
Kilka dni temu opublikowałem post na Facebooku, pisząc o szacunku jaki mam do Łukasza Szumowskiego, obecnego Ministra Zdrowia. Za jego pracę w tym ciężkim czasie, za kompetencje. Posypała się lawina komentarzy, że jak mogę czuć do niego respekt, że siedzi tylko każdemu w telewizorze i nic ponadto, że nawalił. Kolejnego dnia znowu dodałem wpis, tym razem krytykujący rząd. I znowu dostałem bęcki. Mam więc jeden apel: przestańmy się polaryzować!
REKLAMA
Szumowski i cały rząd nawalili, owszem, podjęli spóźnione działania. Jeszcze na koniec lutego z drwiną reagowali na naciski opozycji, by zawczasu wdrożyć odpowiednie procedury. Co więcej, nie przystąpiliśmy wcześniej do europejskiego porozumienia o mechanizmie wspólnych zakupów, przez co nie uczestniczyliśmy w pierwszym przetargu m.in. na maseczki ochronne. Dziś wielu szpitalom brakuje takich środków, jak również innych materiałów pierwszej potrzeby czy sprzętów.
Ale bądźmy obiektywni. Żaden europejski kraj nie przygotował się należycie do ataku choroby, bo też nikt nie spodziewał się pandemii na taką skalę. Francuscy specjaliści wytykają dziś swoim decydentom rażące błędy, o Włochach nie wspominając. Wielu państwom brakuje maseczek, testów i specjalistów. Dla porównania, Czechy przeprowadzili tych drugich mniej więcej tyle samo ile my (ponad 10 tys.), a mają prawie dwa razy więcej zarażonych. Austria też nas wyprzedza w liczbie chorych, testów przeprowadziła nieco mniej. Z drugiej strony Niemcy mają na koncie ok. ćwierć miliona.
Nasze działania były spóźnione, lecz nie można odmówić ministrowi, że DZIŚ NIC nie robi. Porozumienie podpisał, Polska przystąpiła do drugiego przetargu. Próbuje sprowadzić maseczki z Chin, największego producenta na świecie. Testów robimy więcej na dzień niż w poprzednich tygodniach, zwiększa się przepustowość laboratoriów. Miejsc dla chorych jest więcej, bo też spodziewamy się za jakiś czas nawet kilkunastu tysięcy zarażonych. Na dzień dzisiejszy jesteśmy generalnie zabezpieczeni, również, a może przede wszystkim dzięki pomocy pracowników medycznych, osób prywatnych, firm, organizacji, ale jeśli dotrzemy do pięciocyfrowej liczby chorych, rzeczywistość stanie się niepewna, o czym napisali w raporcie dziennikarze Polska Press. Natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że służba zdrowia i jej nakłady finansowe nie są naszym konikiem. Szumowski działa na ciężkim polu, za którego kondycję, zgoda, jest współodpowiedzialny.
Jednak się stara. Nawet jeśli prawdą byłoby to, że występuje tylko na konferencjach w telewizji, przynajmniej jest w tym na tyle profesjonalny, że wyhamowuje panikę. Na szczęście to nieprawda. A jeśli ponadto, co robi, biega jeszcze po mediach zamiast odpoczywać, nie można odmówić mu zaangażowania.
Dlatego napisałem, że tyra (bo pracuje dużo) i jest kompetentny (to profesor nauk medycznych, ma wiedzę, co słychać w wypowiedziach). Nie że funkcjonuje bezbłędnie, mieni się niewinnością, a tak w ogóle teraz popieram PiS. Mam do niego szacunek, bo TERAZ walczy i nie jest kolejnym wszechwiedzącym Błaszczakiem, który jednego dnia zna się na administracji, a następnego na wojsku.
Jako że Facebook umożliwia porozumiewanie się ze znajomymi, sprawdziłem kto komentował. Na szesnaście osób negatywnie komentujących, czternaście z nich na co dzień od dawna czynnie wypowiada się przeciw polityce PiS. Jedni dyskutowali bardziej kulturalnie, drudzy mniej, nikomu też nie odmawiam posiadania odmiennego zdania, ale znamienne jest to, że dało się wyraźnie odczuć oburzenie, dlaczego ja w ogóle tego człowieka chwalę?! Niektórzy robili potem, również w prywatnych wiadomościach, wszystko, żeby wyperswadować mi ten szacunek, posługując się nawet argumentem, że PiS demoluje nam Polskę, więc nie należy ich doceniać.
Z tym że ja nie zmieniłem swojego zdania co do partii obecnie rządzącej. Zagarniają instytucje oraz organy państwowe, obsadzają spółki swoimi, niszczą grupy zawodowe, przejęli media publiczne. Już dawno nie powinni zajmować tego stołka. Ale niektóre ich działania są dla mnie pozytywne, bo nie ma bytów jedynie złych albo jedynie dobrych. I zamierzam mówić lub pisać o tym głośno. To się zwyczajnie każdemu należy. A tak na marginesie, tyle ile było negatywnych komentarzy, tyle samo osób podniosło kciuk w górę.
Dzień bądź dwa dni później napisałem post krytykujący działania obecnej władzy. Dotyczyły marnotrawienia pieniędzy publicznych i zrezygnowania z handlowych niedziel, przez co w dobie epidemii nasza gospodarka ciężej to znosi. Znowu dostałem wiadomości zwrotne (prywatne), tym razem od zwolenników PiS, z szerokim spektrum argumentacyjnym, lecz sprowadzającym się do jednego: nie krytykuj, oni dobrze nam robią. Kolejny raz nie zobaczyłem różnych kolorów, lecz jedynie czerń i biel.
Mam w związku z tą historią następujący wniosek. Nawet w dobie pandemii nie potrafimy wyjść z filtra uprzedzeń politycznych. Nie oznacza to, że jesteśmy źli, bo znam komentujących i wiem, że obok tych wszystkich dywagacji robimy mnóstwo dobrego. I w tym dobru zazwyczaj się jednoczymy, wielu z nas wspiera przecież choćby finansowo wytwarzanie maseczek. Natomiast gdy tylko spoglądamy na preferencje drugiego, spinamy się i barykadujemy we własnych jestestwach. Żadne dobro nie może przecież należeć do tego, kto według nas na co dzień czyni zło. I odwrotnie - tych, którzy naszym zdaniem żyją dobrze, nie ima się zło. Może więc kluczem do zażegnania tego stanu będzie wzajemna uczciwość? Byłby to pierwszy krok w drodze do odbudowania wiarygodności i zakopania topora wojennego. To ważne szczególnie dziś.
