Czy tego chcemy, czy nie, z okładek kolorowych czasopism, z portali internetowych i telewizji, bombardują nas doniesienia o kolejnych gwiazdorskich wojnach domowych. Stawką, jak zawsze, są albo pieniądze, albo dzieci. Najczęściej zresztą jedno z drugim bardzo się wiąże. Dzieci gwiazd to emocje odbiorców. Cały wachlarz emocji.

REKLAMA
Najpierw te pozytywne z cyklu „jaki śliczny brzuszek” i „jaki cudny dzidziuś”. Dzieciak pracuje na popularność mamusi już w życiu płodowym i jako niemowlak. Nikt go nie pyta czy tego chce. Potem będą zdjęcia w fazie przedszkolnej, szkolnej, wakacyjne, świąteczne etc. Pozowane, retuszowane, ustawiane i przypadkowe. Później, kiedy gwiazdorskie małżeństwo zaczyna się walić, pochodzące z niego dzieci mogą przeczytać w prasie o wszystkich szczegółach rodzicielskiej wojny i śledzić w Internecie, jak wali się ich świat.
Najpierw przebierało się je w markowe sukieneczki, by pozowały do sielskiego obrazka o super szczęśliwym życiu rodzinnym, a teraz proszę: „Tatuś to kat, mama to kretynka!”
Czy wspaniałe artystki, których wojnę o dzieci możemy ostatnio śledzić w mediach, zastanawiają się nad tym, co robią swoim dzieciom? Nie sądzę. Gdyby tak było, cała awantura odbywałaby się w zaciszu prawnych kancelarii, a nie w przestrzeni publicznej.
Czy zastanowiły się nad tym, jak dewastujące dla psychiki ich dzieci jest przeżywanie tragedii na oczach wszystkich? Rozpad rodziny jest przecież dla każdego dziecka gigantyczną traumą.
Nie wiem i nikt z nas nie wie, jak naprawdę jest i było w domach Edyty Górniak, czy Katarzyny Figury. Nie mam zamiaru podważać ich racji. Chciałabym tylko, sama będąc dzieckiem artystów, zwrócić ich uwagę na to, że przeżywając swe rodzinne dramaty w przestrzeni publicznej, rozjeżdżają walcem psychikę swoich dzieci. Im i tak nie jest łatwo, bo sam fakt posiadania sławnych, wybitnych rodziców nie ułatwia zbudowania siebie.
Gdybym była Rzecznikiem Praw Dziecka, postulowałabym zakaz używania wizerunków dzieci dla celów marketingowych wspomagających karierę rodziców. Dziecko ma prawo do prywatności, nawet jeśli jego mama jest gwiazdą.
Artyści to często potworni egoiści. Możecie się wszyscy na mnie za to obrazić, ale tak właśnie uważam. Ich neurotyczność, niedojrzałość, chwiejność i ekshibicjonizm służą sztuce, nie życiu rodzinnemu. Nie odpowiedzialnemu rodzicielstwu.
Jest wielkim, kosmicznym nieporozumieniem pytanie aktorów, czy piosenkarzy o to, jak wychowywać dzieci, co możemy obserwować codziennie w TV śniadaniowych i kobiecej prasie. Dzieci artystów są często potwornie nieszczęśliwe, samotne, opuszczone i znerwicowane. Są oczywiście wyjątki: twardo stojący na ziemi partnerzy i partnerki, rozsądni dziadkowie i mądre niańki, którym udaje się w artystycznych domach stworzyć dzieciakom normalne życie. Są też ludzie, którzy potrafią godzić sztukę z rzeczywistością. O ich dzieciach i domowych dramatach raczej nie przeczytamy w gazetach. Jasne, każdy skrzywdzony człowiek, chce swoją krzywdę wykrzyczeć, ale od „chcieć” do „wykrzyczeć” jest jeszcze daleka droga. Mogą na niej stać bliscy, za których odpowiadamy. To, czy zechcemy ich zdeptać, jest miarą dorosłości.