
Od dobrych kilku dni czytam sobie wypowiedzi najznamienitszych dziennikarzy i publicystów dotyczących rywalizacji kandydatów na prezydenta. Najznamienitszych jeśli chodzi o wiedzę, doświadczenie oraz idącą za ciężką pracą popularność. Nie zamierzam operować nazwiskami, bo nie o ludziach tu mowa, ale o zjawiskach. W każdym razie twórczość większości z nich znam nieźle z portali i tygodników. Analizują oni słupki wyborcze, prowadzą socjologiczne analizy, próbują przewidywać. Nie byłoby w tym nic złego, wszak taka jest rola żurnalisty, żeby objaśniać skomplikowaną rzeczywistość, ale jedna rzecz mnie niepokoi. Znakomita większość z tej paczki expressis verbis radzi Trzaskowskiemu, jak wygrać wybory. Albo udziela poparcia.
