Pasja. Praca. Radość. Nie wyobrażam sobie chodzić do pracy, której nie lubię, czekać do 17 czy 18, albo jeszcze gorzej - do weekendu. Przygotowując wywiady na portal miałam ostatnio wielkie szczęście spotkać naprawdę fajnych ludzi. Ludzi, którzy uwielbiają swoją robotę, bo jest ich pasją.

REKLAMA
Ania Rocka - absolwentka warszawskiego AWF-u, jest instruktorką nurkowania NAUI (szkolenie rekreacyjne) i HSA (szkolenie osób niepełnosprawnych) w Centrum Turystki Podwodnej NAUTICA. W ciągu roku w podróży spędza 4-5 miesięcy. Zajmuje się wyjazdami i nurkowaniem w miejscach egzotycznych, a trudno lecieć na koniec świata i zobaczyć tylko podwodny świat. Więc poza nurkowaniem zwiedza. Lubi jeździć wszędzie, gdzie jeszcze nie była, ale równie chętnie wraca w miejsca dobrze znane jak Kuba, Meksyk, Hiszpania, Tajlandia, Mauritius. Mnie zapadła w pamięć historia nurkowania z rekinami, w której nurek chcąc wejść na łódź musiał wpłynąć w krąg rekinów. Ale rekiny podobno najbardziej fascynują początkujących nurków. Ania mówi, że wśród instruktorów jest powiedzenie, że niektóre nurkowania są dla nurków z wyobraźnią. Na początku nie rozróżnia się gatunków, duża ryba to duża ryba. Po kilkuset nurkowaniach jest się jednak bardzo szczęśliwym, gdy uda się wypatrzeć na przykład frog fish – rybę, która upodabnia się do podłoża. Ania wszystkim poleca nurkowania nocne, podczas których inne zwierzęta wychodzą z kryjówek, plankton świeci, jest jak w kosmosie.
Mówi, że jedno z najlepszych nurkowań w życiu miała na Socorro, nazywane meksykańskim Galapagos. Podczas nurkowania przypłynęło stado delfinów, które towarzyszyły grupie od 30 m pod wodą, aż do wynurzenia na powierzchni. Wszystkim się tak podobało, że każdy „wypompował" butlę niemal do zera, a delfiny skakały wokół łodzi. Pod wodą podoba jej się wszystko: czy to mały ślimaczek czy stado rekinów. Zawsze znajdzie coś co ją uszczęśliwia. Uwielbia ośmiornice, które chcą ukraść fajkę, mówi, że można spróbować się z nimi pobawić, ale mają tak silne macki, że za chwilę rurka nie należy już do Ciebie.
Ania ma również szczęście, bo jak mówi klient nurkowy to świetny klient. Jak są dobre nurkowania to nie szuka dziury w całym. Z założenia jadzie na nurkowy wypoczynek. Na wyjazdy z Nauticą jeżdżą pary, single, rodziny, przyjaciele. Wszyscy są na „Ty”. Jeden z klientów zaczął nurkowanie po 60-tce. Są tacy, którzy byli już na 10 wyjazdach. To już prawie przyjaźń. Ania przekonuje, że nurkowanie jest dla każdego. Stowarzyszenie, do którego należy, pokazuje, że niepełnosprawność to nie choroba i wyszkoliło już ponad 200 niepełnosprawnych osób. A kursanci od 2-3 lat wyjeżdżają wraz z Anią wyjeżdżają na egzotyczne wakacje. Nurkowania niby w tych samych miejscach i podobne, ale każde jest inne.
logo
zdjęcie: Piotr Stós, prezes CTP Nautica

Pokrzywnik 11 urządzony jest z wielkim wyczuciem smaku, ale to nie jest jego największy atut. Zdecydowaną zaletą tego miejsca jest fakt, że Pokrzywnik to nie hotel. To dom, do którego przyjeżdża się w tzw. gości. Przyjeżdża się, aby poznać, albo odwiedzić Anetę i Stefana. Po weekendzie w Pokrzywniku i podziękowaniach, które wysłaliśmy, nadszedł email: „Nam również było bardzo miło Was poznać, właśnie dlatego uwielbiamy naszą robotę”. I o to chodzi.
Stefan kupił dom w Pokrzywniku (okolice Jeleniej Góry), bo zachwyciły go niepowtarzalne pejzaże i fascynujące zabytki. Mówi, że od zawsze chciał mieć dom otwarty dla bliskich duchem osób, a właściwie przestrzeń, którą mógłby dzielić się z innymi. Wraz z Anetą postanowili stworzyć agroturystykę. Dom projektowany był bez pośpiechu - oboje kochają naturę i wszystko, co od niej pochodzi, dlatego wnętrze zostało zdominowane przez naturalne elementy: drewno, cegłę i kamień. Gospodarze zgadzają się, że Pokrzywnik 11 to raj, sprawdzony już sposób na życie. Jest to także spokojny biznes - praca, która daje radość i poczucie bycia z ludźmi, dzielenia się tym, co stworzyli. Ja wiem, że do Pokrzywnika wrócę na wiosnę, kiedy serwowane dania zdominuje to, co rośnie w warzywniaku przy domu. Teraz pokryty był śniegiem. Ale smak pasztetu z kasz i różnych rodzajów nasion pozostanie w mojej pamięci na długo. Aneta i Stefan jedzą i częstują swoich gości sezonowymi potrawami - odwiedzają zaprzyjaźnione gospodarstwa rolne, gdzie kupują wprost z ogrodu świeżą sałatę, jarmuż, pomidory, ogórki, czy młode ziemniaki. Latem i jesienią zbierają grzyby, szczaw, zioła, jagody, maliny i to wszystko serwują na stół.
Gospodarze Pokrzywnika żyją w ciszy, w otoczeniu cudownej przyrody i oryginalnych zabytków - opowiadają, że zdarzają się również Goście, którzy grają im na dworze Bacha na wiolonczeli. W ich przypadku pracę i codzienne życie oddziela cienka linia.
logo

Marek Ogień jest fotografem sportowym i lifestylowym. Jego zdjęcie z udziałem Travisa Parkera ukazało się w międzynarodowej reklamie K2 Snowboards. Zaczął zajmować się profesjonalnie fotografią, kiedy poczuł, że chce patrzeć na świat swojej pasji przez obiektyw, a nie być w obiektywie. Od dwóch sezonów jest fotografem teamowym Burna - fotografuje czworo niesamowicie utalentowanych ludzi, z którymi podróżuje i uwiecznia ich wspólną pasję do deski i śniegu. Lubi połączenie zdjęć akcji i zdjęć lifestylowych, co daje mu największą satysfakcję. Czuje, że oddają one emocje, które sam przeżywa będąc na miejscu. Uważa, że snowboarding to niesamowicie rozwinięta kultura ludzi z ogromną pasją, styl życia, który nadal jest mocno krytykowany za gówniarskie podejście do życia. Ogromną radość sprawia mu życie tym wszystkim i uwiecznianie tego, czego tak wielu ludzi nie rozumie. Ma nadzieje, że tworzy historię, która kiedyś kogoś zainspiruje do pokochania gór, śniegu i snowboardingu.
Jego praca wcale nie jest prosta. Robienie zdjęć oznacza plecak pełny sprzętu, który często trzeba nosić ze sobą w przeróżnych warunkach. Jak zapakuje wszystko, co mu może być potrzebne (lampy, obiektywy, aparat analogowy) okazuje się, że ma 30 kg na plecach. Jednak, gdy zdjęcia wychodzą świetnie, to już nie myśli o tym, że to wszystko tyle waży. Najtrudniejszą rzeczą pracując w górach jest jednak zachowanie bezpieczeństwa, szczególnie kiedy wybiera się w wysokie góry, gdzie łatwo można wpakować się w lawinę. Marek najlepsze zlecenie wystawił sobie sam. Jego marzeniem było zawsze pojechać do Stanów do Lake Tahoe. Mówi, że o tym miejscu krążyły legendy, że w nocy pada śnieg, a w dzień świeci słońce. Spędził tam dwie zimy i zakochał się kompletnie - ludzie byli niesamowicie otwarci, a pogoda jak w legendzie. Miał okazję robić zdjęcia z amerykańskimi pro snowboardzistami - niektóre z nich poszły w świat jako reklamy międzynarodowych firm snowboardowych. Ma jedno zdjęcie, które przypomina mu o tym wszystkim. Pracował właśnie z pro snowboardzistą Travisem Parkerem, który był jego guru od zawsze. Jakie ma marzenia? Chciałby przejechać całe Stany wzdłuż i wszerz, a na koniec dotrzeć na Alaskę.
logo
zdjęcie: Marek Ogień
Czy można wykonywać pracę, którą uwielbiamy? Czy można zarabiać na naszej pasji? Zdecydowanie tak. Często jednak wymaga to sporej odwagi. Odwagi, która jest konieczna do pracy i życia, z którym musimy się zmierzyć każdego dnia.