem owczym i burakiem pieczonym, super smaczny dorsz, świetna kaczka z ćwikłami, jakkolwiek to nie brzmi – ale smakuje wyśmienicie – policzek wołowy i deser, który może większość zna z dzieciństwa, a ja do tej pory lubiłam wyłącznie za nazwę – Kogel Mogel. Zawsze zastanawiałam się jak można opisywać muzykę – jej wystarczy posłuchać- i tak i w tym przypadku – co tu dodać w Metamorfozie jedzenie wystarczy po prostu spróbować.
Ewa jest po prostu niesamowita. Jeśli ktoś szuka osoby do zadań specjalnych – to Ewa nadaje się do tego idealnie. Tylko nie wiem jak u niej z czasem. W Gdańsku wydaje się znać każdego (kogo znać warto). Nie traci też kontaktu ze stolicą. Generalnie wydaje się jakby jej dzień był dłuższy od dnia zwykłego obywatela tego kraju. Ewie się chce, a to chyba nie jest nasza cecha narodowa. Ostatnio zorganizowała BlogForumGdańsk dla - a co – jedynych 130 tysięcy osób. I pobiła wszystkie rekordy, nie mówiąc o tym, że i program był ciekawsze niż w zeszłym roku, i więcej gości specjalnych trafiło na event. Na jej miejscu bałabym się kolejnego roku, choć z drugiej strony tylko takie osoby powinno się zatrudniać w Biurach Promocji Miasta.
fot. Szymon Brzozka
