Dziewczyny, mówię wam: jeśli jeszcze tego nie zrobiłyście, przeczytajcie „Cwaniary” Sylwii Chutnik! Zwłaszcza, jeśli ktoś zatruwa wam życie. Zamiast wiecznie „pracować nad sobą” i analizować, zapałajcie żądzą zemsty! Za zniszczony rok, albo ranek. Za wysiudanie z pracy, za zmarnowane życie. Za zostawienie samej z dzieciakiem bez alimentów, za chamską zdradę i kłamstwo. Za cały ten cholerny seksizm, który wali w nas zewsząd: od własnej kuchni, przez kościelne nawy, po warsztat samochodowy.

REKLAMA
Nie, żeby zaraz zabijać. Wystarczy jak zemsta dokona się w waszych głowach. Niech jej pragnienie chluśnie wam w mózgi i niech wypłucze poczucie winy, że może znowu coś Z WAMI NIE TAK. Małe ćwiczenie z wyobraźni: wirtualne miejsce kaźni.
Tam pasem po gołym tyłku: szefa, co sobie za dużo pozwala, tatusia i męża pijaków, a może, w wolnej chwili, kilku polityków, co się mądrzą o naszym życiu, chociaż sami (w życiu) nie wstali w nocy do dziecka. Bo jest „ niewyróbką” i jest masakrą zupełną, potulność polskiej kobiety.
Spotkanie z sąsiadką przed laty: „ Co u ciebie, Jadzia?” pytam poprawiając dzieciaka w nosidełku, smycz psa w lewej ręce, a w prawej siaty z zakupami. „ Pijak pije!”, pada odpowiedź. „I już, Paulinka, nie wyrabiam, tak mnie bije! Bije, bo NIE WYGLĄDAM JAK TORBICKA! A jak ja mam wyglądać, jak Torbicka, kiedy on mnie ciągle bije???”.
Krótka wymiana zdań i każda w swoją stronę: ja do poczucia winy, że nie mogę być naraz w pracy i przy dziecku, z którym zostałam sama. Ona, że nie wygląda ja Torbicka.
Nie do konstrukcji bomby czy piłowania „obrzyna”, by ręka sprawiedliwości dosięgła winnych naszej sytuacji. Do poczucia winy. Społeczny przekaz kierowany do kobiet, brzmi tak: „Musisz być mądra, ale głupia- przemądrzałe są samotne. Silna, ale słaba - bo ci chłop wpadnie w kompleksy! Brzydka, ale ładna- weźże się wystylizuj! Gruba, ale chuda- ciąża to nie choroba! Stara, ale młoda-ogarnij się kocmołuchu!”.
A ostatnio, za sprawą Joanny Krupy, paradującej w lutym, w Warszawie, z gołymi nogami:” Ma ci być zimno, ale ciepło!”.” Masz pracować, mieć czas dla rodziny, wychowywać, nie mieć cellulitu i zmarszczek, ale też nie wstrzykiwać żadnego botoksu!!! Masz mieć dobre geny i zbilansowaną dietę. Masz być wyuzdaną kochanką i perfekcyjną panią domu, spalać tłuszcz na siłowni i chudnąć bez wysiłku. Masz gotować jak Gessler i wyglądać, no, niech już będzie, jak Torbicka.” Itd, itp. A jeśli się nie uda, to się nie dziw, kobieto, że zostaniesz sama z rachunkami, że dostaniesz w łeb. Że wywalą Cię z pracy, wszystko zwalą na głowę, bezceremonialnie uszczypną w tyłek, zgwałcą pod blokiem, lub we własnym łóżku.
Za mało się starałaś. Za krótką nosiłaś sukienkę. Poczucie winy wysysamy z mlekiem matek i zatruwamy nim własne. Mężczyźni mają łatwiej, bo, zamiast tej wiecznej „rozkminki” i szukania winy w sobie, odziedziczyli po wojowniczych przodkach cudowny odruch odwetu. „ Masz do mnie jakieś wonty? Już ja ci zaraz pokażę!”.
Sylwia Chutnik, w swojej ostatniej powieści, w ten właśnie, dyktowany czystym instynktem samozachowawczym odruch, wyposaża bohaterki. I posyła w miasto, na zgubę damskich bokserów, chciwych developerów i na pohybel pieluchom! Zemsta i pięść, bez pudła, dosięgają winnych, a mścicielki liżą rany po knajpach i nawet im przez myśl nie przejdzie, że można za podłość i zło, odpłacać chlipaniem w poduszkę i obwinianiem samych siebie.
Dziewczyny, mówię wam: wszystko jest z wami w porządku! Za cios, oddajcie cios. Chociażby symboliczny. Ma być szacun i mores, bo jak nie to…
PS. Przepraszam uroczą Grażynę Torbicką za wplątanie jej w tę opowiastkę. Taki już los ikony!