O autorze
Dawno temu zakochałam się w kolorze Morza Karaibskiego. Wiedziałam, że muszę tam wrócić. W Hawanie zachwyciła mnie mieszanka hiszpańsko-amerykańsko-rosyjska. Z dodatkiem szczypty kubańskiej. I zainspirowało mnie to do napisania o Kubie pracy magisterskiej. Cisza, lekkość i duchowość przestraszyła mnie, gdy pierwszy raz pojechałam do Azji, na Sri Lankę. Potem każdy kolejny azjatycki kraj był wielkim doświadczeniem i gwarantował niezwykłe emocje: świątynie Angkoru, jogging w laotańskich wioskach, masaże ayurvedyskie w Kerali. Marzyłam o Afryce... aż zobaczyłam gdzie sypia lew w Masai Mara. I wiem, że tam wrócę. Tak jak do Nowego Jorku, Norwegii, Paryża, na stoki Trentino czy do małej trattorii we włoskim miasteczku gdzieś "po drodze". Bo świat jest taki piękny. I chętnie się tym podzielę.

W ZWIĄZKU Z ŻYCIEM

Być ze sobą przez cale życie wydaje się być takie proste. I trudne zarazem. Być sobą przez lata jest zdecydowanie trudniejsze. Choć należy sobie zadać pytanie ile nas w nas samych. Ile obowiązków, zobowiązań. Zagubieni, zatraceni… ale czasem za drzwiami naszego domu, za drzwiami sypialni dzieją się prawdziwe cuda. Dla nich warto żyć i o nie warto walczyć.


Wypada się spotkać, nie można odmówić, już czas się odezwać, należy pomóc, nie wiadomo czego będziemy potrzebowali w przyszłości. MY - to już bardzo dużo. Do tego naszą społeczną powinnością jest tworzenie relacji z innymi. Na drodze stoi tylko znalezienie szczęścia, co dla wielu oznacza znalezienie odpowiedniego partnera: godzimy się na relacje, na które nie mamy najmniejszej ochoty, trwamy w miłości, która nie jest nawet przedpokojem przyjaźni.


Przy stole zasiadamy rodziną: na talerzu ląduje jajecznica, jajka na szynce, jajka przepiórcze (bo przecież w obecnych czasach niektórzy mają alergie pokarmowe). Już nie kłócimy się o rodzaj chleba, czy wędliny - każdy je swój ulubiony rodzaj. 5 indywidualistów przy jednym stole. O tej samej godzinie. Ten sam temat przewodni śniadania. Zwyciężamy.


Potem jedno odpala komputer, drugie wyjmuje książkę. Nikt się już nie sili na wspólne spędzanie czasu. Ja o tym nie mówię, ja nie chcę rozmawiać na tematy pracowe, ja chcę opowiedzieć, co właśnie osiągnąłem - rozumieją to tylko znajomi z branży, ale mam potrzebę dzielenia się tym ze wszystkimi. Nie chcę rozmawiać - generalnie to jest właśnie to, co robię w pracy, co mnie bardzo męczy. Dzień dobry, dobranoc, proszę, dziękuję. Taki nasz świat? Jak bardzo wykraczamy poza? Poza siebie, swoją pracę, ograniczenia, lęki? Jak często zadajemy sobie pytanie kim jesteśmy, czego pragniemy dziś? Dziś - bo nie możemy wiedzieć czego będziemy pragnąć za 10 czy 20 lat… niepewni, zdezorientowani. Tylko dziś możemy wiedzieć kim jesteśmy. Czego chcemy. Pragniemy. Na życie. Ale tak naprawdę mimo wielkich chęci - pewność mamy tylko odnośnie dziś.


Życie. Jak prosto jest osądzać. Dobre, złe, właściwe. Jak wszystko ma inny wymiar, kiedy pożądam, pragnę. Kiedy logika nie działa. Podobno może zawodzić, wyobrażacie to sobie? Patrzymy na ukochanego i nie widzimy wad. Czy nie możemy kochać pomimo? O tym pomimo w emocjach ktoś mi kiedyś powiedział i wraz z czasem zdałam sobie sprawę z tego, że to jest właśnie najistotniejsze. Ten moment kiedy irytuje Cię, że ktoś nie odkłada talerza do zlewu, albo że po raz kolejny chce być uprzejmy i zadaje to samo pytanie co tam słychać u… a Ty wiesz, że go to wcale nie interesuje…

Spotykam znajomego. Jemy kolację. Na koniec zamawia jedzenie dla chłopaka, żeby nie musiał kolejny wieczór jeść kanapki, którą na pewno kupi po drodze bo nie będzie mu się chciało gotować. Martwi się, że tyle godzin nie było go w domu. Spotykam koleżankę. Opowiada jak z mężem starają się o dziecko. Świat jak na razie im nie sprzyja. Z dala od stereotypów w poszukiwaniu szczęścia nie wiem jak to się dzieje, że nie działa. Że już wszyscy gubimy się w tym czy mniej znaczy więcej czy więcej znaczy mniej. Telefon dzwoni. Wciąż ze złego powodu, wciąż bez zakończenia.

Czemu się poddajemy? Bo miłość, związek nic nie znaczą? Czy odpowiedzialność, za to co kiedyś zrobiliśmy otula już cały nasz los. Całą naszą przyszłość i już nigdy nie mamy wyboru? Szukamy. Czy tracimy prawo? Tracimy prawo do bycia sobą. Odczuwania. Wybierania. Szukania. Prawo do drugiej, trzeciej czy nawet piątej szansy. A może na nią nie zasługujemy? Może nie mamy kilku żyć, w jednym życiu. A może nie mamy prawa się mylić - jak chirurg czy strażak w płomieniach.

Budzę się rano. Mama krzyczy z kuchni, że śniadanie gotowe. Przygotowuje mnie w pośpiechu do wyjścia. Tata czyta gazetę. Nie żegnają się już nawet na dobranoc. On nie całuje jej w policzek, ona nie życzy mu miłego dnia. Mnie daje tylko uwagi: plecak ciężki, wyjąć książki do szafki, ćwiczyć na w-fie, nie ćwiczyć na w-fie. Dorastam. Staje się pretekstem w walce - dyskusji kto ma racji, którą trzymam stronę, za kim jestem. Ale to nie jest ważne. Chcę aby byli razem. Mój świat to oni. To bezpieczeństwo. Na to zasługuję. To są mi winni.

Jest ciemno. Pali się tylko jedna świeczka. Jaki jest tego sens. Walczymy. Pragniemy. Chcemy. Szczęśliwcy kochają. A umieramy sami.