Skończyły się wakacje, a wraz z nimi na rynkach zakończył się odpoczynek od politycznych przepychanek w strefie euro. Warto podkreślić, że czas urlopów bardzo się parkietom przysłużył. WIG20 wychodzi właśnie na najwyższe poziomy od lutego, a szeroki WIG osiągnął roczne maksima.
REKLAMA
Jeszcze przed czerwcem powyższy scenariusz był bardzo wątpliwy, ale to wyniki i tak zdecydowanie słabsze od amerykańskiego S&P500, który ostatni raz na obecnych poziomach był… w maju 2008. Z optymistycznej strony, choć nasz parkiet odstaje od europejskich odpowiedników to mimo, że zalicza się do gospodarek wschodzących to daleko mu do chińskich problemów, gdzie giełda znajduje się na minimach z okresu największego gospodarczego załamania, czyli lutego 2009 roku.
Dalszy rozwój sytuacji zarówno w strefie euro, w USA i w Chinach zależy w największym stopniu od decyzji politycznych. Wydarzenia ostatniego tygodnia najlepiej pokazują jak klika słów szefa EBC potrafi zelektryzować inwestorów. Europejski Bank Centralny uruchamiając program M(ł)OT [Monetary Outright Transacions] i zapowiadając możliwość nieograniczonego skupu obligacji państw strefy euro zrealizował pokładane w nim nadzieje i jednocześnie pozbawił się ostatniego narzędzia w walce z rosnącymi rentownościami obligacji. Można zaryzykować stwierdzenie, że jeżeli to nie pomoże utrzymać kosztów długu poniżej dzisiejszych wartości to na problemy Europy już nic nie pomoże. Środowa decyzja niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego też zdjęła część napięcia z rynków, bo pozwala mieć pewność, że niemiecki udział w programie ratunkowym ESM nie zostanie prawnie zakwestionowany i rdzeń strefy euro będzie mógł pomagać peryferiom.
Po drugiej stronie Atlantyku bank centralny też szykuje się do kolejnego „zadrukowania” gospodarki. Już w dziś oczekuje się, że FED w planie minimum zapowie utrzymanie zerowych stóp procentowych do 2015 roku oraz, co ważniejsze, wspomni o dalszym „luzowaniu ilościowym” popularnie zwanym QE tym razem z numerem 3. Jedno z ostatnich badań Bloomberga pokazało, że taki rozwój wypadków obstawia 99 procent zainteresowanych. Tak znaczna pewność rynku wynika z kalendarza politycznego w USA. Listopadowe wybory prezydenckie wchodzą teraz w kluczową fazę i jakiekolwiek działania Banku Centralnego tuż przed nimi mogą zostać odebrane jako wspieranie urzędujących Demokratów. Zatem jeżeli nie w czwartek to dopiero pierwszy kwartał 2013 roku, czyli termin dla rynków bardzo odległy. Tymczasem niskie stopy i kolejne dolary mogą okazać się niezbędne, bo sytuacja gospodarcza w USA wydaje się słabsza niż wynikałoby to głównych wskaźników. Przykładem niech będzie ostatni raport z rynku racy. W sierpniu zatrudnienie znalazło 96 tys. Amerykanów, podczas gdy oczekiwano 130 tys. zatrudnionych. Jednocześnie z tą informacją podano, że stopa bezrobocia spadła z 8,3 do 8,1 %. Skąd takie kuriozum – mniej pracujących i niższa stopa bezrobocia? Po prostu 250 tys. osób zostało statystycznie wykreślonych z rynku pracy, co wprost oznacza, że przez przynajmniej 26 tygodni nie znaleźli żadnej pracy. Dodatkowo wskaźniki PMI dla USA pokazują, że gospodarka balansuje na krawędzi rozwoju i recesji, zatem zaprezentowanie przez FED swojej nowej „jesiennej ramówki” i programów faktycznie wydaje się koniecznością. Co faktycznie ogłosi FOMC dowiemy się już dziś po 20.00. Będzie to odrobinę symboliczne, że tuż przed 4 rocznicą upadku Lehman Brothers (15.09.2012), uznawaną za rozpoczęcie kryzysu finansowego, drukowanie i ratowanie gospodarek ciągle trwa.
Problemy Banków Centralnych nie ograniczają się do USA i UE. Coraz słabsze dane o wzroście gospodarczym z Chin zmuszają tamtejsze władze monetarne do obniżania rezerw obowiązkowych w bankach i uruchamiania programów stymulacji infrastruktury kolejowej. W zdecydowanie mniejszej, ale istotnej gospodarce Szwajcarii sytuacja też się komplikuje. W zeszłym tygodniu minął rok od czasu kiedy Bank Centralny Szwajcarii usztywnił kurs franka do euro na poziomie 1,20. Tą wartość udało się utrzymać, ale globalny popyt na franka sprawił, że rezerwy walutowe tego banku w rok zwiększyły się o kilkaset miliardów dolarów. I niespodziewanie Szwajcaria po Chinach i Japonii ma trzecie największe rezerwy na świecie. Tyle tylko, że kiedyś te rezerwy trzeba będzie sprzedać co sprawi, że po popyt na franka będzie duży i nie pozwoli na jego osłabienie.
W Polsce problemy ma też Rada Polityki Pieniężnej. Po majowej podwyżce stóp procentowych do poziomu 4,75 % i ostatnim bardzo słabym odczycie PKB za drugi kwartał 2012 roku Rada pilnie będzie obserwować czwartkową inflację. Wzrost cen w lipcu sięgnął 4 %, a najnowsze dane z sierpnia kształtują się na poziome 3,8%. To oznacza, że od 20 miesięcy wzrost cen przekracza poziom dopuszczalny przez RPP i nadal jest dużo za duży aby komfortowo obniżać oprocentowanie, ale też trudno oczekiwać aby inflację podażową wynikającą z wzrostu cen paliw i żywności zwalczać krajowymi stopami. Patrząc jednak na krajowe obligacje widać, że rynek jest pewny obniżek i zdyskontował blisko 100 pkt. cięcia. Pozostaje pytanie czy aby oczekiwanie tak dużej determinacji ze strony Rady w najbliższym czasie nie jest na wyrost.
