
Wiem, że mamy za dużo samochodów, ciągle dokupujemy nowe. Przyznajemy się bez bicia do korzystania z własnych pojazdów zamiast komunikacji miejskiej. Tak, tak, powinniśmy proekologicznie wsiąść na rower i pojechać 261 km do domu rodzinnego. Nasza wina, nasza bardzo wielka wina. Musimy więc odpokutować te występki stojąc w gigantycznych korkach. To zrozumiałe. Ale – na świętego patronującego autostradom – dlaczego musimy tak słono płacić?
REKLAMA
W ubiegły weekend jechałem A4 na odcinku Legnica-Opole południe. Po drodze sielski obraz: pola legnickie (nie mylić z lednickimi), gdzie rozgromili nas Tatarzy, potężne elektrownie wiatrowe, kuszące cenami stacje benzynowe, KFC, kilka(naście) dziur, ograniczenia prędkości, zjazd na Wałbrzych. Wtajemniczeni wiedzą, że po drodze przejeżdża się przez jedno duże miasto, które w nazwie ma miłość.
Dotarłem do Wrocławia i stanąłem w ok. 10-km korku, gdzie koniec sznurka leżał w Karwianach, czyli przy bramkach wydających bileciki celem późniejszego ich opłacenia. Powodem zatoru był remont krótkiego odcinka, tzw. ostatniej prostej, zaraz za Bielanami. Uzbroiłem się dzień wcześniej w Google Maps, więc wiedziałem, że czeka mnie co najmniej 30 min podjazdowych interwałów; nie miałem sposobności ominąć tego odcinka, bo internetowy wujek każdą trasę oznaczał jako dłuższą.
Uff – odetchnąłem – dzień wcześniej Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zniosła opłaty na bramkach, bo rodacy pędzili z Niemiec na polski weekend, dziś na pewno będzie tak samo. Po 55 min trzymania się na tyłku pojazdu jadącego przede mną, wyminięciu ciężarówki, która rozklekotała się na lewym pasie (może z gorąca? temperatura w korku wzrosła o 4 stopnie) i równie wielkiej maszyny stojącej obok na prawym, pokonaniu robót drogowych, stanąłem w kolejnej poczekalni. Tym razem bramki wydawały sympatyczne karteczki, które na zjeździe należało opłacić.
Droga powrotna nie była lepsza. Dziecko obudziło mi się w foteliku na 7 km przed Wrocławiem. Aha, zapomniałem wspomnieć, że jechałem z synem? Tak, żona go zabawiała jak tylko mogła, bo natura od praprzodków kształtowała nas tak, że maluchy śpią jak jadą, czy to w brzuchu mamy, czy na koniu, ośle, kozie, powozie, czy samochodem, a ten utknął ze swoim siedziskiem w taty pojeździe, który z kolei znalazł się w korku. Powód ten sam – remont drogi w Karwianach. Kiedy go w końcu minęliśmy, czekaliśmy jeszcze kilka chwil cali zniecierpliwieni, by czym prędzej pozbyć się parzących pieniędzy na rzecz państwa, które notabene dzięki naszym podatkom tę jezdnię i te bramki wybudowało.
To tylko jeden z wielu przykładów absurdów, z jakimi zmagam się jako kierowca na naszych drogach, a jeżdżę często. Nie wymagam od szosowych decydentów nagłego dobudowania trzeciego pasa na wszystkich autostradach, żeby wyprzedzające się ciężarówki nie tamowały ruchu, bo wiem, że nie ma na to pieniędzy z krajowego… przepraszam, partyjnego worka. Nie apeluję, by nagle któryś z geniuszy logistyki porównał A4 z S3 i idąc przykładem trasy lecącej nad morze utworzył co kilkanaście kilometrów bramy, które w razie zatoru, wypadku bądź katastrofy by otwierano, uwalniając ucieczkę do dróg przybocznych. Proszę jedynie o to, żeby w takich wypadkach zrezygnować z pazerności, bo ona jeszcze bardziej spowalnia i tak już długą trasę. Nieprzekonanym dodam, że pieniądze publiczne nie trafiają bezpośrednio do waszych kieszeni, a nadzorującym nieprzekonanych, że z innych środków zapłacicie członkom Komisji Macierewicza czy za paliwo do superbojowych helikopterów.
Pal licho frustracja kierowcy, pal licho wylewająca siódme poty żona, pal licho grzejący się samochód. Zróbcie to chociaż ze względu na polskie dzieci, w tym moje. Niech śpią sobie spokojnie w swych fotelikach i ich snu nie atakuje żadna GDDKiA czy inne skróty literowe, które zagrażają bezpieczeństwu naszej demokracji. Wkurzone dziecko staje się bowiem dyktatorem w pojeździe, skutecznym również poza granicami czterech kółek.
P.S. Doceniam, że na trasie zatoru podłączyliście kranik z wodą. Właściciele koni z krakowskiego rynku radzą właścicielom koni mechanicznych, by z tej okazji wystosować oficjalne podziękowanie do władz. Zatem dziękuję!
