
9 maja jest Dniem Europy, potocznie określanym jako Dzień Unii Europejskiej. A to dlatego, że w tym miejscu kalendarza roku 1950 minister spraw zagranicznych Francji, Robert Schuman, ogłosił swój plan, co stworzyło podwaliny pod powołanie obecnej wspólnoty. Warto dziś do niego wrócić i przeszczepić jego idee do podwórkowego krwiobiegu.
REKLAMA
Plan Schumana był genialnym i zarazem prostym rozwiązaniem. Ale wymagał pójścia pod prąd. Pięć lat po drugiej już wojnie nikt nie ufał Niemcom, a Francja, która od dawna i często mocowała się ze swoimi sąsiadami, szczególnie. Obawiano się kolejnego tajemnego zbrojenia, jednocześnie nie chcąc doprowadzić do następnego konfliktu. Tym bardziej, że pojawił się punkt zapalny w miejscu Zagłębia Ruhry. W tym czasie ów francuski polityk (we współpracy z ekonomistą, Jeanem Monnetem) prezentuje pomysł, wedle którego wydobycie węgla i produkcja stali we Francji oraz w RFN zostaną oddane pod kontrolę nadrzędnemu organowi, jakim ma być Wysoka Władza. Ma to nie tylko kontrolować przemysł zbrojeniowy obu państw, bo jego wzrost ponad miarę byłby ekonomicznie niemożliwy, ale też integrować gospodarki np. przez zniesienie cła. Co więcej, plan zakłada podwyższenie dobrobytu społeczeństw m.in. dzięki obniżeniu cen węgla, na którym opierała się przecież energetyka.
Integracja międzypaństwowa miała charakter otwarty, więc dołączyć do współpracy mogły inne kraje. Tak też się stało w kolejnych latach, dzięki czemu w 1957 roku powstała Europejska Wspólnota Węgla i Stali, która obok Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej oraz później założonej Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej/Wspólnoty Europejskiej stała się jednym z filarów Unii Europejskiej. Jedna decyzja, dotycząca początkowo "skrawka" ziemi, podjęta z dobrą wolą zapoczątkowała lawinę, bez której nie wyobrażam sobie dzisiejszej rzeczywistości.
I tak sobie myślę: może tamte zamysły, mimo obecnego kryzysu w UE, odejścia Wielkiej Brytanii, stawiania przez niektórych decydentów na państwa narodowe, nie straciły na znaczeniu? Wciąż potrzebujemy wspólnoty ponadnarodowej, która po pierwsze będzie łączyła interesy gospodarcze, kontrolowała niebezpieczne odejścia od zasad (w tym legalizmu) i podnosiła stopę życiową społeczeństw, równolegle integrując je ze sobą. Napisałbym nawet, że szczególnie dziś taki twór jest nam, Polakom, niezbędny do obrony przed zakusami tych, którzy nastają na demokrację i porządek, ale również w celu ukulturalnienia siebie. Często bowiem zamykamy swoją przestrzeń na trzy spusty, patrząc na oponentów jako na "tamtych", tym samym odbudowując dawno już rozebrane mury.
Jak to zrobić? Prosto, odwołując się do idei Schumana. Poczuć się Europejczykiem i zobaczyć w drugim Europejczyka. Wyciągnąć rękę do tych, z którymi mi nie po drodze. Negocjować, znaleźć małą płaszczyznę porozumienia. A potem budować na łączach, choćby trochę szumiały. Dziś wyjdzie koślawo, ale za lat naście bądź dziesiąt może być całkiem przyzwoicie. Od czegoś trzeba zacząć, lecz żeby zacząć, trzeba się najpierw cofnąć. I przypomnieć sobie, do czego dążyliśmy po bolesnych doświadczeniach historii oraz czemu tak nam to leżało na sercu.
Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Europy!
