Awangardowy Pekin, chińsko-brytyjskie blaski Hongkongu, Szanghaj ze swoim życiem na poziomie ulicy i drapaczy chmur. Chłód świątyń Angkoru i ciała zmarłych rozkładające się na drzewach nad jeziorem Tonle Sap. Tęsknię za Azją.

REKLAMA
Uzależnia. Wciąga. Kusi. Lubię nawet godziny spędzone na lotniskach, w samolotach, w autobusach i na łodziach - pozwalają mi cieszyć się książkami, rozkoszować opisami krajów po których podróżuje. Porządkować wspomnienia i analizować przeżycia. Każda podroż do Azji jawi mi się jako nieprzerwana ciągłość szczęśliwych chwil. Buddyzm mówi, że nasze życie składa się tylko z chwil. Te moje, spędzone w Azji, mogłyby niczym u Goethego trwać na wieki, ale też każdej z nich z osobna piękna dodawało właśnie ich nieuchronne przemijanie. Kiedyś zapytałam koleżankę, która od lat jest pod wielkim urokiem Chin, za co je pokochała. Myślała chwilę i odpowiedziała, że czuje się tam jak w domu. Azja pozwala poczuć się bezpiecznie, zapewniając zarazem niezwykłe przeżycia, przyspiesza bicie serca, wzrusza, bawi, zaskakuje, szokuje. Jest tak bardzo nieznana, a tak bliska zarazem.
Poczucie bezpieczeństwa odzwierciedla w moim przypadku chyba najbardziej jogging. W Azji nie boję się, kiedy wybiegam o świcie. Kocham te momenty, kiedy o poranku Azjaci zaczynają dzień: kiedy tak biegnę wzdłuż ulicy mijają mnie dzieci idące do szkoły w białych bluzeczkach. Często starsze prowadzą za rękę te młodsze. Przebiegam wtedy między rozkładającymi się straganami, z niektórych unosi się już para podczas przygotowania pierożków. Zmęczone życiem, ale wypoczęte po nocy kobiety wykładają kosze pełne owoców, pan na rogu parzy już kawę, a w parku staruszkowie ćwiczą Thai Chi. Nikt mnie nie zaczepia, nikt nie krzyczy, nikt nie zwraca na siebie w nachalny sposób uwagi. Czasem słyszę tylko przyjazne "Hello" czy mijam machające do mnie dzieci. Biegnąc nie mam aparatu i każde spotkanie jest tylko moje. Nie mam też nikogo, aby się nim dzielić, tak więc pozostaje moją własnością - kiełkuje we mnie, kiedy przemierzam kolejne metry.
logo
INTOpassion.com
Poznawanie odmiennych kultur uczy tolerancji. Jeśli tylko założymy, że nasz sposób życia nie jest jedynym właściwym, otworzymy się na nowy, zupełnie odmienny świat. Świat, w którym nasza logika zawodzi, który jednak zachwyca nas swoim pięknem i nieobliczalnością. Uwielbiam, że Azja zaskakuje mnie na każdym kroku. Odkrywam te nieznane przestrzenie wszystkimi zmysłami - widzę bajeczną naturę i niezwykłą architekturę, słyszę śpiew ptaków, hałas wielomilionowych miast. Czuję dotyk wiatru i zapach przypraw na porannym targu. Stale obserwuję i analizuję, ciekawi mnie wszystko, co mnie otacza: tradycja, która na każdym kroku przeplata się z nowoczesnością, proste wartości, radości rodzinne. Pod Sajgonem odwiedziłam świątynie kaodaistyczną, w której wyznawcy tej wiary (około 5 mln na całym świecie) modlą się wspólnie z wyznawcami buddyzmu, taoizmu oraz konfucjanizmu. Wszyscy na codzienne modlitwy zakładają specjalne jednokolorowe szaty, których barwa opowiada ich wyznaniu - wyznawcy kaodaizmu zakładają białe, buddyzmu - żółte, taoizmu - niebieskie, a konfucjanizmu - czerwone. W licznych świątyniach buddyjskich można znaleźć różne hinduistyczne bóstwa. Religie się przenikają, zmieniają się i rozwijają wraz z rozwojem społeczeństw. To łączenie z pozoru przeciwstawnych elementów, które w naszym życiu bardzo często się wykluczają, jest wszechobecne w wielu aspektach azjatyckiego życia. Tradycja i nowoczesność na przykład w nowoczesnej architekturze zaskakuje i zachwyca. Drapacze chmur, banki, nowoczesne hotele i biurowce Hong Kongu, Szanghaju czy Bangkoku wykorzystują najnowocześniejsze materiały typu szkło i stal, projektowane są jednak wciąż zgodnie z zasadami feng shui. Nieostre kąty budynków mają na celu nieprzecinanie dobrej energii sąsiadującego budynku. Centra handlowe w Chinach mają fontanny lub ściany płynącej wody, która ma zapewnić stały przepływ pieniędzy. Banków strzegą posągi lwa. Zadziwiają też drobne rzeczy: w hotelu w Luang Prabang była instrukcja korzystania z pokoju; między innymi napisano, że zabrania się przyprowadzania do pokoju kobiet i mężczyzn, jeśli nie jest to żona lub mąż, w celu "uprawiania miłości". Kto w naszej zachodniej cywilizacji odważyłby się na taką zasadę? Jaka byłaby kara? Bo w komunistycznym Laosie z pewnością nie był to żart.
Narodziny, życie, śmierć - każdy etap dostarcza nowych wrażeń, jest niezwykłą opowieścią o inności dnia codziennego. Na jeziorze Tonle Sap w Kambodży znajduje się pływająca wioska. Pozbywanie się ciał dla jej mieszkańców jest proste i oczywiste. Ciała zmarłych układane są na koronach wyrastających z jeziora drzew i przykrywane jedynie materiałem. Z biegiem czasu się rozkładają. Życie i śmierć, a przede wszystkim ich współistnienie i przenikanie mogą zaskoczyć nas Europejczyków. Ale społeczeństwo Khmerów, które żyje dosłownie na grobach swoich przodków, a dzieci grają w piłkę obok tabliczek "Uwaga miny", przyzwyczaiło się, że śmierć jest częścią życia, a życie jest gwarancją kolejnego wcielenia, czy lepszego czy gorszego to już zależy od tego, jak zdecydowaliśmy się je przeżyć.
Piękno i zachwyt ma w Azji bardzo różny wymiar, to zależy w jakiej duszy może się przejrzeć, w czyim sercu może się zanurzyć. Ja pokochałam malowane światłem, wiatrem, wodą i piaskiem niebo na tajskiej plaży w Krabi, zatokę Ha Long, której lazurowe wody oblewają malownicze wapienne formacje. W Azji najbardziej zachwycają mnie proste rzeczy, takie jak pola ryżowe czy wioski rybackie. Poza głośnymi megalopolis, takimi jak Hong Kong, Szanghaj czy Sajgon, jest jeszcze w Azji wiele miejsc, w których czas się zatrzymał. Podczas ostatniego mojego pobytu zachwyciło mnie laotańskie miasteczko Luang Prabang. Malowniczo położone wśród zielonych wzgórz nad urokliwym Mekongiem, w pobliżu bajecznego wodospadu nie chce pozwolić nam odejść. Wyjątkowej urody domki malują to urokliwe miasteczko, liczne świątynie dodają specyficznego buddyjskiego klimatu, który w połączeniu z gwarnymi kawiarenkami, leniwie spacerującymi po ulicach back packersami, straganami pełnymi lokalnych pamiątek zachęcają do stania się jej częścią - na tak długą chwilę, jak potrzebujemy. Wyjątkowo urzekła mnie też przejażdżka rikszą po starym mieście w Hanoi - przepełniona gwarem i hałasem stolica Wietnamu maluje obraz życia toczący się na poziomie ulicy. Tam tańczy codzienne życie: kobiety patroszą ryby, smażą sajgonki, dzieci przebiegają między motocyklami i rikszami jedząc lody. Szewc reperuje buty, inny czyści czarne czółenka jakiejś pani. Rodzina spożywa posiłek - na małych krzesełkach, przy małym stoliczku wyglądają jak z bajki o 7 krasnoludkach. W narożnych kawiarniach panuje jeszcze większe ożywienie: mężczyźni grają w różne gry, dyskutują o życiu i polityce. Między nimi popijają typową wietnamską kawę turyści, którzy w tej danej chwili czują się częścią tej odmiennej, ale przez nas tak pożądanej cywilizacji.
Nie wiem kiedy wrócę do Azji. Wiem, że każdy kto choć raz się w taką podróż wybierze, da szansę odmiennej kulturze poczuje, że zwyciężył i wygrał coś niezwykle ważnego - jedno z najpiękniejszych przeżyć, które zostanie z nimi na zawsze.
logo
INTOpassion.com
logo
INTOpassion.com
logo
INTOpassion.com
logo
INTOpassion.com
logo
INTOpassion.com